Piąta władza

Prawo i obyczaje

Żądza władzy jest jedną z najsilniejszych namiętności człowieka. Nic zaś bardziej nie zagraża demokracji niż skupienie w jednej osobie lub instytucji pełni władzy. Tak było jeszcze niedawno w naszym kraju, gdy rzeczywistą władzę w państwie sprawowała jedna polimorficzna partia, obecna we wszystkich ogniwach aparatu państwowego. Kierownicza rola PZPR była zasadą konstytucyjną.
Obecna konstytucja z 1997 r. przewiduje, że „ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej”. Podział ten wymyślił, jak wiadomo, Ch. de Montesquieu (zwany Monteskiuszem), autor „Ducha Praw”, dzieła, które powstało w dobie wczesnego oświecenia, ale nadal jest aktualne jako zarys teorii nowożytnego konstytucjonalizmu.
Monteskiusz pisał, że „gdy władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, by ten sam monarcha lub senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie może być również wolności tam, gdzie władza sądowa nie jest oddzielona od prawodawczej i wykonawczej; połączona z władzą prawodawczą byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą, gdyby zaś była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela”.
Wprowadzenie do konstytucji Trzeciej Rzeczypospolitej Monteskiuszowskiego trójpodziału władzy miało zapobiec próbom przywłaszczenia sobie przez kogokolwiek kompetencji władczych poza systemem władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Żądza władzy okazała się jednak silniejsza od konstytucji. Żurnaliści twierdzą, że są „czwarta władzą” w państwie, ponieważ mają wpływ na funkcjonowanie wszystkich organów państwa.
Niezależne media nie są oczywiście władzą w znaczeniu konstytucyjnym. Nazywanie ich „czwartą władzą” to określenie nieprawnicze, które ukazuje wielką rolę prasy, radia i telewizji w kształtowaniu opinii o działalności konstytucyjnych organów władzy. Dziennikarska ingerencja w sprawy należące zwłaszcza do sądów budzi nieraz sprzeciw, ale jeśli polega na rzetelnej krytyce, to nie stanowi niebezpieczeństwa dla pracy niezawisłych organów wymiaru sprawiedliwości. Czasem prasowe wypowiedzi pomagają nawet sądom w poszukiwaniu rozstrzygnięć zgodnych ze społecznym poczuciem prawa.
Państwu prawnemu zagrażają natomiast działania osób, które wynoszą się ponad prawo konstytucyjne i uzurpują sobie prawo do uprawiania w pełni samodzielnej polityki w państwie, niepowiązanej z ogólną polityką państwa, za którą ponosi odpowiedzialność rząd. Władza wykonawcza jest niepodzielna. Obok niej nie może więc działać jakaś odrębna, szczególna władza, rządząca się własnymi prawami. Władzą taką chce być Rada Polityki Pieniężnej.
W niedawno opublikowanym wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” przewodniczący wspomnianej rady, L. Balcerowicz, wystąpił w roli rewizjonisty Monteskiuszowskiego podziału władz. Stwierdził mianowicie, że cechą demokracji współczesnej jest nie tylko „oddzielenie władzy sądowniczej, ustawodawczej i wykonawczej, ale także oddzielenie kompetencji w sprawach polityki pieniężnej od reszty polityki” („Cesarzowi co cesarskie, radzie co pieniężne” „GW” z 12.06.br.).
Pogląd powyższy jest na gruncie konstytucji całkowicie chybiony. Rada Polityki Pieniężnej nie jest żadną konstytucyjną władzą, lecz utworzona została jako jeden z organów Narodowego Banku Polskiego.
L. Balcerowicz nie pojął sensu wielkiego odkrycia, jakiego dokonał autor „Ducha Praw”. Monteskuisz opowiedział się za podziałem władz (distribution des pouvoirs), a nie za ich rozdzielnością (séparation). Władze mające odrębne kompetencje wzajemnie się „równoważą”, w tym znaczeniu, że żadna z nich nie wynosi się ponad pozostałe, lecz zajmuje się własnymi sprawami (tworzeniem prawa, rządzeniem, sądzeniem). Równowaga władz (check and balance), a nie ich oddzielenie jest zaletą tego systemu. Natomiast Rada Polityki Pieniężnej w obecnym składzie pragnie być sama dla siebie żeglarzem, sterem i okrętem oraz pełnić rolę superwładzy nad resortem finansów. Ba! Chciałaby nawet, aby przyjęte przez nią założenia polityki pieniężnej były wiążące dla parlamentu. Konstytucja wyznacza natomiast Radzie Polityki Pieniężnej rolę skromniejszą. Ustalane przez radę coroczne założenia wspomnianej polityki mają być przedkładane „do wiadomości” Sejmu równocześnie z przedłożeniem przez Radę Ministrów projektu ustawy budżetowej. Broniąc swej pozycji niczym niepodległego bytu, Rada Polityki Pieniężnej kieruje się ambicjonalnie wyłącznie własnymi racjami.
W dobrze urządzonym państwie kompetencje wszystkich organów publicznych są ściśle określone. Rada Polityki Pieniężnej jest z mocy konstytucji wyspecjalizowanym organem banku centralnego i niczym więcej. Nie będąc konstytucyjną władzą państwową, jest jednak w swej działalności niezależna, ale tylko w tym znaczeniu, że nikt nie może jej dyktować, jakie stanowisko w sprawie założeń polityki pieniężnej powinna przedkładać Sejmowi, ani pouczać, co ma radzić prezesowi NBP. Zamachem na tak rozumianą niezależność są próby wprowadzenia zmian w składzie personalnym rady przed upływem kadencji aktualnych członków.
Pełną niezależność w zakresie ustalania i realizowania polityki pieniężnej ma natomiast Narodowy Bank Polski. Zgodnie z konstytucją, przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania wspomnianej polityki. Nie oznacza to, że bank centralny jest odrębną władzą w państwie obok władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Niezależność w wykonywaniu ustawowych kompetencji nie jest równoznaczna z wyposażeniem organu podejmującego samodzielnie swe decyzje w atrybuty władcze. Tego nie rozumie obecny prezes NBP, który chce, by organ banku centralnego odgrywał rolę odrębnej i niepodlegającej żadnej kontroli władzy w państwie. Idąc śladem jego teorii, należałoby uznać za osobne władze również inne konstytucyjne organy, które dysponują w powierzonych im zakresach działania pełną niezależnością. Podobnie jak bank centralny podmiotami niezależnymi od innych organów są Najwyższa Izba Kontroli oraz Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Trzeba z całą mocą przeciwstawić się tego rodzaju tendencjom do parcelacji trójpodziału władz, który jest fundamentem demokracji.
Warunkiem sprawności państwa jest automatyczne równoważenie się wszystkich organów publicznych. Żałosny spór między Radą Polityki Pieniężnej a rządem pokazał, że tego rodzaju automatyzm jest w obecnych warunkach politycznych nierealny. Źle się dzieje w państwie prawa, gdy samoczynne mechanizmy prawne zawodzą, a zamiast nich są podejmowane niekonstytucyjne próby przywracania równowagi między poszczególnymi ogniwami aparatu państwowego. Mediacja prezydenta w sprawie stóp procentowych była pozaprawną formą wyjścia z impasu, który nie powinien był się zdarzyć. Misja niepoparta sankcją prawną nie mogła oczywiście odnieść pożądanego skutku.

 

Wydanie: 27/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy