PiS skisł

Partie polityczne w Polsce zaczynają się rozkładać po dwóch latach rządzenia. Wtedy kończy się powyborczy, pozwycięski zapał. Nie można już winą za bieżące kłopoty obarczać formacji poprzednio rządzących. No i nowe elity zaczynają czuć słodycz konsumowania władzy.
Rozkład wieszczą różne zjawiska. Nowa elita władzy, panie i panowie posłowie, zmienia się zewnętrznie. Kiepskie garnitury, przyciasne koszule i źle dobrane krawaty ustępują tym markowym, szytym na miarę. Nad doborem krawatów czuwają już styliści. I butów też. Panie posłanki, panie radne porzucają dobre, bo tanie ciuchy bazarowe na rzecz butikowych. To kosztuje, rzecz jasna, ale jak się jest przy władzy, to dobrzy ludzie przychodzą ze swymi problemami. Problemy są do rozwiązania, a dobrzy ludzie potrafią okazać wdzięczność. Ponieważ bardziej odczuwalna jest wdzięczność dobrych ludzi niż zwykle niewdzięcznych wyborców, nowe elity władzy poświęcają swój cenny czas i kwalifikacje na naprawę losu dobrych ludzi.
Zwykle po dwóch latach rządzenia nieskompromitowana wcześniejszym rządzeniem formacja pęka na parlamentarzystów brylujących w telewizjach i tych od roboty na prowincji, w okręgach wyborczych. Brylujący mają większe szanse na reelekcję, prowincjusze zatem muszą więcej czasu poświęcić na utrzymanie swego elektoratu. Toteż formacja rządząca zaczyna przegrywać głosowania w parlamencie, bo absencja jest coraz większa, gdyż ważniejsze okazuje się pilnowanie interesów w okręgu niż w stolicy.
W zeszłym tygodniu szef klubu parlamentarnego PiS, Marek Kuchciński, dokonał małego zamachu stanu. Podczas nocnego posiedzenia klubu mimo braku kworum wyrzucił ze stanowiska sekretarza klubu, Zbigniewa Girzyńskiego. Zrobił to pod nieobecność Girzyńskiego, usprawiedliwioną jak najbardziej, bo sekretarz był wtedy na posiedzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
Zdarzenie niby banalne, ale dowodzące, że PiS kreujące się na formację silną, zwartą i gotową, zjednoczoną jak kiedyś bolszewicy, pęka pod wpływem frakcyjnych starć. Fronda Marka Jurka okazała się słaba, ale teraz nastąpiło pierwsze poważne starcie pomiędzy starymi, wiernymi gwardzistami Kaczyńskich a młodymi wilczkami. Wszyscy w PiS wiedzą, że szef klubu Kuchciński nie dorasta poziomem do zdolniejszego, lepiej wykształconego Girzyńskiego. No ale wygrały zasługi i bliskość tronu.
Zdarzenie niby banalne, kolejna dworska intryga. Jednak podzielone, intrygujące PiS traci swój polityczny zapał. Medialnie nagłośniony projekt ustawy dekomunizacyjnej schodzi na plan dalszy. Podobno trafił on do laski marszałkowskiej, ale nie ma gwarancji, że tam jest. Na pewno nie jest przewidziany na najbliższe posiedzenia Sejmu, bo posłowie PiS przestali się nim zajmować. Nie ma atmosfery – zbywają pytani o jego losy. Po doświadczeniach z ustawą lustracyjną nie chcą się wystawiać na wyroki Trybunału Konstytucyjnego. Niektórzy liczą, że po kolejnych zmianach składu Trybunału, zwłaszcza zmianie przewodniczącego, łatwiej będzie niekonstytucyjny projekt ustawy przez Sejm przepchnąć. Podobnie jest z ustawą lustracyjną. Niedawny zjednoczony front lustracyjny młodych z PiS, PO, LPR i Samoobrony rozleciał się. Czas mija, inicjatyw ustawodawczych nie widać. Wygląda na to, że lustratorzy pogodzili się z myślą, że zamiast ustawą walczyć się będzie z przeciwnikami politycznymi przeciekami z IPN. Zresztą oskarżenia o współpracę nie powodują już infamii, przeciwnie – aurę sympatii wokół oskarżonego.
Przed PiS autorski budżet na rok 2008. Pomimo koniunktury gospodarczej rosną w Polsce stopy procentowe kredytów, brakuje pieniędzy na strajkującą służbę zdrowia, a rządzący muszą zdecydować, czy wprowadzą podatek katastralny. Tego już nie da się przykryć dezubekizacją czy lustracją. Rozkład PiS już się zaczął.

PS Zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga http://gadzinowski.pl.

Wydanie: 27/2007

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy