Polska na kolanach

Polska na kolanach

Kiedy młodzi ludzie i związkowcy radowali się na Wyspach Brytyjskich z odejścia z tego świata Margaret Thatcher i chcieli pogrzebać byłą premier razem z jej neoliberalno-konserwatywnymi doktrynami, w Polsce odbywały się inne, bardziej typowe dla naszego kraju imprezy.
Media męczyły ludzi przez dużą część kwietnia rocznicą katastrofy smoleńskiej. W Szczecinie, który ma olbrzymie problemy socjalne i jest jednym z najgorzej rozwijających się w minionej dekadzie polskich miast, odbywał się tzw. marsz dla życia w obronie poczętych zygot. Tego samego dnia w Warszawie za publiczne pieniądze IPN organizował tzw. marsz cieni z okazji rocznicy mordów w Katyniu, a w Częstochowie odbywał się zjazd motocyklistów pod hasłem „Jasna Góra 2013”. Aby nikt nie miał wątpliwości, z czym ma się kojarzyć Częstochowa, postawiono tam w ostatnich dniach największy w kraju pomnik papieża Polaka. Jest to wynik imponujący, zważywszy na fakt, że w Polsce w tej dziedzinie jest wielka konkurencja – nikt już chyba nie wie, ile jest pomników papieża w kraju między Odrą a Bugiem.
O ile w sferze ideologicznej w Polsce panuje wciąż modlitwa i klęczenie – ostatnio nawet wśród liderów SLD rozgorzał spór o to, kto przed kim klęka i kto jest większym specjalistą w tej dyscyplinie – o tyle w sferze ekonomicznej dopiero zaczyna się rzucanie ludzi na kolana. Według najnowszych prognoz MFW polski wzrost gospodarczy spowolni w 2013 r. do poziomu 1,3% i będzie najniższy w XXI w.
Przyczyny takich tendencji są proste: niski popyt na polskie produkty w krajach UE i coraz mniejsze wydatki Polaków na jakiekolwiek zakupy. A co właściwie Polska ma eksportować? Muzea, rocznice historyczne, kościoły, pomniki papieża – to są towary, na które jest raczej niewielkie zapotrzebowanie w dzisiejszym świecie. Możemy jeszcze wysyłać w świat tanią siłę roboczą, choć tutaj jest coraz większa konkurencja ze strony emigrantów z południa i z krajów położonych jeszcze bardziej na wschód niż Polska.
Z tego m.in. powodu Polacy są biedakami Europy. Jak pokazuje najnowszy raport World Economic Outlook, mieszkaniec Polski posiada średnio 3,4 tys. euro oszczędności w banku (czyli trochę ponad 13 tys. zł). To prawie pięciokrotnie mniej od średniego salda depozytów przypadających na mieszkańców Unii Europejskiej. W Europie biedniejsi od nas są tylko Bułgarzy, Rumuni i poddani prawicowym eksperymentom Węgrzy. To oczywiście tylko statystyka – w praktyce jest jeszcze gorzej. Większość Polaków nie posiada żadnych oszczędności, a to oznacza, że podział bogactwa w Polsce jest bardzo nierówny. Za to zadłużenie Polaków systematycznie rośnie – według raportu InfoDług niespłacone zobowiązania finansowe Polaków w marcu 2013 r. wynosiły 39,3 mld zł. Średnie zadłużenie osiągnęło pułap 17,5 tys. zł. Tempo zadłużania pozwala przypuszczać, że na 25-lecie polskiego kapitalizmu i nowego, szczęśliwego ładu Polacy będą zalegać bankom, firmom energetycznym oraz z powodu niezapłacenia różnych rachunków na niemal 50 mld zł. Ładna, okrągła suma – w sam raz na rocznicowe uroczystości.
Nie przeszkadza to jednak prezydentowi Komorowskiemu podpisywać ustawy, która pozwoli wydać z budżetu państwa w ciągu najbliższych lat grubo ponad 100 mld zł na takie fanaberie jak tzw. tarcza antyrakietowa czy drony. Polska lekką ręką jej przywódców wyda co roku prawie 2% z budżetu państwa na zabawki militarne. Żadna dziedzina życia nie ma takich gwarancji wydatków w Polsce jak zbrojenia. Polacy biedni jak mysz, ale elita władzy pręży muskuły i chce wymachiwać szabelką. Przeciwko komu ma być skierowany ten drogi, wojskowy złom? Mamy atakować Rosję, wspierać „kolorową rewolucję” na Białorusi czy też poprawiać wyniki wyborów w Wenezueli?
A może zakup dronów to zabezpieczenie władzy w Polsce na wypadek masowych protestów? Jak wiadomo, drony poza tym, że zabijają w różnych zakątkach świata anonimowo, bez wyroków sądowych, przeciwników polityki amerykańskiej, nadają się też świetnie do inwigilacji i ścisłej kontroli określonych ludzi czy grup społecznych. A liczba obywateli, którzy mają coraz bardziej dość reguł gry obowiązujących w Polsce, rośnie lawinowo. Jest kogo kontrolować. Szczególnie kiedy ludziom zaczyna się nudzić klęczenie i chcą na wyprostowanych nogach żyć w godnych warunkach. Spędzanie całego życia na kolanach to nie jest interesująca perspektywa.

Wydanie: 17-18/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy