Pan od elementarza i jego tajemnice

Pan od elementarza i jego tajemnice

Wszyscy zaczynaliśmy edukację jednakowo – od „Elementarza” Mariana Falskiego

Nie da się w Polsce wskazać autora, który miałby więcej czytelników. Jeszcze kilkanaście lat temu można było śmiało twierdzić, że każdy Polak czytał jego książkę, miał ją w rękach, nosił ze sobą, wertował. To Marian Falski, autor „Elementarza”, z którego uczyliśmy się czytać i pisać. Ale nie tylko – bo „Elementarz” pokazywał nam otaczający nas świat, mówił, jak jest zorganizowany, co w nim istotne. Chłonęliśmy to bezwiednie. Nie tylko Alę z Asem, ale i to:

Murarz domy buduje,
Krawiec szyje ubrania,
Ale gdzieżby co uszył,
Gdyby nie miał mieszkania?

A i murarz by przecie
Na robotę nie ruszył,
Gdyby krawiec mu spodni
I fartucha nie uszył.

Piekarz musi mieć buty,
Więc do szewca iść trzeba,
No, a gdyby nie piekarz,
Toby szewc nie miał chleba.

Tak dla wspólnej korzyści
I dla dobra wspólnego
Wszyscy muszą pracować,
Mój maleńki kolego.

To wierszyk Juliana Tuwima „Wszyscy dla wszystkich”. I jeżeli miałbym analizować, jak kształtowało się moje spojrzenie na świat, ten wiersz byłby na miejscu pierwszym. W genialny sposób tłumaczył bowiem, jak funkcjonuje społeczeństwo – że każdy jest potrzebny, że każdy jest godzien szacunku, że razem pracując i pozostając w zgodzie, ułatwiamy sobie życie. Kupiłem to bez mrugnięcia okiem! Myślę, że nie ja jeden.

Wielki Falski, że zaprosił wielkiego poetę do swojego „Elementarza”. Nie było tu jednak przypadku. Bo Marian Falski to nie była postać przypadkowa. PPS-owiec, mason, rewolucjonista roku 1905, więzień warszawskiej Cytadeli. Przyjaciel Stefanii Sempołowskiej. W II RP urzędnik wysokiego szczebla w Ministerstwie Oświecenia. Zaangażowany w sprawy szkolnictwa i jego upowszechniania chyba jeszcze mocniej niż w pisanie kolejnych wersji „Elementarza”. W Polsce Ludowej w Polskiej Akademii Nauk. Jeden z sygnatariuszy „Listu 34”.

Historyjki, za pomocą których uczył nas składać litery, były starannie przemyślane. Na przykład inne podręczniki do nauki czytania z tamtych lat były przesycone odniesieniami do religii, uczyły szacunku dla władzy, księży, krzyża. U Falskiego inaczej – nie ma księdza ani kościoła. Gdy w drugiej połowie lat 30. władze bardzo namawiały, żeby „unowocześnił” swój elementarz, dodał rozdziały o religii, kategorycznie odmówił. Wielkim kompromisem była jego zgoda, by na obrazku przedstawiającym wieś znalazł się, wśród innych, gmach świątyni. Oto kto nas uczył czytać i pisać.

Urodził się w roku 1881 w majątku Nacz, przeszło 100-hektarowym, niedaleko Nowogródka. To tereny dzisiejszej Białorusi. Na północ od Nowogródka, w dzisiejszych granicach Litwy, leży Zułowo, majątek, w którym urodził się Józef Piłsudski. Na południe, 50 km od Nowogródka, bliżej Mińska, leżało z kolei Oziembłowo, posiadłość licząca ok. 90 ha, dom rodzinny Feliksa Dzierżyńskiego.

Tego świata, tych dworków szlacheckich na Kresach już nie ma, a one na przełomie XIX i XX w. wydały dziesiątki rewolucjonistów, naukowców, badaczy… Ludzi aktywnych, chcących zmieniać świat. Choć potem różnie ich losy się potoczyły.

Falski na studia wybrał Politechnikę Warszawską. Tu wsiąkł w miejscową atmosferę tajnych kompletów i nieprawomyślnych lektur. I chociaż skończył uczelnię, inżynierem nie został. W Warszawie pracy dla niego nie było. Z pomocą przyszły mu tzw. koneksje. Przyjaciel z lewicowych kółek Zygmunt Heryng zaproponował mu, by został nauczycielem „w zamożnym domu państwa Meyerów”. „Warunki pracy miałem bardzo dobre – wspominał po latach. – Otrzymywałem po 100 rubli miesięcznie za trzy-cztery godziny lekcji, na które dojeżdżałem codziennie do posiadłości państwa Meyerów, Turczynka pod Brwinowem. Na stację przysyłano po mnie powóz, a po lekcjach i obiedzie odsyłano”. Ale po paru miesiącach przyszła rewolucja i Falski zrezygnował z tych luksusów.

Rewolucji towarzyszył strajk szkolny, więc w ramach Latającego Uniwersytetu uczył strajkujących uczniów szkół średnich. „Wykładałem matematykę, historię kultury i podstawowe wiadomości z ekonomii politycznej – pisał we wspomnieniach. – Do historii kultury korzystałem z notatek z wykładów Krzywickiego na Uniwersytecie Latającym, miałem też »Antropologię« Tylora, »Historię cywilizacji w Anglii« Bucle’a. Do elementów ekonomii miałem sporo notatek z wykładów zasad socjalizmu, jakie sam prowadziłem wśród robotników i wśród grupy uczniów Szkoły Technicznej Wawelberga. Prócz wykładów Krzywickiego i Iwaniukowa znałem I tom »Kapitału« Marksa, »Program rewolucji« i »Kwestię rolną« Kautskiego, niektóre pisma Engelsa”.

Potem PPS wyznaczyła mu do prowadzenia dzielnicę Pragę. Praca praktycznie non stop, niebezpieczna, bo zawsze mogą zamknąć. Partia funkcyjnym płaciła 15-20 rubli miesięcznie. Falski, jako towarzysz Rafał, oddany był jej całkowicie. „Dnie całe spędzałem na dzielnicy w biurach partyjnych i na przemówieniach po fabrykach, na które schodzili się robotnicy, przerywając nawet normalną pracę. Ja zaś, stojąc na byle skrzyni fabrycznej, klarowałem, wzywając do walki, obalenia caratu i przejścia z kapitalizmu na demokrację i socjalizm – wspominał tamte czasy. – Niedługo znaliśmy osobiście znaczną część spotykanych na ulicach Pragi przechodniów. A autorytet Polskiej Partii Socjalistycznej był tak wielki, że nieraz kiedy szedłem z Warszawy na Pragę lub wracając, przechodziłem przez most Kierbedzia, salutowali mi dyżurujący tam policjanci”.

Aresztowanie przyszło w roku 1906. Potem była Cytadela. I miesiące oczekiwania na proces. Falski, o czym nie wiedział, miał wytoczone dwie sprawy. Administracyjną, z wyrokiem do wyboru – czasowe zesłanie do wschodnich guberni albo wyjazd poza granicę państwa. Oraz drugą, sądową, za przynależność do PPS, za co groziło ciężkie, wieloletnie więzienie. Więźniom pomagali Stefania Sempołowska i adwokat Stanisław Patek. Ten sam, który później, w latach 1919-1920, był ministrem spraw zagranicznych II RP. Patek postarał się, żeby wyrok administracyjny wydany został w sobotę. Tak, by Falski zdążył wyjechać za granicę, zanim władze zorientują się, że ma jeszcze jedną sprawę przed sobą: „Jechałem do granicy z eskortą. Podobno w parę godzin po jej przekroczeniu już mnie poszukiwano, żeby zatrzymać i cofnąć do Warszawy”.

Wyjechał więc za granicę. Do Krakowa. A potem do Zakopanego, gdzie miał się skontaktować z działaczką PPS Ireną Reginą Oxner, Ginką, studentką matematyki w Zurychu, i przekazać jej przygotowane przez Sempołowską broszury. To były czasy, gdy dziewczęta z bogatych domów angażowały się w działalność rewolucyjną… W ten sposób Falski poznał przyszłą żonę.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 37/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. z książki Mariana Falskiego „Z okruchów wspomnień”, reprodukcja Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 37/2020

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy