Pamiętnik IV Rzepy

30.04 Na ten nasz najdłuższy weekend współczesnej Europy zjechało do kraju trochę naszych z Anglii i Irlandii, którzy to ewentualnie, ale za to po głębokim namyśle wróciliby do kraju, ale coraz im trudniej zdobyć się na ten desperacki krok, ponieważ mimo braku wykwalifikowanych rąk do pracy na naszym rynku propozycje zarobkowe są na poziomie jednej trzeciej lub jednej drugiej tego, co mogą wyciągnąć tam, gdzie obecnie przebywają. Ktoś z rządzących krajem posłów powiedział nie tak dawno, że to nie są patrioci, ponieważ myślą tylko o sobie. Pewnie wyznawca tej teorii uważa, że skoro jemu jest dobrze, to znaczy, że wszystkim się powodzi. Według mnie, najładniejszą, a raczej najmądrzejszą definicję słowa OJCZYZNA wymyślił, a być może kogoś tylko zacytował, jakiś rolnik, mówiąc przez radio: TAM, GDZIE JEST CHLEB, TAM JEST OJCZYZNA, NIE MA CHLEBA, NIE MA OJCZYZNY. Łatwo być patriotą pełnym i szczerym, to pewnie przesadziłem, kiedy ma się 13 tys. diety poselskiej i drugie tyle za samochód, którym się udaje, że jeździ po Polsce i nie odpowiada się za nic ani za chamstwo, ani za rozporki, ani za głupie ustawy, które dewastują wszystko dookoła.
Jeden z moich fanów, który mnie zaczepił na mieście opowiedział mi swoją przygodę na obczyźnie, jechał do Anglii z duszą na ramieniu, ale przy pomocy znajomego już po tygodniu zatrudnił się koło Londynu w dużym warsztacie samochodowym jako pomocnik mechanika, a po roku został prawą ręką szefa i sam o wszystkim decyduje, za pracę dostaje na czysto około 2 tys. funtów, czyli około 12 tys. zł. – I gdzie ja tu tyle dostanę? – zapytał. A potem, już na zakończenie rozmowy, opowiedział mi anegdoty krążące po wyspach. Pierwsza: Czym się różni robotnik polski od ET? Otóż ET zna angielski, ma rower i chce wracać do domu.
– A pan?- zapytałem. – Nie tęskni za domem?
– Wśród Polonii – odpowiedział drugą – krąży taka historyjka – nie wiadomo, czy prawdziwa, czy tylko dobrze zmyślona – że na lotnisku w Warszawie podczas prześwietlania bagażu podręcznego strażnik graniczny zauważył u naszego obywatela podejrzane przedmioty, poprosił więc obywatela na bok i kazał otworzyć niewielką torbę podróżną, w której właściwie nie było nic poza trzema portrecikami oprawionymi w antyramki .Były to zdjęcia Gosiewskiego, Leppera i Giertycha. I strażnika aż zatkało. Przyglądał się temu bagażowi z minutę, a kiedy odzyskał głos, zapytał pasażera dyskretnie:
– Przepraszam bardzo, czy mogę zadać panu prywatne pytanie?
– Oczywiście, proszę bardzo.
– Czy pan jest reprezentantem koalicji i udaje się w delegację lub na placówkę tanimi liniami, czy wyjeżdża pan z kraju na dłużej?
– Myślę nawet, że na stałe.
– To po cholerę panu te zdjęcia?
A na to obywatel uśmiechnął się tajemniczo, a potem szepnął strażnikowi do ucha:
– Widzi pan, jak mnie dopadnie kiedyś nostalgia, to sobie ich powieszę na ścianie i mi przejdzie.
– Zabawna – odpowiedziałem, śmiejąc się szczerze.
– Owszem – stwierdził i dodał: – Ale ja tak chcę zrobić naprawdę.
1.05 Podobno brązowe noski kombinują, co zrobić, żeby za rok manifestacje pierwszomajowe zastąpić paradami bliźniąt.
3.05 Dzisiaj, nie wiadomo dlaczego, przypomniało mi się zdanie, które zapamiętałem z filmu „Trzy dni Kondora”: PATRIOTA TO JEST CZŁOWIEK, KTÓRY BRONI KRAJU PRZED WŁASNYM RZĄDEM.

Wydanie: 19/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy