Nadchodzi wielkie polowanie

Nadchodzi wielkie polowanie

Większość komentatorów nowego dzieła KC Prawa i Sprawiedliwości skupiła się na obietnicach socjalnych partii matki. Wydaje się jednak, że wątek socjalny to tylko zasłona dymna, ponieważ główna część programu zawarta jest w wizji wszechobecnego państwa, które będzie doglądało każdego wycinka życia obywateli i polowało na wszelkie „zło”. Wzmocni się CBA i inne służby, którymi będzie według uznania kierował minister koordynator służb specjalnych (pan o kryptonimie MKSS, którego ucieleśnieniem jawi się jako oczywista oczywistość Antoni Macierewicz). A funkcjonariusze mianowani przez władzę polityczną będą mieć pełne pole do popisu. W programie czytamy: „Duże znaczenie przywiązujemy do zapewnienia funkcjonariuszom służb specjalnych bezpieczeństwa prawnego, tak aby mogli wykonywać swoje obowiązki bez oglądania się na tło polityczne spraw, którymi się zajmują”. Jeśli będą lojalni i potulni wobec panującej władzy, nikt nic im nie zrobi. I nie będą musieli przejmować się jakąkolwiek krytyką ani odpowiedzialnością społeczną.
Zapchane polskie więzienia będą jeszcze bardziej dopchane, bo jak zapowiadają ideolodzy PiS, nastąpi zaostrzenie sankcji karnych. Jeśli sądy będą zbyt łagodne w swoich postanowieniach lub nie będą chciały wejść w rolę trybunałów wsłuchujących się w wolę prawego i sprawiedliwego tłumu, to minister sprawiedliwości będzie mógł ręcznie zmienić ich wyroki. Jak bowiem głosi święta księga: „Minister uzyska prawo wizytacji sądów, badania skarg na ich działalność oraz wnoszenia apelacji nadzwyczajnej (nadzwyczajnego środka zaskarżenia) od każdego prawomocnego orzeczenia, które w jego ocenie będzie niezgodne z prawem lub dobrem wspólnym”.
Dla tych, którzy będą mieli wątpliwości, jak należy sądzić, informacja rady starszych PiS: „Minister powinien posiadać prawo badania akt sądowych w celu ewentualnego wniesienia apelacji nadzwyczajnej lub podjęcia decyzji o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego”. A co z tymi, którzy nie będą chcieli praktykować autorytarnych rozwiązań i wyżej cenią niezależność niż dyspozycyjność? Odpowiedź jest prosta: „Sędziowie dopuszczający się rażących naruszeń prawa w prowadzonych przez siebie sprawach będą podlegać surowym sankcjom dyscyplinarnym, nie wyłączając pozbawienia urzędu”.
Zalatuje pełzającym autorytaryzmem. Jeśli jednak chce się mieć pod butem inteligencję, środowiska sędziowskie, twórców kultury, którzy nie dostaną już wsparcia na kosmopolityczne i dekadenckie przekazy (dofinansowanie będą mogły uzyskać tylko dzieła narodowe i propagujące patriotyzm), to trzeba mieć jakąś inną bazę społeczną.
Tutaj PiS mruga do tych, którzy już teraz chętnie powiesiliby nie tylko Mariusza T., gejów, komuchów, ale w ogóle „całą złodziejską bandę”. Aby zagubionych sympatyków przybywało, trzeba coś im dać i zaproponować jakiś pomysł na życie. Kobiety mogą zostać np. maszynami do rodzenia dzieci. I tradycyjna rodzina będzie wzmocniona, i tania siła robocza w przyszłości zapewniona. Jak twierdzą ojcowie partii: „Wprowadzimy zatem comiesięczny dodatek rodzinny w kwocie 500 zł na każde drugie, trzecie i kolejne dzieci w rodzinie. Dodatek będzie przysługiwał na każde wychowywane dziecko do 18. roku życia. Tak więc rodzina z dwójką dzieci otrzyma 500 zł, z trójką dzieci 1000 zł, z czwórką 1500 zł, zasada ta odnosi się do każdego kolejnego dziecka”.
Hodowla dzieci ruszy pełną parą. Szczególnie wśród bezrobotnych i wykluczonych socjalnie. Gromadka dzieci i już można dostać 2000 zł. Może Polska nie będzie potęgą technologiczną, ale na pewno – jeśli ten program zostałby wcielony w życie – moglibyśmy utwierdzić swoją pozycję w Europie jako głównego (obok Bułgarii i Rumunii) dostarczyciela taniej siły roboczej.
To klasyczny – rodem z Trzeciego Świata i wielu państw afrykańskich – model rozwoju społecznego. Co ciekawe, ideologię „kryzysu demograficznego” propagują w Polsce nie tylko kręgi PiS-owskie, ale w mniejszym lub większym stopniu wszystkie pozostałe środowiska polityczne. „Naród w niebezpieczeństwie”, głoszą zwolennicy ratowania biologicznej tkanki narodu w kontekście spadku urodzeń. Jakby kondycja społeczeństwa zależała od liczby ludności. Ważniejsza jest jakość obywateli (ich wiedza, zdrowie, kapitał społeczny, otwartość kulturowa, umiejętność działania grupowego) – to ona decyduje o pozycji kraju w układzie globalnych sił.
Szwecja zajmuje w rankingu dzietności 173. miejsce na świecie, Szwajcaria 187. miejsce, Niemcy są na miejscu 200., a Japonia wypada poza pierwszą dwusetkę (miejsce 208.). W pierwszej dziesiątce krajów o najwyższym poziomie dzietności znajdują się za to takie potęgi gospodarcze jak Niger, Somalia, Uganda czy Afganistan.
Stan naszych emerytur też nie zależy –  wbrew temu, co wmawiają nam niektórzy ekonomiści – od liczby dzieci, ale od jakości systemu gospodarczego. Kiedy rośnie wydajność pracy i efektywność ekonomiczna (to, co kiedyś produkowało 50 osób, dziś wykonują dwie do spółki z robotem), nie tylko zmniejsza się zapotrzebowanie na siłę roboczą, ale i czas pracy może zostać skrócony. Ale to wymaga myślenia w kategoriach XXI w. Polska polityka wciąż woli wymachiwanie szabelką, nacjonalistyczne przesądy i mity rodem z XIX w. PiS jawi się jako esencja tych zabobonów.

Wydanie: 9/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy