Parada kreatur

Parada kreatur

Pachnie wiosną, niepokoi ten zapach w lutym, to jakby w lipcu poprószył śnieg. Luksusowy hotel, jakby nigdzie, gdzieś między Gnieznem a Bydgoszczą. Był tu jeszcze kilka lat temu dramatycznie zrujnowany pałacyk wśród dzikich pól. Stary pałac, pałac nowy i oficyna urządzone luksusowo, ze smakiem – przeszklona jadalnia, basen z widokiem na jezioro. Ładna twarz wśród gąb okolicznych wsi, nawet nie zaniedbanych, po prostu szarych i szpetnych. Czasami tylko jakiś nowy dom aż krzyczy, że jest nowy i estetycznie zaprojektowany. Odruchowo myślę, że w tych brzydkich domach mieszkają brzydcy ludzie, którzy będą głosować na brzydkiego Dudę. Nieładnie tak myśleć.

Moje dzieci spacerują po pałacowych ogrodach z trzema alpakami: czarną, białą i rudą. Górskie zwierzęta, niewiele mniejsze od lamy, to jakby skrzyżowanie lamy, wielbłąda i owcy. Mają poczciwe i serdeczne mordki, wyglądają jak duże zabawki przytulanki. Z ich bujnej sierści robi się swetry. To pierwotni mieszkańcy górzystych terenów Ameryki Południowej. Alpaki stają się modne w Polsce, jest już podobno 150 hodowli. Tu opiekuje się nimi młody człowiek z pobliskiej wsi. Mówię, że moda na alpaki w Polsce to znak, że kraj się bogaci. Zdenerwował się i zaczął narzekać, że ceny wszystkiego rosną lawinowo, naród biednieje. Jeśli to zaczyna już boleć lud polski, to Duda nie wygra wyborów.

Opiekun alpak ma szczęście, że dostał tu pracę. Z zawodu jest rzeźnikiem. Pomaga w kuchni przy mięsie, pozostały czas spędza ze zwierzętami. Uczy się ich psychiki, a są subtelne i znerwicowane. Wkrótce jedzie na dwutygodniowy kurs do Lublina, będzie się szkolił w alpakoterapii. Zwierzęta mają wiele empatii wobec niepełnosprawnych dzieci.

Zwiedzanie gnieźnieńskiej katedry. Moi synkowie bez entuzjazmu, starszy mówi, że wcale go nie interesuje historia, interesuje go tylko, co jest i co będzie. Rozumienie i czucie przeszłości wymaga pewnego rodzaju wyobraźni. Im krótszą ma się własną przeszłość, tym trudniej poruszać się po wiekach i tysiącleciach. Słynne drzwi katedry odlane z brązu, religijny komiks – wzrusza mnie ta opowieść i historia Polski zastygła w metalu. Potem do słynnego Biskupina.

Kilka dni bez telewizji, bez wyziewów polityki. Jaka ulga.

Ukazała się moja nowa powieść. Powinienem się cieszyć, ale czuję raczej niepokój, czy zasługuje na istnienie. I od razu piszę coś nowego, bo zrobiło się pusto, co za męka, zupełnie mi to nie idzie. I od razu poczucie bezwartościowości. Nie jestem na tyle zarozumiały, by się pocieszać wielkim Flaubertem, ale odnotowuję jego skargę: „Ależ się męczę! Pisanie jest doprawdy jakąś brutalną rozkoszą, skoro kosztem innych przyjemności godzimy się na taką torturę”. Te słowa są w niedawno wydanych listach Flauberta do kochanki, Luizy Colet. W tym czasie pisarz tworzył „Panią Bovary”, widzimy kuchnię, w której powstawała ta genialna powieść.

Lubię, gdy Flaubert nagle otwiera okno, w którym widać ówczesny świat: „Deszcz pada, barki za oknami mają czerwone żagle, przechodzą wieśniaczki z parasolami, rybacy pokrzykując, a ja się nudzę”. Bywa dosadny: „Czy zastanawiałaś się czasami nad dominacją Kutasa w życiu paryskim? (…) Rzygam od ciągłego mieszania rozporka z sercem. Nabieram chęci, żeby na zawsze cisnąć w kąt literaturę, nic nie robić, pojechać żyć z tobą i w tobie, złożyć głowę między twoimi piersiami, zamiast onanizować się nią nieustannie, by trysnęły z niej zdania”.

Rola Kutasa w polskiej polityce. Kariera palca posłanki Joanny Lichockiej jest doprawdy imponująca. Jak zwykle w takim wydarzeniu ważne jest tło, to obóz zagłady raka. W tym roku w Polsce znowu zostanie zgładzonych 150 tys. ludzi. Prezes jest geniuszem zła, ale ma kiepski materiał ludzki. Na tym też polegała straszna klęska komunizmu, idea była piękna, tylko ci ludzie… Znane jest powiedzenie Piłsudskiego o Polakach: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Z szeroko otwartymi oczami obserwuję tę paradę kreatur, maszeruje przez Polskę pod sztandarem PiS. Giedroyć po 1989 r., gdy jeszcze było daleko do obecnej paranoi, pytany, czy dalej jest niespokojny o przyszłość Polski, odparł: „Patrzę na przyszłość Polski z niesłychanym pesymizmem. Bardzo się boję, czy Polska utrzyma swoją niepodległość. To jest społeczeństwo zdziczałe. Dzisiaj jedyną szansą jest młode pokolenie, na swój sposób interesujące, ale zajmujące się wyłącznie własnymi sprawami”.

Wydanie: 10/2020

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy