Utopieni przez władzę

Utopieni przez władzę

27.03.2023 Szczecin. Protest rolnikow w Szczecinie Fot Sebastian Nowik/REPORTER

Czy polski rząd działa w interesie zachodnich koncernów, tolerując niekontrolowany import zbóż z Ukrainy Nastroje na wsi pogarszają się z dnia na dzień. Przyczyną są niskie ceny polskiej pszenicy, kukurydzy i rzepaku spowodowane konkurencją tańszych zbóż z Ukrainy. 18 marca br. grupa aktywistów ze Stowarzyszenia Oszukana Wieś okrzykami „Judasze!” oraz „prezydenckim pozdrowieniem” „Spieprzaj, dziadu!” przywitała wicepremiera i ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka odwiedzającego Międzynarodowe Targi Techniki Rolniczej Agrotech w Kielcach. Doszło do przepychanki protestujących z ochroniarzami ministra, Kowalczyk został ewakuowany z hali wystawowej do pakamery, w której odbyła się zaimprowizowana konferencja prasowa. Wracających autokarem z Kielc do Lublina rolników zatrzymała policja, starannie skontrolowała pojazd i spisała pasażerów. Rzecz jasna, w trosce o ich bezpieczeństwo. Działacze stowarzyszenia ponownie dali znać o sobie 22 marca br. w czasie Europejskiego Forum Rolniczego w podrzeszowskiej Jasionce, zakłócając okrzykami debatę z udziałem ministra Henryka Kowalczyka oraz komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego. W pewnym momencie w stronę oficjeli poleciały jajka. Zdjęcia tego ekscesu obiegły internet. Jajami ciskał nie wściekły rolnik, lecz lider Ruchu Narodowego na Podkarpaciu i działacz Konfederacji Tomasz Buczek. Dziennikarzom powiedział, że zrobił to, bo solidaryzował się z ludźmi. Politycy PiS zaczęli opowiadać, że Stowarzyszenie Oszukana Wieś to przybudówka Konfederacji, która w ten sposób chce zbić kapitał polityczny. 25 marca br. gniew aktywistów dotknął byłego marszałka Sejmu, obecnie szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Marka Kuchcińskiego. W Dubiecku na Podkarpaciu próbowali oni wtargnąć do remizy strażackiej, w której odbywało się spotkanie polityków PiS z sympatykami. Doszło do rękoczynów, lecz policja nie interweniowała. Rolnikom udało się wejść do środka i zabrać głos. Domagali się uszczelnienia granicy i ograniczenia napływu ukraińskiego zboża do Polski. Z identycznym postulatem od dawna występuje Agrounia Michała Kołodziejczaka, ale jedynym efektem jej zabiegów są rozpowszechniane pogłoski, że chłopski lider działa na rzecz Moskali. Ostatnio z krytyką rządu wystąpił jednak poseł Prawa i Sprawiedliwości, były minister rolnictwa, a obecnie przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP Jan Krzysztof Ardanowski. W wywiadzie udzielonym Radiu Wnet powiedział, że sytuacja polityczna na wsi jest zła, gdyż rolnicy martwią się o dochody. Nie mają gdzie sprzedać i składować zboża po ubiegłorocznych żniwach. Problem był bagatelizowany i pozostaje nierozwiązany od miesięcy. Ardanowski wyjaśnił, że za niekontrolowanym importem zboża z Ukrainy stoją międzynarodowe korporacje, mające tam ogromne latyfundia, i powiązane z nimi duże polskie firmy. Konkretne nazwy owych korporacji i ich polskich wspólników nie padły. Były minister rolnictwa pominął też fakt, że 30 maja 2022 r. Unia Europejska, w związku z agresją Rosji na Ukrainę, zniosła cła na towary z tego państwa, chcąc pomóc ukraińskiej gospodarce. Rząd Morawieckiego był gorącym zwolennikiem tego rozwiązania. A w Parlamencie Europejskim głosowali za tym wszyscy nasi eurodeputowani. Nikt nie chciał wiedzieć, że efektem ubocznym otwarcia granic będzie wystawienie polskiego rolnictwa na nierówną konkurencję, przed czym ostrzegały organizacje rolnicze. Wojna w Ukrainie ujawniła kilka nieprzyjemnych prawd. Dowiedzieliśmy się, że Rosja i Ukraina są jednymi z największych producentów zbóż na świecie. Eksport pszenicy z tych państw do Syrii, Egiptu, Iraku, Afganistanu i krajów afrykańskich pozwala tamtejszym narodom uniknąć klęski głodu. W wyniku działań wojennych transport ukraińskiego ziarna przez ukraińskie porty na Morzu Czarnym stał się niemożliwy. Latem ubiegłego roku ONZ oraz UE i USA zaapelowały do Rosji o wyrażenie zgody na otwarcie dla statków szlaku żeglugowego z Odessy, by można było dostarczyć zboże zagrożonym głodem afrykańskim krajom. Część ziarna miała być wywieziona przez Polskę i Rumunię. Dziś wiemy, że było to kłamstwo. Do biednych krajów Południa trafiło – według danych ONZ – zaledwie 27% ukraińskiego zboża, natomiast aż 47% do Holandii, Włoch, Hiszpanii i innych bogatych państw zachodnich. W rzeczywistości kilka dużych międzynarodowych firm, od lat handlujących ukraińskimi towarami rolnymi, chciało wywieźć liczone w dziesiątkach milionów ton zapasy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i ziaren słonecznika, by nie zostały zniszczone w trakcie działań wojennych. Decyzja UE o otwarciu granic pomogła im nieźle zarobić. Polska, która jest w awangardzie państw wspierających Kijów, oberwała najmocniej. Obok producentów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2023, 2023

Kategorie: Kraj