Pociąg widmo

Pociąg widmo

Szaleństwo wokół złota nazistów

Upały poczyniły szkody nie tylko w uprawach. Wielu ludziom skwar wysuszył mózgi. Od dwóch tygodni mamy do czynienia z halucynacją na punkcie pancernego pociągu ze złotem.

Nie po raz pierwszy w powojennej historii Dolnego Śląska „odkrywano” tu nazistowski skarb. Teraz o istnieniu „złotego pociągu” donieśli adwokaci w imieniu dwóch klientów. Prawnicy złożyli zawiadomienie władzom Wałbrzycha, w okolicach którego ma być ukryty pociąg ze skarbem.

Rzecznik miasta zapewnił, że meldunek o cennym ładunku przekazano wyżej, wojewodzie i trzem resortom: obrony, skarbu i kultury wraz z dziedzictwem narodowym. W pierwszym wysoki rangą wojskowy poinformował, że minister Tomasz Siemoniak wydał dyspozycje, by wojsko spenetrowało pobliskie Góry Stołowe. Z Ministerstwa Skarbu Państwa zgłoszono prawo państwa polskiego do ładunku pociągu. Podsekretarz stanu w resorcie kultury, generalny konserwator zabytków Piotr Żuchowski, dał wyraz przekonaniu, że na 99% pociąg może być ukryty w tamtych okolicach. Setki amatorów odkrywców, nie bacząc na ostrzeżenia, że pociąg może być zaminowany, ściągnęły z georadarami w lasy pod Wałbrzychem. W branżowych sklepach z wykrywaczami metalu cały sprzęt poszedł w jeden dzień. Cieszą się miejscowe władze, bo turystyka się rozwija. Oto krótka historia szaleństwa.
Spróbujmy uporządkować fakty.

Po pierwsze, oddziały saperów i specjalne ekipy Służby Bezpieczeństwa w latach 70. i 80., a nawet wcześ­niej, dokładnie penetrowały Dolny Śląsk, gdzie miały się znajdować hitlerowskie skarby. W komendzie wojewódzkiej MO był do tych spraw oddelegowany pewien major. Faktycznie, pod zamkiem Książ, w wielu miejscowościach Gór Stołowych i w pobliżu klasztoru Cystersów w Lubiążu zlokalizowano podziemne korytarze, a w górach sztolnie pełne starego żelastwa.

Po drugie, rzeczywiście istniał „Project Riese”, plan opracowany przez hitlerowskiego architekta Siegfrieda Schmelchera jako „Geheime Reichssache 91/44”. Z ministrem uzbrojenia i amunicji Rzeszy Albertem Speerem uzgodnił on wybudowanie w Górach Sowich bunkrów o różnym przeznaczeniu. Mało prawdopodobne, by myślano o głównej kwaterze Hitlera, odsuniętej na zachód. Groziłoby to posądzeniem o defetyzm. Osoba Speera wskazywałaby raczej na zamiar produkcji zbrojeniowej. Do drążenia sztolni przystąpiono jesienią 1943 r. Zatrudniono przy tym więźniów z obozu Gross-Rosen. Z 20 tys. zginął co czwarty. Prace prowadziła prywatna Schlesische Industriegemeinschaft AG, a następnie organizacja Todt. Ocalałych więźniów jeszcze w kwietniu 1945 r. pędzono na południe szlakiem pod Sudetami.

Spekulacje co do przeznaczenia sztolni w kompleksie Riese dotyczyły także produkcji V1 i V2, a nawet prób zbudowania bomby atomowej. To były wymysły: po zbombardowaniu bazy produkcji pocisków latających na wyspie Uznam Niemcy nie były zdolne do podjęcia takiej produkcji, a Wunderwaffe była tylko mrzonką. Przebąkiwano też o ukryciu tu Bursztynowej Komnaty.

Po trzecie, „pociąg pancerny” nie mógł wyjechać z Wrocławia wiosną 1945 r. czy pod koniec wojny, jak się twierdzi. Od końca stycznia, a na pewno od lutego miasto to jako Festung Breslau było okrążone przez Armię Czerwoną. Oba wchodzące w rachubę dworce – Główny i Świebodzki – były, według wielotomowej dokumentacji sporządzonej przez Horsta G.W. Gleissa „Breslauer Apokalypse 1945”, zniszczone. Według książek Bolesława Dolaty i Ryszarda Majewskiego, pociąg taki (gdyby był na stanie niemieckiego uzbrojenia) nie mógłby przejechać w pobliże Wałbrzycha, gdyż na zachód od miasta toczyły się walki z zamkniętymi w kolejnych okrążeniach resztkami sił niemieckich. W powietrzu panowały absolutnie samoloty z czerwoną gwiazdą.

Po czwarte (nieco z boku), dla „podtrzymania ducha walki do ostatniej kropli krwi” Goebbels wynalazł w wysokich górach na południu Niemiec tzw. Alpenfestung. W tej twierdzy miały się zmieścić doborowe jednostki SS z zapasami żywności, wody i amunicji na pół roku. Była to propagandowa bujda, na którą, zmieniając kierunek natarcia, dał się nabrać sam głównodowodzący zachodnich sił alianckich, gen. Eisenhower. Minister propagandy Rzeszy nawiązał tą bujdą do legendy o Kyffhäuser. To góra w Turyngii, w której od XII w. chrapie cesarz Barbarossa wraz z 1,8 tys. śpiących rycerzy, by w potrzebie obudzić się i uratować Niemcy.

Stare legendy miały dla Niemców sens. O co chodzi z pociągiem widmo, nie wiem.

Foto: EASTNEWS

Wydanie: 37/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy