Pobożna lekcja seksu

Pobożna lekcja seksu

Czerwienią się na hasło prezerwatywa, homoseksualizm czy masturbacja. Uczniowie? Nie, nauczyciele!

O tym, że w Polsce seksualność jest ciągle tematem tabu, nie trzeba przypominać. Pewnie dlatego nie udało się wprowadzić przemyślanego programu edukacji seksualnej w szkołach. Nie doczekaliśmy się też rzetelnych podręczników. I znowu odstajemy od cywilizowanej reszty świata. W USA funkcjonuje 600 programów wprowadzających edukację seksualną do szkół. W Europie też jakoś poradzono sobie z problemem. Na przykład w Szwecji od 1955 r. takie lekcje są obowiązkowe dla wszystkich dzieci. Natomiast w Polsce dyskusja nie wyszła poza spory na temat nazwy przedmiotu. Przygotowanie do życia w rodzinie, wychowanie rodzinne, a może edukacja seksualna…
– Dlaczego w Polsce każdego roku tyle kobiet umiera na raka szyjki macicy? Dlaczego ciągle dzieci rodzą dzieci? Dlatego, że mamy bardzo niechętny stosunek do swojego ciała, swojej seksualności. Od czasów św. Augustyna utrwala się w nas pogląd, że ciało jest grobem duszy – mówiła niedawno minister Magdalena Środa, pełnomocniczka rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Na zorganizowane przez nią i parlamentarny Zespół ds. Ludności i Rozwoju spotkanie przyszli nauczyciele, lekarze, duchowni, autorzy podręczników i sami zainteresowani, czyli młodzież.
Zdaniem ginekologa, dr Grażyny Dec, tych, którzy chcą wpływać na życie seksualne innych, można podzielić na dwa obozy: realistów i teoretyków. – Ja jestem realistką, bo do mojego gabinetu zbyt często przychodzą młodziutkie dziewczyny w ciąży – mówi. I przypomina statystyki: w 2001 r. urodziło się 349 dzieci, których matki nie miały jeszcze 15 lat. I blisko 26 tys., gdzie rodzące nie ukończyły 19 lat.
Dominikanin, o. Marcin Lisak, przekonuje, że gdy jedna strona mówi o aborcji, a druga o morderstwie, nie ma co liczyć na porozumienie. Przyznaje jednak, że pięknie brzmiącą teorię nie zawsze da się wprowadzić w czyn. Z badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że 90% Polaków uważa się za ludzi wierzących. Jednak blisko połowa nie akceptuje nauczania Kościoła w sprawie antykoncepcji.
Podsumowując, spór trwa, moralizatorów przybywa, a młodzież swoją wiedzę o seksie ciągle czerpie z podwórka…

O przedmiocie

Do realizacji edukacji seksualnej w szkołach zobowiązują Polskę dokumenty międzynarodowe, m.in. dokumenty końcowe konferencji ONZ w Kairze i Pekinie czy Konwencja o Prawach Dziecka. Krajowym dokumentem nakładającym obowiązek wprowadzenia takiego przedmiotu jest z kolei Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. To jednak tylko teoria, bo praktyka pozostaje daleko w tyle. Badania przeprowadzone na uczniach szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadpodstawowych pokazały, że dyrektorzy mają często olbrzymie trudności z wprowadzaniem tego przedmiotu do szkół. I choć oficjalne dane MENiS mówią, że 88 % szkół wpisało takie zajęcia do planu lekcji, to rzeczywistość jest znacznie mniej różowa. Tylko 11% badanych uczniów odpowiedziało, że wiedzę o seksualności czerpało od nauczyciela, 5% wskazało katechetów, a zdecydowana większość – media i rówieśników. I nic w tym dziwnego, skoro szkolne zajęcia, na razie nieobowiązkowe, organizowane są bez odrobiny dobrej woli. I albo odbywają się o godz. 7 rano, albo na ostatniej lekcji. Są gimnazja, z których ostatni gimbus odjeżdża o 14.45, a zajęcia zaczynają się o 15.
Wychowanie seksualne powinno trwać od piątej klasie szkoły podstawowej aż do matury. 14 godzin rocznie. Zdaniem specjalistów, to za późno i za mało. Ale lepsze to niż nic. Bo dyrektorzy często i tak wiedzą swoje. – Pierwszą pogadankę o seksie mieliśmy zupełnie niedawno. Nic, o czym byśmy już nie wiedzieli – mówi 17-latek z liceum w Zielonej Górze. – Nauczyciele nie znają odpowiedzi na podstawowe pytania. Jeszcze o prezerwatywie coś tam wydukają. Ale gdy pada pytanie o masturbację, robią się czerwoni, a na hasło homoseksualizm reagują alergicznie.

O podręcznikach

Zdaniem Magdaleny Środy, podręczniki do wychowania prorodzinnego absolutnie nie zachowują standardów wiedzy. – Nie mówią na przykład jasno, że prezerwatywa chroni przed chorobami, w tym przed AIDS – przekonuje. – Autorzy mówią za to o bardzo szkodliwej antykoncepcji. Zamiast tego powinni napisać: jeżeli jesteś katolikiem, nie powinieneś jej stosować. Inaczej jest to przekłamanie.
Na razie na 10 podręczników rekomendowanych przez MENiS cztery zostały wydane przez wydawnictwo Rubikon, które wyraźnie propaguje katolicką wersję wychowania. W podręczniku pod redakcją Teresy Król można przeczytać m.in., że pigułka antykoncepcyjna całkowicie rozregulowuje naturalne mechanizmy funkcjonowania organizmu kobiety, a co do masturbacji, to „wśród młodych ludzi zdarzają się wątpliwości, czy nie jest ona przyczyną niepłodności, niedorozwoju czy innych schorzeń”. Z kolei w książce Marii Ryś, „Wychowanie do życia w rodzinie”, jest mowa o tym, że antykoncepcja to znacznie więcej niż niszczenie zdrowia fizycznego, bo „ona niszczy więź albo nie pozwala na jej rozwój”. Skuteczną metodą ma być całkowita abstynencja seksualna do ślubu i życie w monogamii.
I znowu daleko w tyle za piękną teorią kuleje rzeczywistość. – Średnia wieku inicjacji seksualnej to 17-18 lat. Większość pierwszych kontaktów odbywa się bez żadnego zabezpieczenia – mówił ginekolog, dr Grzegorz Południewski. – Sami katolicy przyznają, że metody propagowane przez Kościół są zawodne. Z badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że stosuje je tylko 10% wierzących. Potwierdzają to też dane zebrane przez Główny Urząd Statystyczny.
Teresa Król, redaktorka podręcznika „Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum” broniła się, że 70% książki to czysta biologia. – W takim razie pozostałe 30% to czysta ideologia – komentowała głośno gimnazjalistka z Kalisza. I trudno się z tym nie zgodzić, skoro autorka powołuje się na „Niedzielę”, czyli pismo katolickie. Dla niej jest ono cennym źródłem informacji na temat syndromu poaborcyjnego. Pytanie o rzetelność jest tu więc czystą retoryką.
– Panujemy nad coraz większą ilością dziedzin naszego życia. To samo powinno dotyczyć rozrodczości. Żeby przyjście na świat człowieka było wynikiem przemyślanej decyzji, a nie dziełem przypadku – mówiła podczas spotkania Magdalena Środa. Przypominała, że wiedza na temat rozrodczości to integralne prawo ludzi młodych. Pytanie tylko, kiedy ją otrzymają.

 

Wydanie: 16/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy