Dobrzy i źli na Bałkanach

Dobrzy i źli na Bałkanach

Proces rozpadu Jugosławii zdaje się nie mieć końca. Podobnie jak końca nie ma mieszanie się państw zewnętrznych w sytuację na Bałkanach. Czy Polska musiała dołączyć do tego świata egoistycznych interesów i hipokryzji? Czy musiała przystawiać akceptującą pieczątkę na bezprawnej, jednostronnie ogłoszonej niepodległości Kosowa? Właśnie Polska, która miała tyle kłopotów z uznaniem naszych granic i która przez dziesiątki lat opierała swoją politykę zagraniczną na zasadzie, że granice państwowe po II wojnie światowej są w Europie nienaruszalne. Cóż się takiego stało, by wspierać twór mniejszy od województwa świętokrzyskiego, z 45-procentowym bezrobociem i PKB na poziomie Ruandy. Twór przeżarty mafią specjalizującą się w przemycie ludzi, towarów, broni i narkotyków. Żyjący z dotacji Unii Europejskiej. Od 1999 r. Kosowo dostało 2,4 mld euro, a teraz trzeba będzie takich dotacji na poziomie 6-8 mld euro rocznie.
Hipokryzja polityków UE jest szczególnie widoczna w tłumaczeniu ostatnich decyzji w sprawie Kosowa. Gołym okiem widać przecież, że Bałkany od kilku lat zmieniają się w kierunku całkowicie odwrotnym od tego, który preferuje Europa. Gdy Unia systematycznie rozszerza się na nowe kraje i znosi granice, to Bałkany obrastają w nowe, coraz mniejsze quasi-państwa i szlabany graniczne. Po co? Gdy i tak wszyscy mają kiedyś trafić do Unii. Na razie mogą sobie przemyśleć, kogo i jakie zasady w Unii obowiązują. Słyszą przecież jednym uchem, że Unia zdecydowanie i stanowczo potępia wszelkie nacjonalizmy, a drugim, że ta sama Unia uznaje nacjonalizm Albańczyków z Kosowa. Czyli w istocie ideę budowy Wielkiej Albanii. Eksperymentowanie na Bałkanach ma miejsce, mimo że na świecie jest ok. 2,5 tys. miejsc, w których tlą się lokalne konflikty religijne, narodowościowe i etniczne. To jest zachowanie nieodpowiedzialne i zwyczajnie niemądre. Motorem napędowym dla Kosowa były i są USA, które najbardziej i, jak widać, najskuteczniej zachęcały do ogłoszenia niepodległości. Kosowarzy kochają Amerykę i uważają się za przyczółek USA. Ciekawe więc, czy jako najwięksi dziś w Europie przyjaciele Stanów Zjednoczonych dostaną prawo do wyjazdów bez wiz? Aż tak dalece ta miłość nie jest pewnie wzajemna.
Źle się stało, że Polska zdecydowała się na tak pośpieszny ruch z uznaniem Kosowa. Że nie zadano sobie trudu kontaktu z Serbią mimo sympatii, jaką dla Polski mają elity serbskie, często znające nasz kraj z czasu studiów. Że nie wzięto pod uwagę apeli opozycji, argumentów prawnomiędzynarodowych i ekonomicznych.
Rację miał prezydent Kaczyński, apelujący o powściągliwość i lepiej od premiera i ministra spraw zagranicznych rozumiejący konsekwencje tej decyzji. Decyzji, która sprawia wrażeniem podjętej pod naciskiem i niesuwerennej. Nasze działania i decyzje w sprawach bałkańskich pokazują, że droga do profesjonalnej i skutecznej dyplomacji jest jeszcze bardzo długa. Mimo to może jeszcze zdążymy taką dyplomację zbudować, bo wiele wskazuje na to, że niepodległość Kosowa to nie koniec kłopotów na Bałkanach, a tylko początek nowych. Ze złych rozwiązań wybrano wariant najgorszy. Ruchy separatystyczne dostały nowy, silny impuls. Szkoda, że płynie on także z Polski.

Wydanie: 10/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy