Panowie sędziowie, co z wami?

Panowie sędziowie, co z wami?

Poziom sędziowania dostosował się do poziomu polskiej piłki

Za nami faza zasadnicza futbolowej Ekstraklasy. Do głosu doszła buchalteria – podział na dwie grupy: mistrzowską, czyli radosną, i spadkową, czyli smutną, a zdobycz punktowa jest obcinana o połowę.

Do tego kompromitacja (to osobna historia) w kwestii, kto ma ostatecznie zagrać w której grupie… Teraz czeka nas siedem rund fazy finałowej. Nie odkryjemy Ameryki, stwierdzając, że jedną z najważniejszych ról odgrywają na boisku arbitrzy.

Z PRZEGLĄDU nr 50 z 2013 r.: „Ligowy sezon chyba wszystkim zaczyna się dawać we znaki. Kibice gubią się w natłoku meczów, piłkarze słaniają się na nogach, a sędziowie… Sędziowie się »zabawiają« – poraża niefrasobliwość, z jaką niemal seryjnie popełniają błędy. Podejmują decyzje, jak chcą i kiedy chcą. Do końca tegorocznych rozgrywek jeszcze sporo meczów, ale całkiem pokaźnej grupie rozjemców przydałby się już całkowity rozbrat z gwizdkiem, piłką, piłkarzami i boiskiem”. To było przed 27 miesiącami.

Dzisiaj szef sędziów Zbigniew Przesmycki twierdzi: „Zapewniam, że sędziowie też ciężko pracują i starają się wykonywać swoje zadania jak najlepiej. I jestem z ich postawy zadowolony. Czasami się mylą, ale błędy popełniają też piłkarze, nawet najlepsi”. Można by się zgodzić, gdyby nie kilka „ale”. Błąd błędowi nierówny, w grę wchodzą dosłownie, a nie w przenośni duże pieniądze. A przy pieniądzach, jak mawiają prawdziwi biznesmeni, nie ma żartów! Dlatego jeżeli arbiter prowadzi mecz dobrze, nikt nie ma pretensji.

Mówiono, że wiosenne sędziowanie jest dwu-, a nawet trzykrotnie droższe od jesiennego. Nie biorąc tego kompletnie pod uwagę – ale nie lekceważąc różnych sygnałów – postanowiliśmy się przyjrzeć, jak spisywała się podczas dziewięciu wiosennych kolejek nasza elitarna szóstka sędziowska. Czy rzeczywiście jest taka wyborowa i jest się kim pochwalić? Marcin Borski przechodzi rehabilitację po operacji kolana i wiosnę ma z głowy.

Szymon MARCINIAK: Marcowe przesilenie

Po spotkaniu Termaliki z Cracovią (23. kolejka) natknąłem się na opinię, że „sędziował Szymon Marciniak, co samo w sobie stanowi niemalże gwarancję jakości”. Dobrze, że nie zabrakło słowa niemalże, bo w pierwszej połowie marca pana Szymona – i nie tylko – dopadło marcowe przesilenie. W meczu Wisły z Piastem (26. kolejka) popełnił trzy całkiem poważne błędy. Co prawda, na korzyść każdej z drużyn, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie. I wcale nie było lepiej w następnej kolejce w meczu Ruchu z Lechem. Nie dziwił kąśliwy komentarz na portalu Weszlo.com: „Niestety, rozczarował nas również sędzia Marciniak. Po pierwsze – dobrze wychwycony spalony Oleksego niemal natychmiast przykrył niezauważonym faulem na Konczkowskim, w polu karnym Lecha (albo, w najlepszym dla sędziego wypadku, tuż przed linią). Do tego jeszcze nieuznany gol Grodzickiego, w sytuacji, gdy to nie on faulował, ale Marcin Kamiński testował na nim najnowsze chwyty poznane podczas transmisji wrestlingu. Dwie poważne pomyłki na niekorzyść gospodarzy. Jeszcze nie do końca się po nich otrząsnęliśmy, a już Stępiński nieomal wrzucał piłkę do bramki ręką. Jak to ująć w tabeli? Cóż, na pewno dodajemy Ruchowi gola Grodzickiego. W pozostałych dwóch sytuacjach… Chyba 1:1 w błędach. W takim wypadku odhaczamy, że sędzia pomógł Lechowi i zaszkodził Ruchowi, ale jednocześnie nie weryfikujemy wyniku – Lech tylko jedną, a nie dwiema bramkami, ale wciąż zwycięża”.

Minęło zaledwie kilka dni i nasz jedynak na Euro tym razem dał popalić na stadionie Lecha walczącego z Legią. Brak reakcji w kilku kluczowych sytuacjach: Artur Jędrzejczyk z całą pewnością faulował Tamása Kádára w polu karnym gości, Łukasz Trałka i Aziz Tetteh zasłużyli na czerwone kartki. Chyba wystarczy?

Już zaczęto poważnie się obawiać, co z dyspozycją Marciniaka, ale w spotkaniu 29. kolejki (Górnik Zabrze-Pogoń) wszystko wróciło do normy.

Strony: 1 2

Wydanie: 16/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy