Pająk

Pająk

Alfred Łaszowski był przed wojną działaczem Obozu Narodowo-Radykalnego i krytykiem literackim, który współpracował z czasopismem „Prosto z mostu”. Podobno nawet uczestniczył w antyżydowskich pogromach. Napisał sensacyjną powieść o szefie warszawskiego gestapo, który wszedł w sieć powiązań z pewnym Polakiem. Okazuje się, że powieść nie jest czystą fikcją. W odnalezionych niedawno w archiwum Stasi aktach Alfreda Spilkera, szefa niemieckiego wywiadu, odpowiedzialnego za rozbicie wielu warszawskich struktur AK, Łaszowski wymieniany jest jako cenny agent gestapo. Ojciec znał go dobrze jeszcze z jego ONR-owskich czasów i długo nie mógł mu wybaczyć przeszłości, w końcu jednak mu wybaczył, bo uznał, że się zmienił. Łaszowski pisał z entuzjazmem o moich wierszach. Sto lat temu piłem z nim herbatę, kawy jeszcze nie pijałem, w kawiarni na placu Unii Lubelskiej. Wielu niedawnych zdarzeń nie pamiętam, a to świetnie, jakbym zrobił nam kilka zdjęć (poznałbym go na ulicy, teraz już na Polach Elizejskich). Jakie to szczury wychodzą z nor odległej przeszłości, czuję dreszcz przerażenia i obrzydzenia.

Na tym samym placu Unii, ale po drugiej stronie, spotykam się teraz w kawiarni z ukraińskim wydawcą, chce opublikować wiersze ojca. I upamiętnić miejsce jego narodzin we wsi Korolówka, blisko Tarnopola, gdzie mieszka. Rozmawiamy o Ukrainie, która jakoś daje sobie radę ekonomicznie, jest silny podział na ukraiński wschód, niekoniecznie prorosyjski, tylko niezdeklarowany narodowo, oraz ukraińskie ziemie dawnej Galicji i zachód. Ale u nas też jest wyraźny podział na wschód i zachód, ten zachód jest liberalny, a wschód konserwatywno-prawicowy, to nawet uwidacznia się w procentach zaszczepionej populacji, a spiskowe teorie i ruchy antyszczepionkowe dobrze się mają na wschodzie, podobnie jak wiara w spisek smoleński.

*

W przychodni na pobliskiej Strusiej; przyjaźnię się z lekarzem internistą, co trochę łagodzi stres tego tłocznego i mało przychylnego człowiekowi miejsca. Ale i tak na USG brzucha zapisano mnie na marzec przyszłego roku. Dobre! Trochę się sypię, ale delikatnie i stopniowo, za wysoki cukier, ale nie drastycznie, w biodrach zmiany, będą do wymiany, wymieniłbym głowę, męczę się z nią, jestem jednak do niej przywiązany.

*

Zaskakująca przesyłka. Czytelniczka moich felietonów w PRZEGLĄDZIE przez redakcję tygodnika przesłała mi tom wojennych dzienników Zofii Nałkowskiej. Pisałem, jak je cenię i jak je straciłem, pożyczając komuś, i jak cierpię z tego powodu. Podobnie przesłano mi kiedyś „Spiżową bramę” Tadeusza Brezy, to był z kolei czytelnik. Wzruszające.

*

Na granicy białorusko-polskiej spotykają się dwie podłości – żulika Łukaszenki i ojczysta pisowska. To nie jest dla Polski łatwa sytuacja, granica nie może być otwarta, ale to, co robi PiS, jest w fatalnym, niegodziwym stylu. Polska Jana Pawła II, kraj Solidarności – i co? To wielka sztuka pogodzić ochronę granic i pomagać potrzebującym, do tego trzeba delikatnych narzędzi, a PiS to krokodyl. Przy tym okazuje się, że nie mamy żadnej polityki imigracyjnej. A przecież gwałtownie potrzeba nam przybyszy ze świata, bo Polska się starzeje, wyludnia i brakuje rąk do pracy. Upodabniamy się w tym do krajów Europy Zachodniej, które musiały przyjąć miliony ludzi z całego świata, by nie podupaść ekonomicznie. Na razie sytuację u nas ratują Ukraińcy. Z punktu widzenia przyszłości kraju bardzo by się przydali przybysze z odległych regionów świata, różnorodność to bogactwo. Polska jest nudna w swojej jedności etnicznej, pomyśleć – przed wojną Rzeczpospolita wielu narodów. Ale PiS boi się ludzi odmiennych, że zabrudzą Polaka słowiańskiego i narodowego.

*

R. poznałem dzięki depresji, moje z nią problemy zbliżyły go do mnie, też się z tym boryka. Młodszy ode mnie, ciekawy, poszukujący, wybitny specjalista od samochodów. Niemal codziennie wymienialiśmy się listami na Messengerze. Od trzech tygodni milczy, jego telefon też milczy. Nie mam kontaktu z jego partnerką, nie mamy wspólnych znajomych, nie wiem, jaki jest jego adres zamieszkania, nie mogę więc pojechać do jego domu z czarną kropką niepokoju pod znakiem zapytania. Dzisiaj, gdy przez wiele dni nie można z kimś się skontaktować, przychodzą do głowy najgorsze myśli. A wszyscy jesteśmy zagrożeni nieistnieniem. Przemykamy się chyłkiem przez życie. Kiedy przystajemy, śmierć łasi się do nas jak czarny kot, który chodzi własnymi drogami.

*

Idąc spać, zobaczyłem na prześcieradle pająka tak wielkich rozmiarów, że zastygłem ze zdumienia, nie wierząc własnym oczom. On też zastygł. Patrzyliśmy przez chwilę na siebie zdumieni sobą. Dwie nagie i bezbronne istoty na jednej planecie, która kręci się wokół własnej osi i nic o nas nie wie.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 42/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy