Pogonić Platformę do roboty

Pogonić Platformę do roboty

Pan prezydent zechciał zawetować kolejną ustawę. Tym razem padło na ustawę o Krajowej Szkole Sędziów i Prokuratorów. Wydawać by się mogło, że sposób kształcenia sędziów i prokuratorów nie jest kwestią najbardziej polityczną, która jakoś zasadniczo różni siły polityczne reprezentowane w Sejmie, a tego w gruncie rzeczy dotyczy ta ustawa. Również mogłoby się wydawać, że wszystkie siły polityczne chcą, aby sędziowie i prokuratorzy byli dobrze przygotowani do zawodu. Dlatego też lewica za tą ustawą głosowała. Przeciw było PiS. Z zasady. A nawet z dwóch. Po pierwsze, był to projekt rządowy, więc z definicji niedobry. Po drugie, w zakresie reorganizacji wymiaru sprawiedliwości wszystko, co najmądrzejsze, może wymyślić tylko Zbigniew Ziobro, a tę ustawę wymyślił rząd.
Teraz jest weto. Platforma będzie się więc uśmiechać do lewicy, namawiać ją do odrzucenia prezydenckiego weta. Nawet, zdaje się, jest pewna, że lewica pomoże to weto odrzucić, w związku z czym nie trzeba się nawet wysilać na uśmiechy. Tymczasem lewica powinna postawić warunki. Pomożemy odrzucić weto, ale w zamian za przyjęcie naszych rozwiązań w ustawie o prokuraturze oraz za przyjęcie naszego projektu nowelizacji ustawy o CBA.
Naprawianie państwa po dwóch latach rządów PiS wymaga koniecznie zasadniczej reformy prokuratury i uporządkowania spraw służb specjalnych. Jest to niezbędne nie mniej niż reforma wymiaru sprawiedliwości. Cały ten segment państwa wymaga pilnej reformy.
Lewica (jeszcze jako LiD) pierwsza złożyła projekt nowelizacji ustawy o prokuraturze. Celem nowelizacji było odpolitycznienie prokuratury i odcięcie jej od bieżących wpływów polityki. Środkiem do tego celu miało być rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, likwidacja jednego z obecnych czterech szczebli prokuratury, postawienie na czele prokuratury w roli prokuratora generalnego sędziego Sądu Najwyższego. Sędzia taki, po pierwsze, byłby wysokiej klasy fachowcem, po drugie, miałby to, czego prokuratorom tak często brak – nawyk niezawisłości.
Bez likwidacji jednego szczebla prokuratury (chodzi tu o prokuratury apelacyjne) niemożliwe będą w prokuraturze jakiekolwiek poważne ruchy kadrowe. Wszyscy prokuratorzy, którzy w ostatnim okresie ulegali naciskom politycznym, działali na polityczne zamówienie, mogą czuć się bezkarni. Mogą ze spokojem i kpiną patrzeć na wysiłki sejmowych komisji śledczych. Nikt ich nie ruszy bez udowodnienia popełnienia przestępstwa, a żeby im cokolwiek udowodnić, trzeba by im wcześniej pouchylać immunitety. Co nie jest łatwe. Immunitet uchyla (częściej nie uchyla) prokuratorski sąd dyscyplinarny. Platforma, która początkowo przyjęła to rozwiązanie proponowane swego czasu przez LiD, dziś pod wpływem lobbowania przez środowiska prokuratorskie wycofała się z tego. Prokuratury apelacyjne mają pozostać. Tym samym korpus prokuratorski pozostanie w dotychczasowym składzie. Tyle że panowie Engelking, Święczkowski, Ocieczek czy Kryże z prokuratorów Prokuratury Krajowej staną się prokuratorami Prokuratury Generalnej, pozbędą się nadzoru ministra, ba, przy dobrej organizacji (a nominaci Ziobry w prokuraturze są dobrze zorganizowani, założyli nawet stowarzyszenie) któryś z nich ma szanse zostać prokuratorem generalnym. Traci Platforma instynkt samozachowawczy, niech traci. Ale dla dobra państwa i jego obywateli, niech lewica jej w tym nie pomaga.
Druga sprawa to nowelizacja ustawy o CBA i przy okazji uporządkowanie kompetencji służb specjalnych. LiD złożył projekt takiej ustawy. Rząd chce ten projekt odrzucić w pierwszym czytaniu. Co zakłada projekt lewicy? Celem nowelizacji jest nadanie ustawie o CBA takiego kształtu, aby Centralne Biuro Antykorupcyjne rzeczywiście mogło skutecznie zwalczać korupcję, ale aby równocześnie szanowane były standardy nowoczesnego, sprawnego państwa prawnego i prawa jego obywateli. Dlatego lewica zaproponowała, aby zwiększyć kontrolę nad tym urzędem o ogromnych kompetencjach i uprawnieniach do ingerowania w prywatne życie obywateli. Dziś CBA na dobrą sprawę pozbawione jest jakiejkolwiek kontroli, a to, co o jego działaniach wiemy (prowokacja w Ministerstwie Rolnictwa, zatrzymanie dr. Mirosława G.), wskazuje na to, że granice praworządności są przez ten urząd przekraczane. Lewica proponuje zatem, aby CBA włączyć pod nadzór ministra właściwego w sprawach wewnętrznych (ranga szefa CBA zostałaby zrównana z rangą komendanta głównego policji czy straży granicznej). Przy okazji ułatwiłoby to współdziałanie tych służb. Proponuje też zwiększyć kontrolę parlamentarną nad działalnością CBA (i wszystkich służb specjalnych), a kontrolą niezawisłego sądu objąć czynności operacyjne.
Biorąc pod uwagę, że uprawnienia do wykonywania czynności operacyjno-rozpoznawczych (w tym kontrolę operacyjną, a więc podsłuchy, podglądy, kontrolę korespondencji) ma aż dziewięć urzędów, projekt ustawy proponuje uprawnienia te nieco uporządkować i ujednolicić. Proponuje też ujednolicić zasady apolityczności wszystkich służb ochrony bezpieczeństwa i porządku i sposobów sprawowania nad nimi kontroli (parlamentarnej, sądowej).
Określając i zaostrzając kryteria, jakie ma spełniać szef CBA (a także szefowie innych służb specjalnych), projekt dodaje do nich jeszcze jedno kryterium. Muszą oni spełniać także wymagania przewidziane w art. 15 ust.1 pkt 2-4 ustawy o broni i amunicji. Nie mogą zatem mieć zaburzeń psychicznych, nie mogą mieć ograniczonej sprawności psychofizycznej, nie mogą wykazywać istotnych zaburzeń funkcjonowania psychologicznego i nie mogą być uzależnieni od alkoholu lub od substancji psychoaktywnych. (Na marginesie warto dodać, że gdyby taki przepis obowiązywał wcześniej, mniej byłoby kłopotów co najmniej z jednym z byłych szefów jednej ze służb specjalnych).
Krótko mówiąc, lewica zrobiła rządzącej koalicji prezent w postaci projektu ustawy pozwalającej usunąć najgroźniejsze patologie służb specjalnych, które z całą jaskrawością ujawniły się w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Tymczasem rząd nie chce tego prezentu, argumentując, że obecnie nie przewiduje zmian strukturalnych w służbach, \”ponieważ mogłyby one spowodować osłabienie ich pracy\” (sic!).
Jak widać, dla Platformy normalne jest, że CBA (którego patologię działania widać choćby na przykładzie dwóch wskazanych wyżej spraw) nadal szaleje bez żadnej realnej kontroli.
Normalne jest, że ABW składa doniesienia o popełnieniu przez funkcjonariuszy CBA przestępstw (inna rzecz: co się z tymi sprawami dzieje?), CBA zaś składa doniesienie do prokuratury na szefa ABW. Normalne jest, że minister Julia Pitera i Mariusz Kamiński grożą sobie wzajemnie sądem (czy nawet już się pozwali?). Normalne to, że \”raport Pitery\” na temat działań CBA, który czasem jest, a czasem nie jest raportem, wytyka tej służbie liczne nieprawidłowości (tak przynajmniej twierdziła minister Pitera), a żadne wnioski – ani personalne, ani organizacyjne, ani legislacyjne – nie są z tego wyciągane.
Rząd boi się reformować służby, bo może to \”osłabić ich pracę\”. Czy chodzi o to, że ABW będzie pisała mniej doniesień na CBA, czy CBA na szefa ABW, Bondaryka? Czy chodzi o to, aby Pitera miała o czym pisać w kolejnych raportach, które ewentualnie nie będą raportami (w zależności od potrzeb)?
Lewica, a nawet cała centrolewica, która funkcjonowała kiedyś jako LiD, powinna pokazać swą siłę i swą odpowiedzialność za państwo. A ma siłę, bo bez niej odrzucenie prezydenckiego weta nie jest możliwe! Powinna postawić rządzącej koalicji twarde warunki: pomożemy odrzucić weto prezydenta do ustawy o Krajowej Szkole Sędziów i Prokuratorów, a w przyszłości weto do ustawy o prokuraturze, w zamian za przyjęcie naszego wariantu nowelizacji tej ustawy (likwidacja prokuratur apelacyjnych) i w zamian za przyjęcie naszego projektu nowelizacji ustawy o CBA, porządkującego sprawy służb specjalnych. Cały ten sektor: policja i inne służby, zwłaszcza specjalne, prokuratura i wymiar sprawiedliwości, tworzy jeden mechanizm, jeden system i jako taki wymaga naprawy. Wygląda na to, że rządzący albo sobie z tego sprawy nie zdają, albo nie mają pomysłu, jak się do tego zabrać, albo nie mają do tego woli. Rzeczą rozsądnej i odpowiedzialnej za państwo opozycji jest próbować to na rządzących wymusić, używając wszelkich dostępnych jej środków. Od perswazji po zachowanie przy prezydenckich wetach. Mając za małą siłę, by rządzić, lewica ma jej dość, by pogonić rządzących do roboty. Wyborcy to docenią.

Wydanie: 1/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy