Pogrywanie z najsłabszymi

Pogrywanie z najsłabszymi

Jakim trzeba być bucem i prymitywnym chamem, by jak ważny polityk PO dopatrywać się w protestach rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych knowań politycznych. Państwo rządzone przez partię prawicową, skutecznie zasysającą polityków lewicowych, abdykowało wobec wszystkich najsłabszych grup społecznych. Nawet już nie jestem ciekaw, jak się czują politycy kiedyś lewicowi, którzy poszli do PO w zamian za intratne posady. Bo jak można się czuć, przechodząc obok koczujących w Sejmie rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych? Albo tłumacząc w mediach, jak sensowne jest przyciąganie do PO tak egzotycznych ultraprawicowych wędrowników jak Michał Kamiński czy Roman Giertych? Zero wstydu i zero więzi z tymi, których kiedyś obiecywali reprezentować. To zaprzaństwo zostało zapamiętane i niestety obciąża nie ich, ale SLD. A że w Sojuszu doszła do głosu generacja podobnych, tylko o wiele młodszych cyników, to mamy, co widać. Od razu też dodam, że znam w tej partii wielu ideowych i sensownych ludzi. Pytany zaś na spotkaniach z czytelnikami o sytuację po lewej stronie, mogę tylko ubolewać, że w takich uwarunkowaniach, w jakich znajduje się dziś państwo, lewica z powodu głównie ambicji personalnych nie potrafi być alternatywą dla dwóch partii prawicowych.
Widok zdesperowanych dorosłych i przerażonych chorych dzieci, próbujących w Sejmie doprosić się realizacji obietnic składanych im przez premiera Tuska od 2009 r., to niepokazywana na co dzień twarz Polski. Tej schowanej przed mediami opłacanymi z kasy państwa. Tej wstydliwej dla świeżej daty Europejczyków i nowego jaśniepaństwa. Tej roszczeniowej szarańczy, jak mówi wielu polskich kapitalistów uważających, że państwo zbyt wiele wydaje na biednych, chorych i bezrobotnych. Ta coraz liczniejsza Polska zrobi kiedyś niedbającemu o nią państwu to, co tak chwalimy w Kijowie.
Protestujący w Sejmie idą przez życie z bagażem ogromnych problemów. Odsyłani od urzędu do urzędu dostają zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 153 zł. Od ośmiu lat niewaloryzowany. Widzę, że setki tysięcy polskich rodzin są traktowane przez własne państwo podobnie jak afrykańscy uchodźcy docierający do granic Włoch czy Hiszpanii. Tam Europa skutecznie zamyka się przed dopływającą do niej biedą. U nas świat władzy też kompletnie rozjechał się ze światem, który od państwa oczekuje pomocy i wsparcia. W pełni podpisuję się więc pod słowami koczującej na sejmowym korytarzu matki cierpiącego na porażenie mózgowe 19-letniego Kuby. „To wstyd i hańba dla polskiego rządu, że nie robi nic, by pomóc najsłabszej grupie społecznej. Tylko ludzie bez czci, honoru i godności nie spełniają publicznie składanych obietnic”.
Stosunek do państwa przypomina wielki zbiornik. Nasz jest już po brzegi wypełniony poczuciem krzywdy wielu grup społecznych. Tylko dureń będzie więc się dziwił, gdy to, co w nim jest, wyleje się na ulice.

Wydanie: 13/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy