Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Rozpisywaliśmy się długo o MSZ-etowskiej biurokracji i bałaganie, więc teraz kilka zdań o sprawach kadrowych. Na Węgry jako ambasador jedzie Roman Kowalski, hungarysta, do niedawna jeden z wicedyrektorów Biura Kadr. Swego czasu szczypaliśmy go trochę, całkiem zasadnie – Kowalski nosi bowiem w sobie (całkiem niesłusznie) przekonanie o skazie, którą ma na życiorysie, a którą są studia w moskiewskiej szkole MGIMO. To nic, że szkoła ta porządnie go wykształciła. Ponieważ jest rosyjska, Kowalski uznał, że musi padać na twarz przed każdą hetką-pętelką, jeśli tylko dopisała sobie w życiorysie walkę z komuną, NZS, „Solidarność” czy coś w tym stylu.
On był tym podejrzanym, któremu mniej wolno, a ta hetka-pętelka tym, któremu wolno więcej.
W ostatnim czasie tak nastawiony do własnej osoby i do świata całego Kowalski pełnił funkcję wicedyrektora Departamentu Personalnego. I z zapałem wypełniał polecenia ministra Sikorskiego dotyczące cięć na placówkach. Nadgorliwość nie przysłużyła mu się w oczach kolegów, którzy nagle przestali być kolegami, ba!, znajomymi, za to zapewniła mu fotel ambasadora. Zresztą nie ukrywał tego sam minister Sikorski na posiedzeniu komisji sejmowej, kiedy podkreślał, jak to ofiarnie Kowalski wypełniał jego wytyczne.
Cóż, może w Budapeszcie się wyprostuje?
Ambasadorem przy OECD w Paryżu został z kolei Paweł Wojciechowski. To jest człowiek nikt, bo był w swoim czasie (za rządów PiS) króciutko ministrem finansów – i nikt go z tego czasu nie pamięta, był też przez długi czas wiceministrem w MSZ, odpowiedzialnym za politykę „ekonomiczną”, i też nikt go nie pamięta. Niby był człowiek, a nie było człowieka.
I teraz chyba tylko po to, żeby pozbyć się go z centrali, jedzie do Paryża. Na cztery lata miłego pobytu za państwowe pieniądze, gdzie pewnie nikt go nie zapamięta.
W sumie pozazdrościć człowiekowi umiejętności. Kamuflażu.
Aha, podczas tego samego posiedzenia komisji sejmowej, kiedy zatwierdzano Wojciechowskiego i Kowalskiego, minister Sikorski prezentował również Witolda Sobkowa, który jedzie jako ambasador do ONZ.
Sobków to zawodowiec, więc i zaprezentował się posłom jak zawodowiec, wiedząc, co może powiedzieć, a czego nie. Mówił więc, że będzie walczył o miejsce Polski w rozmaitych ciałach ONZ-etowskich. Dyplomatycznie przy tym pominął, że właśnie sami oddaliśmy najważniejsze do zdobycia w ONZ stanowisko – niestałego członka Rady Bezpieczeństwa. A oddaliśmy je Bośni i Hercegowinie, która, gdyby nie siły zewnętrzne, dawno by się rozleciała…
Wyjazd Sobkowa do Nowego Jorku odświeżył przy okazji sprawę Anny Fotygi. To ona miała być ambasadorem w Nowym Jorku, ale po swych występach publicznych sama się wyeliminowała. Czy w końcu gdzieś pojedzie? Mówiło się, że ma być szefową misji MOP w Gruzji. Pięknie, tylko wpierw trzeba taką misję stworzyć…
A czas nieubłaganie dla Anny Fotygi ucieka. Dziś jest kandydatką na wyjazd, jakimś elementem przetargowym, jesienią już nie będzie.
Attaché

Wydanie: 7/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy