Pióro alibi

Pióro alibi

Na aukcję wystawiono pióro prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którym miał on podpisać traktat lizboński. Okazuje się jednak, że ów ważny akt w imieniu Narodu podpisał pożyczonym długopisem, bo pióro było po prostu zepsute i nie wydało z siebie żadnego znaku. Teraz możliwe są dwie interpretacje. Albo prezydent szukał pretekstu, by nie podpisać traktatu, i specjalnie przybył na uroczystość z zepsutym piórem, sądząc, że nie podpisze i zostanie mu to darowane, bo nawet skazańcowi, któremu urwie się sznur, daruje się życie. Drugie wytłumaczenie jest takie, że pióro ma stanowić prezydenckie alibi pozwalające unieważnić jego podpis, analogicznie do coraz częstszych wyroków sądów kościelnych. Uznają one bowiem wcześniej zawarte małżeństwa za niebyłe w przypadku, jeśli jeden z podpisujących akt ślubu nie był do końca swobodny w podejmowaniu tej decyzji i w swoich myślach wcale w związek nie wstąpił.

Wydanie: 44/2009

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przegląd

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy