Pięćdziesiąt trzy wojny

Pięćdziesiąt trzy wojny

Żona korespondenta wojennego Wojciecha Jagielskiego: – Pojechałam z nim na wojnę, ponieważ chciałam uczestniczyć w jego życiu W nowym mieszkaniu urodziłam drugie dziecko i zagościła u nas na dobre Matka Agora. Długo nie rozumiałam, czym naprawdę jest, choć to przecież ja pierwsza zetknęłam się z firmą korporacyjną, jaką był Bank Światowy. Powinnam wiedzieć, jak silny wpływ wywiera na pracownika. Ale kiedy wyszłam z oparów wczesnego macierzyństwa i zaczęłam znowu jasno myśleć, było już za późno – istniało nasze dobro, dobro naszych dzieci i dobro Matki Agory. Dobro Matki Agory nie było tożsame z karierą zawodową, co byłabym w stanie zrozumieć. – Nie rozumiesz – powiedział Wojtek. – Tu chodzi o coś więcej niż o karierę zawodową. Zobacz, ile „Gazeta” dla mnie zrobiła. Traktował „Gazetę” jak kogoś bliskiego. Chciał pisać relacje z rejonów ogarniętych wojną i zdobywać swoją dziennikarską sławę. Ale równie ważne, jeżeli nie ważniejsze, było to, żeby Matka Agora dostała najlepszy materiał, lepszy od tego, jaki zdobyła Telewizja, „Rzeczpospolita”, „Polityka”. Była żywą istotą, zarazem opiekuńczą i potrzebującą opieki. Chodziło o to, by się dobrze miała, by zapewnić jej ciągły rozwój i jak najlepszą przyszłość. Była naszym trzecim dzieckiem. • (…) Zadzwonił z Nazrania, ostatniego miejsca, gdzie działał telefon. – Mam tu człowieka, który obiecał przerzucić mnie przez granicę – powiedział. – Nazywa się Isa. Zapamiętaj, Isa Madajew. Wie, jak mnie stąd wywieźć. Na razie ukrywam się u niego w domu. Rosjanie są wszędzie, szukają mnie. Isa Madajew. Dlaczego nic nie mówisz? Isa Madajew. Potem często wyobrażałam sobie, jak wygląda Czeczen Isa Madajew. Zrobił się dla mnie ważny, ten nieznany człowiek, który tyle trzymał w swoich rękach. Los Wojtka, mój, dziecka, nawet los naszych zwierząt: psa i kota, bo papugi zdechły jakiś czas temu. Miałam wrażenie, że gdybym wiedziała, jak wygląda ten Isa Madajew, zyskałabym jakiś wpływ na jego myśli, zamiary, przebieg tej dziwnej, niezrozumiałej dla mnie akcji przerzutowej. Mogłabym wymusić na nim powodzenie tego przedsięwzięcia, dzięki któremu Wojtek znajdzie się w rejonie objętym wojną i będzie szukał w górach czeczeńskiego prezydenta zdany na łaskę eskorty i partyzanckich przywódców. Nie chciałam, żeby Isa Madajew zawiódł i odesłał Wojtka w bezpieczne miejsce, z powrotem do domu. Nie chciałam tego, ponieważ to oznaczało powrót bez wywiadu z ukrywającym się, niedostępnym Maschadowem, który od roku nie rozmawiał z żadnym dziennikarzem. Wracając bez takiego materiału, ponosi się klęskę, która unicestwia nie tylko chwilę obecną. Unicestwia też wielkie połacie czasu, nawet to, co już się zdarzyło, inne materiały z poprzednich wojen. Zawodzi się wtedy wielu ludzi i samego siebie, ponosi się winę całkowitą. (…) Miesiąc później znów zawiózł Wojtka do tego miejsca, skąd można było zadzwonić. – Nie wychodziłem przez miesiąc. Przebrał mnie za Czeczena, żeby mnie Rosjanie nie złapali. Nazywam się Szamil Ałan i jestem jego kuzynem z Nazrania. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Przykucnęłam przy telefonie. Przez cały ten czas trzymałam się blisko ziemi, jak w dzieciństwie, kiedy czułam, że coś przeskrobałam i tylko kontakt z ciepłym, pachnącym słomą klepiskiem w stodole mógł uśmierzyć mój strach przed karą. – Teraz już nie możesz zrezygnować – powiedziałam. – Teraz to już tylko kwestia dni. Posłuchaj… – Zakleił mi okna w pokoju żółtym papierem. Na podwórko mogę wychodzić tylko w nocy. Dwa okrążenia pod eskortą ochroniarzy. Wyprowadzają mnie do ubikacji. – Wytrzymaj jeszcze trochę. Nie masz nic do czytania? – Mówi, że jutro przerzucą mnie za granicę w karetce pogotowia. Tam ma czekać ochroniarz Chamzat. Podejdzie do mnie z pudełkiem indonezyjskich zapałek, to hasło. Podobno zna dojście do Maschadowa, poprowadzi mnie w góry. Zapamiętaj: Chamzat, brat Isy. – To przecież dobra wiadomość. Przez chwilę milczeliśmy. Patrzyłam, jak światło sączące się przez trochę wypaczone żaluzje wnika w szpary desek podłogowych tuż pod moją ręką. – A w domu jak, wszystko dobrze? • (…) Czasem udawałam, że nie rozumiem, dlaczego dla Wojtka nie ma alternatywy –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 04/2013, 2013

Kategorie: Książki