Paliwa muszą drożeć

Paliwa muszą drożeć

Wciąż nie ma dobrych sposobów, by przełamać dyktakt producentów nośników energii

Wzrost cen źródeł energii to ciągła groźba dla światowej i polskiej gospodarki. Ekonomia miesza się tu z polityką i chyba nie ma sposobu na rozdzielenie tych sfer.
– Gdzie gaz, tam musi być i polityka – szczerze przyznaje Konstantin Simonow, szef rosyjskiego Centrum Koniunktury Politycznej. A w Rosji jest 10% światowych złóż ropy i gazu, manewrowanie cenami tych surowców to dogodny sposób wywierania nacisku politycznego. Przekonały się o tym choćby Polska i Ukraina, wcześniej po podobną broń sięgały też państwa arabskie.

Półtora miliarda bez prądu

Jak się uniezależnić? – pytają najwięksi konsumenci ropy i gazu. Wiele miejsca poświęcono temu problemowi na ostatnim Forum Ekonomicznym w Krynicy. Sposobów jest kilka i wszystkie dalekie od doskonałości.
Pierwszy to znalezienie własnych złóż lub wykupienie koncesji na wydobycie w innych państwach (dziś największe możliwości dostępu do pól naftowych stwarza Kazachstan i dlatego ten kraj ma tak szybkie tempo wzrostu gospodarczego).
Szukanie własnych pól ropy i gazu to wielki koszt bez żadnych gwarancji sukcesu. Kupno koncesji wydobywczej – też nietanie – może zaś grozić niebezpieczeństwami związanymi z brakiem stabilizacji politycznej w państwie, którego złoża się użytkuje. Tymczasem, jak stwierdza raport na temat rynku paliw przygotowany przez RWE, niemiecką firmę handlującą energią, ropa i gaz przyciągają zagrożenie – aż na 70% obszarów występowania tych surowców strategicznych istnieją rozmaite napięcia geopolityczne czy wręcz niebezpieczeństwo ataków terrorystycznych.
A zużycie paliw rośnie – w Azji o 10% rocznie, w Europie o 2-3% rocznie, w Polsce o 4-5%. I musi rosnąć, bo potrzeby są wciąż ogromne – ponad 1,5 mld ludzi na świecie nie ma jeszcze dostępu do energii elektrycznej. Tylko w państwach Unii Europejskiej, choć rozwija się ona powoli, należy w najbliższym ćwierćwieczu zwiększyć moc elektrowni o ponad 400 tys. MW. I trzeba je czymś napędzać. Przewiduje się, że w najbliższych latach popyt na ropę – mimo niedawnych szaleństw cenowych – będzie jednak rosnąć coraz wolniej, natomiast zapotrzebowanie na gaz może się zwiększać bardzo szybko.

Złowrogie wiatraki

Drugim sposobem na niedobór paliw i ich wysokie ceny powinien być więc wzrost znaczenia alternatywnych, odnawialnych źródeł energii. Skala ich stosowania zwiększa się jednak bardzo powoli. Energia uzyskiwana w ten sposób jest droższa niż ze źródeł tradycyjnych, dotyczy to zarówno baterii słonecznych, jak i źródeł geotermalnych oraz elektrowni wiatrowych. Wiatraki w dodatku szkodzą środowisku naturalnemu – zakłócają krajobraz, a ich łopaty zabijają mnóstwo ptaków. Nieobojętna dla środowiska jest również budowa elektrowni wodnych. Najbardziej efektywnym, logicznym rozwiązaniem jest więc energetyka jądrowa, pozwalająca na radykalne obniżenie emisji szkodliwych gazów do atmosfery. W praktycznych krajach zachodnioeuropejskich zyskała ona pełne prawo obywatelstwa, mimo protestów \”obrońców środowiska\” sponsorowanych przez lobby naftowo-węglowe.
Wciąż jednak większość energii produkowana jest w elektrowniach stosujących paliwa tradycyjne. Kończy się już niezwykły bum na węgiel kamienny, wywołany chińską prosperity, który pozwolił obronić niezasłużone przywileje prezesom i pracownikom naszych spółek węglowych. Nadal jednak wielką przyszłość ma, zwłaszcza w Europie, węgiel brunatny; powstają coraz nowocześniejsze i czystsze technologie jego spalania. Można wręcz mówić o wielkim powrocie do węgla. – Dziś istnieje już sześć przemysłowych metod, które pozwalają w niemal 90% redukować wszelkie niebezpieczne pozostałości procesu spalania – mówi prof. Konstanty Unrug z Uniwersytetu Kentucky.

Kolej na parę?

Trzeci sposób walki z kryzysami energetycznymi to oszczędności po stronie użytkowników. Część naukowców stawia na paliwo wodorowe: – Dziś wodór sprawdza się w napędach rakiet, a nawet w traktorach i samochodach wyścigowych. Dopóki jednak nie zostaną opracowane szybkie i tanie metody produkcji tego paliwa, nie można szerzej go stosować – uważa prof. Hemmes Klaas z Uniwersytetu Delft.
Znacznie bardziej realna jest produkcja samochodów napędzanych ogniwami paliwowymi, do czego wystarczy jedynie woda, a produktem spalania jest para wodna. Koncerny paliwowe i motoryzacyjne, dysponujące największymi środkami na badania, nie śpieszą się jednak z opracowaniem praktycznych projektów tanich samochodów parowych nowej generacji.
I wreszcie czwarty sposób – najtańszy, bo administracyjny, ale też chyba najmniej skuteczny – próba stworzenia sojuszu największych odbiorców przeciw cenowemu dyktatowi koncernów naftowych. Autorzy raportu przygotowanego przez firmę RWE uważają kontrolę cen energii za jeden z warunków światowego bezpieczeństwa energetycznego. Dziś bowiem koszt wydobycia surowca ma minimalny wpływ na zmiany cen energii, w znacznie większym stopniu wpływa na nie polityka ekonomiczna prowadzona przez dostawców.
Do tego, by dyktat producentów zastąpić dyktatem konsumentów energii, droga jest jednak bardzo daleka. I jeszcze przez wiele lat będziemy skazani na ciągły wzrost cen ropy, gazu i innych paliw.

Wydanie: 1/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy