Pies Kulikowi mordę lizał

Pies Kulikowi mordę lizał

Zdaniem artysty – człowiek jest coraz bardziej zdegenerowany i staje się głównym wrogiem innych żywych istot

W prestiżowym moskiewskim Centralnym Domu Artysty Plastyka (CDH) do 29 lipca można oglądać całościową, przekrojową wystawę Olega Kulika. Wszystkie cztery kondygnacje – 10 tys. m kw.! – poświęcono wyłącznie twórczości tego artysty. Coś takiego wcześniej się tu nie zdarzyło. Ogromny rozmach utwierdza Olega Kulika w obsadzie głównej roli rosyjskiej sztuki współczesnej. Plastyka numer jeden w Rosji początku XXI w. Uczestnika największych wystaw sztuki współczesnej. Artysty, którego dzieła znajdują się w kolekcjach największych muzeów świata.
Na fasadzie CDH napis nieustępujący wielkością reklamom outdoorowym najbardziej znanych brandów: „Oleg Kulik. Kronika 1987-2007”.
Słowo kronika ma w języku rosyjskim podwójne znaczenie. To nie tylko szereg dokumentalnych świadectw, lecz także – w slangu lekarzy – diagnoza oznaczająca chroniczną formę choroby. To drugie znaczenie zdaje się bliższe samemu artyście, który ogłosił, że wystawa jest kroniką choroby jego duszy.
Na parterze zwiedzających wita praca „Para cieplarniana” (1995) – przezroczysty szklany byk kryje szklaną krowę, w środku której – jak w oranżerii – kwitną kwiaty, latają owady.
W jednym z wywiadów Kulik skarżył się, że „Pary cieplarnianej”, której zresztą nie zalicza do swych najwybitniejszych prac, nie pozwolił mu – powołując się na kwestie moralne – wystawić na Polach Elizejskich były mer Paryża. W Moskwie – jak widać – podobnych problemów nie ma.
Na pierwszym piętrze wystawiono klasyczne dzieło Kulika – „Rodzinę przyszłości” (1997, prezentowana na Zamku Ujazdowskim w Warszawie w lutym 2000 r.). To mieszkanie przystosowane do potrzeb rodziny składającej się z człowieka i psa. Pies odgrywa w twórczości Kulika rolę szczególną. Artysta jemu właśnie w największym stopniu zawdzięcza popularność. Zyskał ją, wcielając się w psa – rozbierał się do naga, chodził na czterech łapach, oddawał mocz podnosząc jedną z „tylnych łap”, szczekał, rzucał się na ludzi i gryzł ich, kazał się prowadzić na smyczy itp. Te psie wcielenia artysty – z Zurychu, Sztokholmu, Moskwy – uwiecznione na wideo można także obejrzeć w CDH.
Choć członkowie „Rodziny przyszłości” – człowiek i pies – współżyją seksualnie, artyście nie chodziło o zoofilię, lecz – jak to ujął – zoofrenię czyli równouprawnienie ludzi i przedstawicieli innych gatunków. W zoofrenii artysta wyrażał skrajne podejście do liberalizmu. Ostatnie z dziesięciu przykazań Kulika o zoofrenii brzmiało: „Rozszerzenie moralności na sferę międzygatunkową jest głównym wyzwaniem dla liberalizmu i demokracji. (…) Nie można być liberałem ani demokratą w ramach jednego gatunku, ignorując, uciskając i likwidując inne gatunki”.
„Nic, co nieludzkie, nie jest mi obce” – tak zwolennik równouprawnienia ludzi i zwierząt Kulik sparafrazował tytuł zaginionej komedii Menandra spopularyzowany przez Terencjusza. To równouprawnienie jest tym bardziej konieczne, że – zdaniem artysty – człowiek jest coraz bardziej zdegenerowany i staje się głównym wrogiem innych żywych istot.
Kulik urodził się w Kijowie w 1961 r. Skończył szkołę plastyczną i instytut geologiczny. W latach 80. przeprowadził się do Moskwy. Tworzył wtórne – pod względem oryginalności i wartości artystycznej – instalacje fotograficzne, które wystawiał w najlepszym razie na dzielnicowych wystawach.
Postanowił pójść na całość. Uczynił dziełem sztuki własne zachowanie. Pierwszą publiczną akcją, która przyniosła mu rozgłos, było włożenie głowy do pochwy krowy. Nazwał swój performance „W głąb Rosji”. Potem, naśladując św. Franciszka z Asyżu, który wygłosił kazanie do ptaków, Kulik wszedł do beczki z żywymi karpiami („Misjonarz”, 1995) i w skierowanym do nich kazaniu poprosił o wybaczenie ludziom, którzy jedzą ryby.
Później w koronie cierniowej, udając Jezusa Chrystusa i przyciskając do piersi zabitego prosiaka, pojawił się na Bazarze Daniłowskim w Moskwie. Wszedł na pieniek do rąbania mięsa i błagał ludzi w imieniu zwierząt, by nie zabijać tych ostatnich.
Prace Kulika były nie tylko coraz bardziej szokujące, lecz także agresywne. Kulminacją tego procesu było przeistoczenie się artysty w psa. Ugryźć! Zranić! Krew zamiast farby!
Kulik zrobił karierę na wypędzeniu piękna ze świątyni sztuki. Mimo to dziś bez jego twórczości nie można sobie wyobrazić współczesnej sztuki rosyjskiej.
A jednak w ostatnim czasie artysta wyhamował. Już nie szokuje nowymi pracami. Natomiast wiosną w modnej ostatnio piwnicy niedaleko Dworca Kurskiego wystąpił w roli kuratora wystawy sztuki współczesnej noszącej niepasujący do Kulika tytuł „Wierzę”. Wezwał artystów, by z negacji przeszli do nowej fazy twórczości – „Projektu optymizmu artystycznego”.
Na wystawie „Wierzę” nie było ani jednej pracy Kulika. Każdy eksponat na wystawie Kulika w CDH wołał: „Nie wierzę!”.

 

Wydanie: 30/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy