Rządy pampersów i zderzaków

Rządy pampersów i zderzaków

W latach 90. w TVP pod rządami Wiesława Walendziaka wyrosła gromadka młodych prawicowo-konserwatywnych dziennikarzy, którzy dość szybko rozpowszechnili w debacie publicznej agresywne ataki na wszelkie przejawy lewicowości. Trudno ocenić, ile było w tym ideowości, a ile zwykłego cynizmu i sposobu na zrobienie kariery.
Dziś, patrząc na ministrów w rządzie Tuska, widzę kolejne pokolenie pampersów – żądnych władzy, pozbawionych kompetencji i zrozumienia dla zwykłego człowieka, ale gotowych do skoku w ogień dla własnej kariery.
Bardzo wygodni do kierowania i manipulowania przez premiera. Pozbawieni mocnego zaplecza politycznego, ale na rozkaz o każdej porze dnia i nocy zrobią wszystko, by utrzymać stołki. Idealni ministrowie dla rządu, który chce po prostu trwać i nie zostać zmieciony podczas większego podmuchu kryzysu.
Ostatnio najgłośniej słychać o jednym z nich, specjaliście od kreacji własnego wizerunku, Bartoszu Arłukowiczu. SLD już dwa razy popełnił z nim błąd – pozwalając mu odejść, żeby mógł prowadzić grę marketingową w czasie kampanii wyborczej PO, a wcześniej – wpuszczając go na listę wyborczą SLD. Ten pierwszy błąd był chyba większy. Trzeciego Sojusz nie powinien już popełniać i bez żadnych zahamowań posłowie lewicy powinni głosować za odwołaniem Arłukowicza. Nie tylko z powodu bałaganu w służbie zdrowia, ale też by przykładnie ukarać karierowicza, który potrafi teraz jako minister głosić rzeczy sprzeczne z tym, co mówił kilka miesięcy temu.
Arłukowicz to oczywiście naturalny kandydat wśród obecnych pampersów rządowych do stania się pierwszym zderzakiem ekipy Tuska. Następnych też widać na horyzoncie.
Z pewnością duże szanse na pogrzebanie politycznej kariery ma również kolejny cynik w rządowej limuzynie – Sławomir Nowak, obecnie specjalista od budowy dróg i wizji rozwoju kolei. Na razie dał się poznać jako starszy inspektor budowlany na budowie autostrady, który przed kamerami po gospodarsku zadawał pytania w stylu: „Budujecie?”, „Płacicie?”, „Skończycie?”. I udając zatroskanie, chciał niemalże zachęcać do przekroczenia 300% normy na zakończenie pierwszej pięciolatki Tuska.
Kolejny rasowy pampers, który sam nie wierzy w to, co mówi, i bardzo jest spragniony władzy absolutnej, a jednocześnie oddany w pełni (dopóki będzie się to opłacać) Donaldowi Tuskowi, to superminister od rozwalania demonstracji ulicznych, zakładania podsłuchów i tzw. bezpieczeństwa – min. Jacek Cichocki. Z jego powodu musiał odejść z rządu uznawany (przez różne ekipy polityczne, co w Polsce jest zdarzeniem bardzo rzadkim) za wybitnego specjalistę gen. Adam Rapacki. Co prawda, Cichocki nie jest generałem, ale jest podatniejszy na życzenia szefa rządu.
Adam Rapacki przekonał się – nie on pierwszy i nie ostatni w tym kraju – że nie opłaca się pracować dobrze ani być wybitnym fachowcem. Bardziej liczy się dyspozycyjność i elastyczność wobec życzeń i oczekiwań władzy. Dyspozycyjny szef policji jawnych, tajnych i wszelkich innych w czasie kryzysu społeczno-politycznego to prawdziwy skarb. Nigdy nie wiadomo, kto i kiedy wyjdzie na ulice. A czasy są niepewne, jak powszechnie wiadomo.
Inny rasowy pampers to obecny szef MON Tomasz Siemoniak. On też ma rodaków za głupków. Jego groźby o tym, że „będą ścigani bandyci, którzy zabili polskich żołnierzy w Afganistanie”, były tak infantylne, że nie wiadomo, czy minister nie wie, co mówi, czy też mówi, co wie. Na wojnie, jak to na wojnie, zazwyczaj się strzela i zabija. Polacy strzelają w Afganistanie, to i do nich czasem strzelają. Szefa wojska nie powinno to dziwić. Bardziej interesujące byłoby stwierdzenie min. Siemoniaka o kosztach tej bezsensownej jatki w Afganistanie z udziałem polskich wojsk. Albo informacja o tym, kiedy wreszcie zakończą się te pseudoimperialne wyprawy wojenne pod biało-czerwoną flagą. Ale nie po to Siemoniak został ministrem, żeby zajmować się takimi kwestiami.
Jest jeszcze minister pracy i polityki społecznej, pampers „peeselowskiego chowu” – niejaki Władysław Kosiniak-Kamysz. Nazwiska jego większość rodaków nie zna lub nie pamięta. Podobnie jak jego pomysłów na radzenie sobie z rosnącym bezrobociem, biedą i coraz większymi obszarami ubóstwa. Jest małomówny. Patrząc na niego, mam ten sam problem co wtedy, kiedy patrzę na studentów, którzy mają mętne spojrzenie i kompletnie milczą. Nigdy nie wiadomo w takich sytuacjach, czy to brak wiedzy czy wrodzona nieśmiałość.
Ale jest też Joanna Mucha – typ wzorowej uczennicy, która nie zadaje szefom pytania „Po co?”, tylko „Na kiedy?” i jest w stanie grzecznie wkuć na pamięć, choć bez zrozumienia, każdą bezsensowną formułkę. Ona również wciąż milczy i unika mediów. Cały czas uczy się reguł gry w sportach zespołowych. Musi także pojąć, o co chodzi w tej prymitywnej grze zwanej piłką kopaną. Żeby wiedzieć, kiedy klaskać, a kiedy gwizdać podczas Euro 2012.
Donald Tusk, jak widać, postanowił zostać hodowcą pampersów. Lepsze to niż użeranie się z Grzegorzem Schetyną. Zawsze może zostać specjalistą od wymiany zderzaków. Ze Schetyną w rządzie musiałby na ostrych zakrętach być mistrzem kierownicy. Teraz może jechać na pilocie automatycznym. Do czasu.

Wydanie: 3/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

  1. kiyomizu
    kiyomizu 30 stycznia, 2012, 23:04

    proszę nie zapominać o nijakim Tomku Arabskim , do którego określenie pampers już nie do końca pasuje ponieważ już jest dużym chłopcem. Oraz o całej świcie z kancelarii miłościwie nam panującego Donalda Tuska, Która tylko czachy na okazję przejęcia którejś z ministerialnych tek.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy