Wojna w Aleppo

Wojna w Aleppo

Od teraz to jest twój dom, będziesz mieszkać w celi, a ja będę patrzył, jak umierasz z głodu!

– Adam, biegnij! Nie daj im się złapać! – próbuję krzyczeć, ale słowa więzną mi w gardle. Próbuję się wyrwać, ale trzymają mnie jeszcze mocniej. (…) – Bądźcie przeklęci… przeklęci… zabiliście mojego brata, zniszczyliście nam życie… PRZEKLINAM WAS! (…) Czym zasłużyliśmy na taki los? (…) Mężczyzna unosi broń, teraz mnie uderza w głowę… wszystko się zamazuje…

W końcu odzyskuję przytomność. Rozglądam się. Znajduję się w jakimś ciemnym budynku. Nie ma świateł, nie widać wejścia, powietrze wypełnia obezwładniający smród moczu. Wyglądają ohydnie, więc i mieszkają w ohydnym miejscu. Otwierają drzwi, wrzucają mnie do środka, pod ścianę. Powstrzymuję łzy, udaję, że nic mi nie jest. Bolą mnie plecy, tak bardzo chciałabym je podrapać, ale tylko zamykam oczy i modlę się do Boga, by mi pomógł. (…) Mężczyźni podchodzą, dowiaduję się, że szef nie ma imienia, jest po prostu szefem. (…) Szef klęka, zbliża twarz do mojej twarzy.

– Jak ci na imię, piękna? – Ma bardzo jasne zielone oczy, nigdy nie widziałam podobnych u człowieka o tak ciemnej skórze. Jak to możliwe, że takiej urodzie towarzyszy takie zło? Chciałabym splunąć mu w twarz, pokazać, kim jestem. (…)
– Widzę, że lubisz ostro! – Zdziera mi chustę z głowy z siłą człowieka pozbawionego wstydu, zaczyna dotykać moich włosów. Trzęsę się z obrzydzenia. Próbuję go kopnąć, ale stwierdzam, że nie mam siły stawiać oporu. Śmieje mi się w twarz, czuję smród jego oddechu. (…)
– Podoba ci się, jak dotykam twoich włosów, co? Widzieliście, chłopcy? Zadrżała. Chyba trafił nam się prawdziwy klejnot.

Pozostali dwaj śmieją się, podchodzą bliżej i posyłają mi całusy.
– Nam też się coś dostanie?
– Kiedy z nią skończę, przynieście mi herbaty.
Jeden z nich biegnie wykonać polecenie, jak tchórz pozbawiony kręgosłupa, drugi czeka na rozkazy. (…)
– Otwórz oczy, ślicznotko, nie bój się.
Nie otwieram.
– Otwórz oczy, mówię! – wrzeszczy, jego ślina pryska na moją twarz. Chciałabym mieć w sobie siłę, bardzo jej teraz potrzebuję. Otwieram oczy i spuszczam wzrok.
– Przynieś wiadro zimnej wody!
(…) Tamci dwaj wracają, stają obok siebie, czekając na kolejne rozkazy. Szef podnosi się i siada na krześle, pije herbatę. Zaczynam trząść się ze strachu. Teraz, kiedy się ode mnie odsunął, wszystkie uczucia zwalają się na mnie jak wodospad. (…)

Podnoszę wzrok. Mężczyźni patrzą na mnie bez słowa. Wiedzą, że się boję. (…) Jedyne, z czego się cieszę, to że zabrali mnie, a nie Adama. Mam nadzieję, że jest cały i zdrowy. Kiedy myślę o jego twarzy, robi mi się niedobrze. Tracę panowanie nad sobą, załamuję się, pokazuję porywaczom wszystkie winy i lęki mojego życia.
– Jednak nie jest taka twarda, co? Przynieście kajdanki i ją skujcie.
Kręci mi się w głowie, ledwo co widzę, ale słyszę wyraźnie. Mam nadzieję, że nie usłyszałam tego, co mi się zdawało. Mam nadzieję, że popadam w obłęd. (…)

Budzi mnie chlust lodowatej wody na moim nagim ciele. Otwieram oczy, rozglądam się, ale widzę tylko czarne kropki. Próbuję się skupić, spojrzeć poza nie. Powoli odzyskuję widzenie. Zaskakuje mnie kolejny chlust wody, krztuszę się. Próbuję ją wykaszleć, ale trochę dostaje się do gardła, odmawiam modlitwę. Już myślałam, że to koniec mojej męki, ale udaje mi się wszystko wykaszleć. Moje ramiona są przykute do sufitu. Nie sięgam stopami ziemi. Wiszę przy ścianie, całkiem naga i zapłakana. Nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego może mnie spotkać. Nigdy nawet za bardzo nie przyglądałam się swojemu ciału, a teraz ci trzej widzą więcej, niż ja kiedykolwiek widziałam. Widzę krzywe uśmieszki na ich twarzach. Krztuszę się i płaczę z bólu. Unoszę głowę i patrzę szefowi prosto w oczy. W tym momencie ktoś włącza klimatyzację na ful, czuję, jak cierpnie mi skóra. Całe moje ciało odrzuca ten brutalny atak. Próbuję wyobrazić sobie swoje ciepłe łóżko, zablokować to, co się dzieje. Nie wiem, jak długo byłam nieprzytomna, jak długo już tu jestem. Wydaje się, że całą wieczność. Zawsze byłam z rodziną, zawsze o nich dbałam, a teraz oddzielono mnie od jedynych ludzi, jakich znałam przez całe swoje życie.

– Podoba ci się? – pyta szeptem jeden z mężczyzn. Podchodzi bliżej, w ręku trzyma długą wędkę. Zawsze chciałam spróbować wędkowania. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że odbędzie się to w ten sposób. Obraca nią, chwyta haczyk i go oblizuje. – To na pewno ci się spodoba, Różyczko. Tak się teraz nazywasz.

Ze strachu zamykam oczy. Nie wiem, co może zrobić tą wędką, ale na pewno doprowadzi mnie do krzyku. Pomóż mi, Boże. Mężczyzna podchodzi bliżej, oblizuje mój pępek. Jestem zdana na jego łaskę. Powtarzam w głowie modlitwy, w nadziei, że nie poczuję bólu. Ale czuję. Jeszcze nigdy nie krzyczałam tak głośno. Nawet nie przypuszczałam, że mój głos ma taką siłę. Mężczyzna wciska haczyk w mój pępek, patrzę w dół, rzeka krwi spływa aż do kolan. Krzyczę, wołam do Boga o pomoc.
– Zamknij się! Nikt cię nie ocali!
Dalej wołam, czując, jak haczyk wbija się w moje ciało.
– Zamknij się! – Szef podnosi się, staje na krześle, by mnie uderzyć.
(…) Nienawiść we mnie narasta, wiara w Boga zalewa mi serce, na ułamek sekundy przestaję krzyczeć, pewna, że już nie mogę poczuć bólu. Ale drugi z mężczyzn uderza mnie i ból powraca jak fala. Nie przypuszczałam, że istnieje ból tak intensywny.
– Dosyć!
Szef unosi rękę, jego słudzy zastygają w miejscu.
– Przygotujcie łóżko!

Kładzie rękę na moim udzie. Chyba tylko łzy będą mi towarzyszem. Wybacz, Boże. Nie mogę dłużej walczyć. (…) Rozglądam się, wciąż wiszę pod sufitem i czuję, jak ciągną mięśnie moich ramion. To chyba dopiero początek. (…) Widzę cień, jeden z mężczyzn wchodzi do pomieszczenia z miską dla psa. Stawia ją na podłodze i rozwiązuje mnie bez słowa, a potem podnosi z podłogi. Zaciąga mnie do niewielkiego pomieszczenia, wrzuca miskę i zamyka drzwi na klucz. W kącie leży zwinięte ciało. Patrzę na nie, ale się nie rusza. Szybko cofam się do kąta. Ta druga osoba też jest naga, żebra rysują się wyraźnie na plecach. Nie wiem, czy to kobieta, czy mężczyzna. W misce leży niewielki kawałek chleba, spleśniały, jest też trochę wody. Dziękuję Bogu za jedzenie. Głośno burczy mi w brzuchu. Naciskam go, by ucichł. Nie chcę obudzić tej drugiej osoby. Ze szpar w ścianach wieje chłodem. Jest bardzo zimno. Moczę twardy chleb w wodzie, zaczynam jeść. Łzy nadają wodzie smak. Zwijam się w kącie, powoli gryzę ostatni kawałek. Próbuję płakać jak najciszej. Tęsknię za rodziną. (…)
Wydaje mi się, że minęło zaledwie pięć minut, budzi mnie kolejne wiadro lodowatej wody. Z trudem chwytam powietrze pośród niekończącego się wodospadu. Czuję, jak w moje ramię wbijają się paznokcie jednego z mężczyzn. Podnosi mnie. Nie otworzyłam oczu, by zobaczyć, kto to, ale w tym momencie nie ma to znaczenia. Nie potrafię sobie wyobrazić, co się dzisiaj wydarzy. W głównym pomieszczeniu szef leży na poduszkach i pali sziszę, jak gdyby nigdy nic. Mierzy we mnie palcem, pokazuje, że mam podejść. Nie ruszam się. Nie mogę się ruszyć. Tamten drugi popycha mnie, padam na kolana. Próbuję się podnieść, ale przytrzymuje moje ramiona.
– Dokąd się wybierasz?
Dmucha mi dymem w twarz.
– Siadaj tu, piękna – mówi. Patrzę mu prosto w oczy, mam nadzieję, że czuje moją odrazę i nienawiść. Siadam, ze strachu, że jego pomocnicy znów zrobią mi coś złego.
– Grzeczna dziewczynka – mówi, a potem ruchem głowy daje tamtym znać, żeby wyszli. (…)

Podaje mi sziszę i każe się zaciągnąć. Biorę ją z wahaniem, wkładam do ust, zaczynam się dusić, a on się śmieje. Każe palić dalej, wstaje. Nie wiem, co się teraz stanie. Jego twarz świadczy o dokonanych w przeszłości okrucieństwach. Nie zdziwiłabym się, gdyby mnie zabił. Ale nie mogę myśleć o śmierci, muszę skupić się na przetrwaniu, na ucieczce. (…) Podchodzi ze zwojem liny na ramieniu. Połykam dym, znów się krztuszę. Oczy zachodzą mi łzami, ale wyraźnie widzę krzywy uśmiech na jego twarzy.
– Puść mnie, proszę! – Nie spodziewałam się, że będę go błagać (…). Jego twarz promienieje. Muszę trzymać gębę na kłódkę. Wytrąca sziszę z mojej dłoni i podaje mi linę.
– Pokaż, co potrafisz z tym zrobić.

Nie wiem, co ma na myśli, ale biorę linę i rozciągam ją na podłodze, mam nadzieję, że teraz mnie puści.
– Idiotka! – Podpełza do mnie i zawiązuje linę wokół moich rąk i stóp, potem wiąże je razem z tyłu. Leżę na brzuchu, próbuję powstrzymać ból i łzy. Nie mogę okazać mu słabości. Rozpina pasek, a ja zamykam oczy, modlę się do Boga o pomoc. (…)
– Nie dotykaj mnie, sukinsynu!

Śmieje się i zdejmuje spodnie. Wybacz, mi, Boże, wybacz, Babo, wybacz, Adamie, nie mogłam się bronić. Mój płacz przybiera na sile, ale to nie powstrzyma kogoś takiego jak on.
Potem woła swoich ludzi, mówi, że teraz ich kolej, a oni się śmieją. (…)

Pamiętam, że zaciskałam powieki bardzo mocno, aż zaczęło mi się kręcić w głowie, a potem straciłam przytomność i dziękowałam Bogu, że teraz ból się skończy. Spoglądam w dół, widzę na ciele nacięcia, których wcześniej nie zauważyłam. Cieszę się, że nic nie czułam. Nie chcę wiedzieć, co się działo. Jestem w celi. Odwracam się i patrzę na postać skuloną w kącie. Zaczynam wątpić w jej istnienie. Wyobrażam ją sobie? A może nie żyje? (…) Z bliska czuć dziwny zapach, jakby moczu, ale silniejszy i bardziej skoncentrowany. (…) Ten ktoś podnosi głowę, odwraca ją. Odskakuję do tyłu, zatykam usta dłonią, by powstrzymać krzyk. Nigdy nie widziałam tylu blizn na czyjejś twarzy. Dostrzegam, że to kobieta, widzę jej piersi, ale nic w jej twarzy o tym nie świadczy. Ma ogolone brwi i przeciętą górną wargę. (…) O ile więcej ode mnie musiała wycierpieć. Uśmiecha się nieznacznie. Od razu się uspokajam. Mówię jej, jak mam na imię, a ona szeptem podaje swoje. Nie wiem, czy dobrze usłyszałam. W każdym razie pytam dalej.
– Jak długo już tu jesteś?
– Zbyt długo.

Nie mogę w to uwierzyć. Siedzi tu zamknięta i jeszcze nikt nie odkrył istnienia tych sukinsynów.
– Próbowałaś uciekać?
– Dwa razy, dlatego tak wyglądam.
Wzdrygam się, siadam obok niej. Nic nie mówimy, ale cieszę się, że nie jestem sama. (…) Nie wiem, od jak dawna tu jestem, mam nadzieję, że niezbyt długo, że nadal mnie szukają.

Budzi mnie ucisk pęcherza. Biegnę do drzwi, walę w nie i wołam. Nikt się nie zjawia. Miejsce wydaje się martwe. Można by pomyśleć, że ktoś pilnuje celi. Może ucieczka wcale nie byłaby taka trudna. Nie wiem, czemu tę kobietę złapali. Dłużej nie mogę, czuję ciepło rozlewające się po moich nogach. Od dawna nie czułam nic tak ciepłego. Rozchodzi się zapach, ogarnia mnie zażenowanie. To okropne, ale nie mam wyboru. Chciałabym mieć coś do ubrania. Tak długo jestem naga. Spoglądam przez ramię na miejsce, w którym zasnęłam, obok tamtej kobiety. Wróciła do poprzedniej pozycji. Chyba śpi przez całe dnie. Rozglądam się po celi, próbuję znaleźć drogę ucieczki. Widzę promień światła między cegłami. Podchodzę, sprawdzam, czy dosięgnę. Niestety. Jestem przekonana, że cegła jest luźna, mogłabym ją wyciągnąć. Może udałoby mi się zawołać kogoś na pomoc. Przykładam ucho do ściany, wytężam słuch.

Nagle słyszę dźwięk otwieranych drzwi, odskakuję. Ale to nie moje drzwi. Słyszę głosy mężczyzn, więcej niż trzech. I chyba kobietę, ale nie jestem pewna. Zbliżają się, teraz słychać jej skomlenie. Chyba zakryli jej usta. Kilka minut później zaczyna ich wyzywać. Pewnie ze wszystkimi tak robią. Zastanawiam się, czy mają więcej cel, czy wrzucą ją do nas. Mogłybyśmy razem spróbować uciec.
Co teraz? Czy ze wszystkimi postępują w ten sam sposób?

Potrząsam kobietą w kącie. Mamrocze coś, słabym ruchem odpycha moją rękę. (…)
– Jak długo cię torturowali, zanim zostawili cię w spokoju?
– Nie pamiętam, zostaw mnie.
– Spróbuj sobie przypomnieć!
– Nie wiem, ile to trwało, ale zostawili mnie, kiedy przyprowadzili nową kobietę.

Przez chwilę wypełnia mnie szczęście, nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe w mojej obecnej sytuacji. Czy naprawdę mnie zostawią? Mogłabym wcześniej zaplanować ucieczkę.
– Jak próbowałaś uciec?
– Nie pytaj, dostałam za swoje!
– Powiedz, zauważyłaś tę obluzowaną cegłę w górze? – Wskazuję to miejsce, szukam reakcji w jej twarzy. Nawet oczy ma nieruchome, tylko potrząsa głową i znów zwija się w kłębek. (…)

Już myślałam, że ze mną skończyli, ale nagle drzwi się otwierają, wyciągają mnie za włosy. Krzyczę i walczę, ale nic to nie daje. Rzucają mnie na podłogę. Szef ogląda telewizję. Dziewczyny nigdzie nie widać.
– Podajcie to!
Podążam wzrokiem za ruchem jego dłoni, widzę golarkę. Zaczynam drżeć, osuwam się na podłogę, zdjęta przerażeniem.
– Proszę, zostaw mnie.
Śmieje się i podłącza golarkę do prądu. Nie wiem, co teraz będzie, ale nie zniosę więcej bólu. Zrywam się, próbuję wyminąć tamtych dwóch, którzy stoją za moimi plecami. Nie wiedziałam, że są tak blisko. Próbuję ugryźć jednego z nich, wołam na pomoc. Popychają mnie na ziemię.

Szef chwyta mnie za włosy i zaczyna je golić. Wyrywam się, próbuję krzyczeć, ale powstrzymuje mnie smak krwi w ustach. Nie mogę znieść tego smaku i zapachu.
– Grzeczna dziewczynka – mówi szef i poklepuje mnie po łysej głowie. Słyszę ten dźwięk, ale nic nie czuję. W moim ciele nie została ani odrobina ciepła. Znikła ta, którą zgromadziłam w nocy.
– Od teraz to jest twój dom, będziesz mieszkać w celi, a ja będę patrzył, jak umierasz z głodu! Pozbędę się was wszystkich, będziecie zdychać powoli i boleśnie!

Boże, uratuj mnie. Z moich oczu płyną potężne, gorące strumienie łez, kulę się na podłodze. Boże, proszę, zabierz mnie do rodziny. (…)
Mężczyźni znowu robią swoje, a ja leżę bezwładnie, próbuję zablokować wszystko, co się dzieje. Proszę, Boże, ocal mnie. W końcu im się nudzę, wrzucają mnie z powrotem do celi. (…)

Budzi mnie krzyk kobiety za drzwiami. Podbiegam do nich, próbuję coś zobaczyć przez kratkę na dole. Widzę nagie stopy. Pojawia się kolejna kobieta. Kiedy ktoś przyjdzie nam na ratunek? Czy naprawdę tu umrzemy? Nie, nie! To niemożliwe! Wiem, że Bóg nas ocali.
Krzyk dziewczyny przeszywa uszy. Mam nadzieję, że ktoś go usłyszy i po nas przyjdzie. Krzycz. Uda się nam. (…)

Fragmenty książki Sumii Sukkar Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę, przekład Zuzanna Byczek, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2017


Trwająca od siedmiu lat wojna domowa przestaje szokować opinię publiczną. Sumia Sukkar, która ma korzenie syryjsko-algierskie, ale dorastała w Londynie, postanowiła w oryginalny sposób przypomnieć o niewinnych ofiarach konfliktu. Narratorem historii jest nastolatek z zespołem Aspergera. Wszystko, co się dzieje w Aleppo, zostawia ślad w jego głowie. Kanwą tego literackiego debiutu stały się wstrząsające relacje rodziny oraz przyjaciół autorki, których wojna w Syrii dotknęła bezpośrednio.

Wydanie: 37/2017

Kategorie: Książki
Tagi: przemoc, Syria, wojna

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy