Pod latarnią

Istnieje stara anegdota o człowieku, który zgubił klucz, nie wiedząc dokładnie, gdzie to się stało. Rozglądał się za nim pod jedyną świecącą na ulicy latarnią. Na pytanie, czy tam właśnie miał nadzieję odnaleźć zgubę, odparł po prostu, że szukał w tym miejscu, gdzie było jasno.
W kontekście tej historyjki staje się zrozumiała uporczywa dążność administracji Busha, ażeby uderzyć w Irak, chociaż wyżsi dowódcy wojskowi ze sztabu generalnego energicznie przeciwstawiają się temu planowi. Jakkolwiek Irak jest przygotowany i najeżony uzbrojeniem, to stanowi wyrazisty cel. Natomiast groźnie rozsławiona po ataku na Manhattan Al Kaida po rozbiciu jej afgańskiej bazy rozpłynęła się we mgle.
Już tylko kilka tygodni dzieli nas od rocznicy wrześniowego zamachu terrorystycznego na Nowy Jork. Przez 11 minionych miesięcy nie dokonała Al Kaida żadnego uderzenia w Stany Zjednoczone. Pozwolę więc sobie na dość zuchwałą przepowiednię: ataku – dorównującego zeszłorocznemu albo chociażby poważnego – nie będzie, ponieważ zaskoczenie pogrążonej w błogim samozadowoleniu Ameryki odegrało zbyt istotną rolę, aby można było taką akcję teraz powtórzyć. Oczywiście, mogę się mylić i wówczas znalazłbym się w świetnym towarzystwie, ponieważ pomyłki i błędy popełniły wszystkie wielkie służby amerykańskie pochłaniające z budżetu miliardy dolarów.
Zarówno prokurator generalny, John Ashcroft, jak i podległe mu struktury wciąż powtarzają o nieustającym wielkim zagrożeniu USA przez islamskich terrorystów. Jest to o tyle na rękę egzekutywie i legislatywie Stanów, że przynosi sporo korzystnych dla administracji efektów. Po pierwsze, dmąc w te miechy, urzędnicy zwiększają poczucie niebezpieczeństwa i tym samym usprawiedliwiają ograniczanie wielu demokratycznych swobód, jakimi Ameryka zawsze się chlubiła. Po wtóre, uszczelniane są wszelkie granice Stanów Zjednoczonych, co pozwala zredukować napływ nielegalnych emigrantów. Po trzecie, kampania ta, której można nadać hasło „strach ma wielkie oczy”, odwraca uwagę społeczeństwa od wielkich krachów ekonomicznych, które zatrzęsły posadami pierwszego supermocarstwa świata.
Propaganda niebezpieczeństwa nie jest prowadzona wyłącznie na użytek wewnętrzny, ponieważ sprzyja niejakiemu lekceważeniu europejskich zastrzeżeń wobec zbytniej mobilizacji za oceanem. Dlatego Irak – jako cel przyszłej wyprawy wojennej – stał się tak ważny: stanowi on dobrze oświetlone miejsce pod latarnią.
30 lipca 2002 r.

Wydanie: 31/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy