Co było w Nysie

ZAPISKI POLITYCZNE

Na prawyborach w Nysie spędziłem kilka dni w deszczu i rozgardiaszu, ale mimo tych niedogodności doznałem wielkiej satysfakcji, gdy usłyszałem wstępny wynik. Za koalicją SLD-UP opowiedziało się aż 46% głosujących, co razem z wynikiem uzyskanym przez stowarzyszoną z naszą siłą polityczną partię Emerytów i Rencistów daje sporo ponad 50% poparcia wyborczego. Gdy po odejściu z Unii Pracy Ryszarda Bugaja przez krótki czas przyszło mi kierować tą partią, odbywał się kongres założycielski nowego ugrupowania, które zachowało swą dawną nazwę – SLD, ale przybrało inny kształt organizacyjny. Skierowałem do tego zgromadzenia list, tamże odczytany publicznie, w którym zaproponowałem utworzenie takiej właśnie koalicji wyborczej, jaka w Nysie odniosła tak ogromny sukces. Na moją głowę posypało się sporo gromów ze strony tych lewicowców, którzy wierzyli, iż rozbijanie sił lewicowych ma przyszłość i zasługuje na szacunek. Przez lata pobytu w Sejmie uczestniczyłem w wielu międzynarodowych spotkaniach europejskiej lewicy i nie mogłem zrozumieć, jak to się dzieje, że na arenie międzynarodowej Unia Pracy i SLD działają w tych samych strukturach politycznych, zaś w kraju skaczą sobie do oczu i żrą się, by takim zwięzłym określeniem posumować te wydarzenia. Zaproponowałem przeto koalicję wyborczą i w Nysie miałem się z czego cieszyć, choć wiem, że nadal będą się na mnie sypały gromy. Cóż mogę zrobić innego, jak tylko powtórzyć moje ulubione hasło, iż polityk nie w każdej sprawie musi mieć rację, ale zawsze musi mieć elektorat. Polityk bez elektoratu jest martwy, choć sądzi, że żyje i gada w próżnię.
Ale nie wszystko, co się wydarzyło w Nysie, wzbudziło mój zachwyt. Zaniepokoiła mnie jeszcze do niedawna trudno wyobrażalna klęska Unii Wolności, której wynik wyborczy nie rokuje nadziei na wejście do parlamentu. Nie jest dobrze dla kraju, gdy partia mająca już tradycję i spory zasób wykwalifikowanej kadry nagle miałaby wypaść ze sceny politycznej, gdzie triumfy święciliby jej renegaci.
Niestety, w naszym społeczeństwie Unia Wolności jest oskarżana o wszystko złe, co się wydarzyło w latach transformacji ustrojowej. Inaczej to widzę. To nie sama Unia Wolności ponosi odpowiedzialność za skuteczne rozgromienie gospodarki, pozostawionej przez poprzedni ustrój w stanie wadliwym ekonomicznie. Sądzę, iż odpowiedzialność – za to, że w takiej Nysie co czwarty mieszkaniec jest pozbawiony pracy, czyli po odliczeniu ludzi starych i młodzieży wychodzi, że co drugi dorosły nie pracuje, a miasto popada w ruinę ekonomiczną – jest podzielona między prawie wszystkich polityków. To bezmyślne i mechaniczne zastosowanie doktryn liberalnych zamieniło Polskę w rodzaj podbitej kolonii Zachodu, doprowadziło do ruiny gospodarki i do masowej biedy ludności.
“To było kiedyś takie piękne i bogate miasto, tak się tu dobrze i łatwo żyło”. Takie zdanie usłyszałem w rozmowie z parą starszych osób, które znaczną część życia spędziły właśnie w Nysie, całkiem przez wojnę zrujnowanej i dość porządnie odbudowanej przez ową “czarną dziurę”, jaką wedle idiotów ekonomicznych był PRL. Może z tym łatwym życiem moi rozmówcy nieco przesadzili, ale jedno jest pewne – wszyscy mieli pracę. Pracowały pełną parą liczne zakłady, trwała odbudowa miasta łącznie z bajecznie piękną gotycką katedrą, którą z dawnych lat pamiętam jako rozpaczliwą ruinę. Ale dzisiaj Nysa umiera – taka jest tam powszechna opinia, zaś na wiecach przedwyborczych słychać było bolesne dla zainteresowanych okrzyki: “AWS łże jak pies” albo jeszcze drastyczniejszy: “Unia Wolności – hańba ludzkości”.
Unia Wolności pracowała jak mrówki, by polepszyć swój wizerunek polityczny. Wznieśli, nieco na bakier z lokalnym prawem, wielką scenę na środku rynku, premier Mazowiecki wręczał paniom róże, była kawiarenka internetowa, grały zespoły muzyczne i dość sensownie wypowiadali się politycy tej partii. Wszystko na nic.
Bardzo przykre wrażenie zrobił też na mnie spektakl polityczny na scenie domu kultury. Na estradzie zasiedli politycy, a na salę wtargnęły zawczasu grupy młodzieży krótko ostrzyżonej, hałaśliwej, wręcz brutalnej. W stosownych momentach grupy te podnosiły olbrzymi wrzask, popierający lub potępiający jakąś deklarację polityczną. Przewodziła tym krzykliwym zmaganiom sama arcymądra Janina Paradowska, której nie mogłem przekonać, że jej wielkiego nazwiska nie wolno wynosić, nawet w poczuciu misji obywatelskiej, na targowisko głupoty i wrzasku. O trudnych problemach polityki i upadającej lawinowo gospodarki trzeba rozmawiać poważnie z rozsądnymi ludźmi. Koncert pewności siebie dał jeden z urzędujących ministrów rządu AWS, który, cały zachwycony, głosił absurdalne tezy o wspaniałej pod każdym względem sytuacji naszego kraju i zapowiadał wielkie zwycięstwo wyborcze jego koalicji, która, jak się okazało już po wyborach, nie przekroczyła progu wyborczego dość dla tego ugrupowania wysokiego. Stąd pomysł premiera, by tworzyć jedną partię z obecnej, wieloczłonowej struktury politycznej, jaką stanowi ta pseudosolidarnościowa raczej słabość niż siła polityczna.
W sumie było to smutne widowisko, gdyż ujawniło rozpaczliwą arogancję rządzącej władzy i dominującą w nastrojach społeczeństwa siłę populizmu czy też poparcie dla populizmu i różnych odmian oszołomstwa. Nie było też widać wśród kręcących się po mieście polityków dwóch do niedawna najważniejszych aktorów sceny politycznej: premiera Buzka i Mariana Krzaklewskiego. Ponoć byli w piątek, ale mało kto miał z nimi kontakt, zaś wieczorem tego dnia przed pensjonatem w górskiej Pokrzywnej, gdzie mieszkałem, przeleciał jak meteor konwój kilku czarnych samochodów z niebieskimi kogutami na dachach. Zabłysło i zgasło.
Jeśli to wszystko, co widziałem i słyszałem w Nysie, miałoby się sprawdzić podczas prawdziwych wyborów parlamentarnych, to scena polityczna kraju ulegnie przeogromnemu przemeblowaniu. Pojawią się na niej ludzie nie mający do tej pory prawa wstępu na sale obrad sejmowych i senackich. Mam nadzieję, że jeśli potwierdzi się przewidywane zwycięstwo tej mojej koalicji, to na owych salach pojawią się rozsądek, rozwaga i pełna odpowiedzialność za dalsze losy państwa, ale będzie tam również rozwścieczona klęską wyborczą prawica i jeszcze nieco innego oszołomstwa. Nie będą to zatem łatwe, miłe dla oka i ucha debaty polityczne.
26 kwietnia 2001 r.

Wydanie: 18/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy