Pies nie daje się oszukać

Pies nie daje się oszukać

Czworonogi w Straży Granicznej

W Straży Granicznej służbę pełni 250 czworonożnych funkcjonariuszy. Dominują owczarki niemieckie (ponad 60%) oraz belgijskie (prawie 30%), niedawno pojawiły się owczarki holenderskie i pojedynczy przedstawiciele innych ras, m.in. terier walijski, jack russell terrier, parson russell terrier, pies chodzki, płochacz niemiecki, jagdterier.

Psy kupuje się od prywatnych hodowców. Ich kondycja i predyspozycje są weryfikowane przez komisje złożone z funkcjonariuszy Straży Granicznej, instruktorów i wykładowców  z zakresu tresury psów oraz lekarzy weterynarii. Specjaliści biorą pod uwagę wiek zwierzęcia, jego sylwetkę, stan zdrowia, wyniki testów predyspozycji psychicznych i fizycznych. Do szkolenia kwalifikuje się psy w wieku od 12 do 24 miesięcy.

W zakupach zwierząt biorą również udział przewodnicy psów, mogą dostać do pracy upatrzonego psiaka. Jeżeli jednak funkcjonariusz sam nie wybierze, robią to za niego eksperci z Lubania. Psy dobiera się do przewodników na zasadzie dopasowania charakterów, nie ma tu „przypadkowych związków”. Przed rozpoczęciem służby psy oraz ich przewodnicy przechodzą wspólnie półroczne szkolenie w Ośrodku Szkoleń Specjalistycznych Straży Granicznej w Lubaniu.

Straż Graniczna jest jedyną formacją w Polsce posiadającą psy, które zgodnie z przepisami z zakresu ochrony lotnictwa cywilnego mogą przeszukiwać samoloty i bagaże podróżnych na lotnisku pod kątem materiałów wybuchowych i broni. (…)

Jak w małżeństwie

Medyka, jedno z największych przejść granicznych w Polsce. Na pasach odpraw kabiny kontrolerskie, do których ustawiają się oddzielnie samochody osobowe, oddzielnie ciężarowe, piesi, autokary. Służby zajmują się też odprawami kolejowymi. Wszędzie tam można spotkać pracujący psi nos.

*

Chodzą między samochodami, pies wącha torby, luki bagażowe, schowki. Przewodnik obserwuje jego zachowanie i zachowanie ludzi czekających na odprawę. Po 18 latach pracy ma wprawę. Wystarczy, że spojrzy komuś w oczy, i zapala mu się czerwona lampka, jeśli zauważy coś podejrzanego. Zdenerwowanie, umykające spojrzenie – w pracy starszego chorążego sztabowego Krzysztofa Wasilewskiego ważne są komunikaty niewerbalne. Pomagają mu wytypować ludzi do kontroli szczegółowej. Suczka Bibi wykonuje w tym czasie swoją pracę: „ogląda” nosem. Przewodnik wie, że nie może jej przeszkadzać. Ona działa sama, jego zadaniem jest odczytywanie sygnałów, które mu wysyła: czy się czymś zainteresowała, czy coś pominęła i należy wrócić, żeby sprawdzić jeszcze raz, czy iść dalej, bo nic ciekawego tu nie znajdą. A szukają broni i materiałów wybuchowych, do tego Bibi i jej przewodnik są przeszkoleni. Pracują w różnych godzinach, nie są przypisani do konkretnej kabiny kontrolerskiej. Spacerują po całym przejściu granicznym. Nikt nie wie, gdzie w danym momencie będą, więc ich praca jest również prewencyjna: potencjalny przemytnik trzy razy się zastanowi, gdy zobaczy człowieka z psem na służbie – nigdy nie wiadomo, gdzie podejdą, kim się zajmą.

Ludzie są pomysłowi: wydrążony bochenek chleba, a w środku marihuana. Pakunki wysmarowane jakimś intensywnie pachnącym mazidłem: w nich niedozwolone substancje. Pies nie daje się oszukać. Pieprz, dużo pieprzu, bo ma intensywny zapach i drażni receptory węchowe zwierzaka. Ale jeśli widzi się coś takiego, dobry przewodnik bierze auto do szczegółowej kontroli. Wtedy prześwietla się samochód, rozkręca elementy, włącza kamery, skaner.

Psy na granicach nie pracują na syntetycznych zapachach. Jeśli mają znaleźć materiały wybuchowe, to muszą się uczyć na prawdziwych. Zwierzę jest szkolone, by znaleźć „oryginał”, a jego przewodnik ma przeszkolenie z zakresu rozpoznania minersko-pirotechnicznego.

Zadaniem Krzysztofa jest też pilnowanie, żeby pies się zanadto nie zmęczył. Takie są przepisy. „Jeśli Bibi »przewąchała« 10 samochodów i gdy podchodzimy do jedenastego, widzę, że ma język na wierzchu i patrzy w drugą stronę, to wiem, że trzeba dać jej odpocząć, już jest zmęczona”, mówi. „Pies podczas pracy węchowej wkłada w nią tyle wysiłku, co człowiek przez godzinę ćwiczeń na siłowni. Musimy pilnować, by się nie przemęczył, bo wtedy nic nie znajdzie”.

Bibi ma 7 lat, jest czarnym owczarkiem niemieckim, drugim psem służbowym Krzysztofa. Przed nią była Joda.

Joda

Krzysztof lubi czarne owczarki. Taka też jest Joda. Gdy zdecydował się pracować jako przewodnik, miał możliwość wyboru podopiecznego spośród psów, które przeszły kwalifikacje do pracy w Straży Granicznej. Zanim jednak funkcjonariuszowi zostanie przydzielony konkretny pies, sprawdza się jego możliwości pod kątem dobrostanu zwierzęcia. Ustala, czy będzie mieszkał w domu, czy w kojcu, czy będzie miał posesję do pobiegania, czy tylko spacery, czy będzie mieszkał z samym przewodnikiem, czy również z jego rodziną, w jakich warunkach będzie odpoczywał po pracy. Psy starszego chorążego sztabowego mieszkają w kojcu koło domu, zimą w ocieplanym garażu. Mają kontakt z wszystkimi domownikami, żoną i trojgiem dzieci, spacery i duży teren do biegania.

Krzysztof dostaje więc swojego pierwszego owczarka. „Joda była piękna, zakochałem się w niej od razu. Biorąc pod uwagę specyfikę naszej służby, bez miłości do zwierzaka nic by się nie udało. Jeśli ktoś chce pracować z psem dla prestiżu czy kaprysu, będzie to widać już podczas szkolenia, zabawy, pracy. Jak między człowiekiem a zwierzęciem nie ma chemii, nie da rady”, podsumowuje.

Po szkoleniu zabiera psa do siebie. Szybko okazuje się, że Joda jest chora, leczy ją 1,5 miesiąca. Strach o suczkę powoduje, że szybko się do niej przywiązuje, ona odwzajemnia to uczucie. Pracują razem długo – 11 lat. Gdy Joda odchodzi ze służby, jeszcze przez 10 miesięcy cieszy się zasłużonym odpoczynkiem u swojego przewodnika. Odchodzi w wieku 13 lat, gdy ten wyjeżdża w ważnych sprawach rodzinnych. „Umarła z tęsknoty za mną. Niby żyła długo, ale była schorowana”, wspomina Krzysztof.

Psy pracują w nocy, w różnych warunkach terenowych. Mróz, upał, to męczy. W zimie sól szczypie w łapy, latem pies ziaje, nie zawsze może działać w zacienionym miejscu. Najgorsze są noce. Człowiek się przed służbą wyśpi, pies nie potrafi pospać na zapas; jest przyzwyczajony, że jak jest jasno, ma być aktywny. Gdy wypada służba nocna, nie śpi – w nocy pracuje. Nie każdy pies potrafi się w takich warunkach wyluzować i odpocząć. Druga sprawa: pies wskakuje do samochodów, busów, jego stawy cały czas pracują. (…) Stąd biorą się częste kontuzje stawów biodrowych, kręgosłupa, dysplazja, spondyloza. Do tego dochodzi stres, psy również go odczuwają, dlatego tak ważne jest zapewnienie im miejsca, gdzie mają ciszę, spokój i mogą odsapnąć. Służba to dla czworonoga ciężki kawałek chleba, ale widać, że „lubią to robić”. (…)

Krzysztof zgadza się opowiedzieć o pierwszym sukcesie Jody. To było świeżo po szkoleniu. Na przejściu granicznym przeszukują samochód. Suczka znaczy siedzenie. Na pierwszy rzut oka nic nie widać: materiał nienaruszony, żadnych śladów ingerencji, ale pies uparcie pokazuje to miejsce. „Nie dałem za wygraną, szukaliśmy dalej. W końcu wzięliśmy kierowcę na kontrolę osobistą. Okazało się, że miał broń schowaną z tyłu za paskiem spodni. Gdy siedział w samochodzie, broń zostawiła ślad zapachowy na siedzeniu, stąd zachowanie psa. Joda pokazała, a ja jako przewodnik wiedziałem, co mam robić dalej. I trafiliśmy”.

Suczka pracuje na przejściu granicznym, ale jej nos „wypożyczany” jest też do akcji w terenie. Podczas jednej z nich znajduje słoik, w którym podejrzany próbował wytworzyć w warunkach domowych materiał wybuchowy. Nikt nie zwrócił uwagi na naczynie, było czyste, tylko Joda uparcie wsadzała do niego pysk i dawała znaki: zainteresuj się! Słoik pojechał więc do laboratorium, a tam wykazano, że powstał w nim już półpreparat. Nieszczęście było tuż-tuż.

Największe trafienie „zaliczyła” również podczas akcji w okolicy. Znów na prośbę innych służb jadą do osoby, która jest podejrzewana o nielegalne posiadanie broni. „Pod uwagę brano kilka lokalizacji, my mieliśmy przeszukać dom. W środku pies nie znalazł nic niepokojącego, więc zeszliśmy do piwnicy. Joda podeszła do starego kredensu i zaczęła go oznaczać. Otworzyłem drzwiczki i znaleźliśmy 490 sztuk amunicji”.

Pies czuje takie rzeczy nawet z dużej odległości. Gdy ktoś będzie przewoził 50 kg materiałów wybuchowych, wywącha je przez blachę auta. Gdy amunicji jest mniej, np. ktoś schowa jeden pocisk w podłokietniku, przez uszczelki w samochodzie trudno to wyczuć. Dlatego podczas przeszukań otwiera się maskę, drzwi, bagażnik, tak by psu łatwiej było pracować: wsadzić głowę do środka, zaciągnąć się zapachem i znaleźć nawet tę jedną sztukę. (…)

Bibi

Po śmierci Jody Krzysztof decyduje się na drugiego psa. Na szkoleniu w Lubaniu poznaje czarnego owczarka niemieckiego o imieniu Bibi. Zanim suczka trafiła do Straży Granicznej, szkolono ją dla policji. „To była trudna i bardzo wymagająca miłość”, śmieje się starszy chorąży sztabowy. „Suka ostra, cięta. Przydzielono mi ją, bo na szkoleniu byłem jedynym przewodnikiem, który już miał doświadczenie z psami służbowymi. Miałem ją nauczyć manier, żeby mogła pracować między ludźmi”.

Docierają się przez dwa miesiące. Bibi potrafi rzucić się na niego i ugryźć, na klatce piersiowej ma ślady po pazurach. Krzysztof nie zliczy porwanych przy tym koszulek. Jest ciężko, ale się nie zraża. Pracuje z psem cierpliwie, uczy przez zabawę, niczego nie wymusza. W końcu w przyszłości pies ma wykonywać pracę węchową, musi to robić chętnie, nie można łamać psiego charakteru. Więc zabawa. Bibi ma bardzo silny pociąg do aportu, to rokuje, ale gdy tylko Krzysztof bierze przedmiot do ręki i chce rzucić, Bibi jest szybsza. Atakuje raz za razem, dzień po dniu. Po wielu próbach dochodzą jednak do porozumienia.

Psy tak ostre jak Bibi swoją postawą mówią: Kolego, to mój teren, nie pchaj się, bo zrobię ci krzywdę. Tę cechę można podczas szkolenia zamknąć w pewnych ramach, czyli tak psa wyuczyć, obrobić, że będzie przewidywalny, a płynącą z niej odwagę można będzie wykorzystać w pracy. (…)

Są dni, gdy Bibi rwie się do pracy, nie może wytrzymać, żeby coś znaleźć i dostać zabawkę. Ale czasem „łapie doła”, patrzy smutnymi oczami. Gdy jej przewodnik widzi, że ma gorszy dzień, coś jej dolega, siłą rzeczy sam czuje się gorzej. Zastanawia się, co jej jest, niepokoi się. Smycz łączy ich jak kabel elektryczny, przesyła prąd i iskry. Co wtedy? „Wiadomo, od razu bierze się psa na kolana, chociaż waży 35 kg. Albo on sam się na nie ładuje. Bibi wyczuwa też moje nastroje. (…) Ja pocieszam ją, ona mnie: poliże, przytuli się, połasi. Stanowimy zespół. Nasza więź codziennie się umacnia, bo widzimy się nie tylko w pracy, ale i w domu. Żyję z tym psem jak w małżeństwie: raz jest lepiej, raz gorzej, raz ma humory, czegoś nie chce, patrzy w kwiatki. Różnie bywa, jak w życiu, ale jest jak członek rodziny”, śmieje się przewodnik. (…)

Podczas kontroli na przejściu granicznym najczęściej znajdują amunicję. Czasem pies wywęszy naboje u myśliwych, którzy zapomnieli sprzątnąć samochód. Zdarza się broń. Rzadko jest to typowy przemyt, raczej nieuwaga: ktoś posiada pozwolenie na broń na Ukrainie i ją wiezie, bo nie wie, że nie jest ono u nas w Polsce ważne. Broń jest wtedy deponowana.

„Nasze przepisy pozwalają na użyczanie przewodnika z psem innym służbom. Podczas policyjnych akcji Bibi kilka razy znalazła w domach ukrytą broń i amunicję. Na koncie ma też nietypowe odnalezienie. Dostaliśmy informację o człowieku, który od lat był na bakier z prawem. Został już zatrzymany, ale zachodziło podejrzenie, że ukrywa w domu broń, pojechaliśmy jeszcze poszukać. Z relacji sąsiadów wynikało, że facet do niedawna miał psa i on nagle zniknął: zastrzelił go, wypróbowując samoróbkę, czyli broń własnej produkcji. Żeby mu to udowodnić, potrzebowaliśmy ciała, a nigdzie go nie było. Lato, gorąco, rozchodził się zapach rozkładu, ale nikt nie wiedział skąd. Puściłem Bibi bez smyczy, zlokalizowała go natychmiast, był zakopany na posesji. Po wydobyciu ciała psa zbadał je weterynarz, zrobiono ekspertyzę sądową, wyciągnięto kulę. Można było potwierdzić zarzuty wobec tego człowieka”. (…)

Kiedy jadą na służbę, Krzysztof widzi u suczki zmianę. Wydaje komendę, Bibi wskakuje do samochodu. Gdy dojeżdżają do pracy, jest już w trybie „działać”. (…) Podkreśla, że oficjalnie jest tylko opiekunem psa, właścicielem jest Straż Graniczna, czyli komendant jego oddziału. Przewodnicy, którzy chcą wziąć psa do domu, piszą do niego oficjalny wniosek i jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie wyraził na to zgody. Wspólne mieszkanie umacnia więź, co automatycznie przekłada się na jakość służby. „Gdy przywiozłem Bibi ze szkolenia do domu, to przez miesiąc szczekała noc w noc. Chodziłem po sąsiadach i przepraszałem, ale się uspokoiła. Widać musiała się zaaklimatyzować”, opowiada. (…)

Gdy Bibi odejdzie ze służby, Krzysztof przejmie ją bezpłatnie. Teraz ma dobrą opiekę weterynaryjną, firma za wszystko płaci i na psach nie oszczędza. Gdy pies przechodzi na emeryturę, koszty jego utrzymania do tej pory spadały na kolejnego właściciela. Jeśli przewodnik w Straży Granicznej nie może się zaopiekować psem, robią to jego krewni lub znajomi. „Przez 18 lat mojej służby prawie wszyscy przewodnicy, których znam, zabrali swoje czworonogi do domu na zasłużony odpoczynek po trudach pracy. Ja ze swoimi psami tyle lat pracowałem, nie wyobrażam sobie, że po wycofaniu mojego kolejnego psiaka miałbym go komuś oddać.

Fragmenty książki Katarzyny Olkowicz Nietypowy mundurowy. Psy do zadań specjalnych, Rebis, Poznań 2021

Fot. Krzysztof Mazur

Wydanie: 3/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy