Słońce na północy

Słońce na północy

Jakoś tak wylądowałem w Nowym Jorku – było to dość dawno – że przez dziesięć dni miałem poczucie, że północ jest na południu, a południe na północy i ani żona, ani słońce, które świeciło na północy, nie wyprowadziły mnie z tego złudzenia. Według Biblii król Dawid był ojcem króla Salomona, ale zaledwie zamknę Biblię – a bywa ona u mnie nieotwierana i przez piętnaście lat – wraca mi głębokie przeświadczenie, że to Salomon był ojcem Dawida, a nie odwrotnie. Może to zrozumialsze niż mylenie południa z północą; najsławniejsze wizerunki przedstawiają Salomona jako człowieka starego, a Dawida w postaci młodzieńca. Obraz ma przewagę nad słowem pisanym.
Podobne stany umysłu nie są tak rzadkie, jak można by przypuszczać. Marek Jurek, polityk pryncypialista, jest z wykształcenia historykiem, jak wielu z mącących dziś w narodowej kadzi. Mimo to w artykule o księciu Adamie Czartoryskim („Gość Niedzielny”, 22 maja) pisze, że ten znakomity mąż stanu był „prekursorem zachodniej orientacji polityki polskiej”. Marek Jurek pomylił północ z południem. Adam Czartoryski był reprezentantem orientacji prorosyjskiej, nikt temu do tej pory nie zaprzeczał i tej oczywistości nie podważał. Jurek prawdopodobnie za podstawę swego sądu bierze fakt, że po klęsce powstania listopadowego Adam Czartoryski, jak tysiące aktywnych w powstaniu, musiał z Polski uciekać i przez trzydzieści lat przebywał we Francji. Uciekać na Zachód to jeszcze nie znaczy być zwolennikiem czy prekursorem zachodniej orientacji. Uciekali na Zachód także Rosjanie niebędący entuzjastami Zachodu, jak Hercen w wieku XIX czy Sołżenicyn w naszych czasach. Woleli na Zachodzie przebywać nawet piewcy uniwersalnej misji Rosji, jak wielki poeta Tiutczew, który niezmiernie kochał Rosję, ale wolał pełnić funkcje dyplomatyczne jak najdłużej daleko od jej granic.
Jako emigrant Adam Czartoryski zrobił dla Polski więcej niż jakikolwiek polski emigrant kiedykolwiek. Dzięki osobistym stosunkom i prestiżowi byłego ministra cara Aleksandra I mógł uprawiać coś w rodzaju dyplomacji, nie mając żadnych innych atutów. Stworzył ośrodek polskiej propagandy, jej oddziaływanie było rzeczywiste i dość rozległe. W rewolucji 1848 roku we Francji sprawa polska była jedną z zapalnych kwestii. Może się to wydawać dziwne, ale tak było. Współpracownicy księcia starali się dotrzeć do wiele znaczących malkontentów politycznych Europy, także do rewolucjonistów, siostrzeniec księcia Władysław Zamoyski nawiązał kontakt z samym Karolem Marksem. Krąg Czartoryskiego także pod względem towarzyskim musiał się cieszyć w Paryżu dużym uznaniem, skoro Gustaw Flaubert w powieści „Szkoła uczuć” wśród znaczących wydarzeń wymienia bale dobroczynne w Hotelu Lambert.
Los, inaczej mówiąc: ciąg przypadków, sprowadził księcia Czartoryskiego do Francji, a nie zachodnia orientacja. Wówczas gdy uprawiał realną politykę, a nie „napowietrzną” dyplomację przymusowego emigranta, i mógł wybierać, orientację miał wyraźnie jednoznacznie prorosyjską. Na dwór Katarzyny II przybyli młodzi bracia Czartoryscy w celu odzyskania zasekwestrowanych majątków. Było to niełatwe zadanie. Ich opiekunem, bardzo podobno serdecznym, był dawny ambasador w Warszawie książę Repnin, korzystali także z rad Ksawerego Branickiego, targowiczanina, męża siostrzenicy sławnego Potiomkina. Przed audiencją u Katarzyny nieco niespokojni pytali Branickiego, czy mają imperatorową w rękę pocałować. Ten odpowiedział, o czym Czartoryski pisze w pamiętnikach: możecie ją pocałować nawet w d… jeżeli tego trzeba, aby wam majątki zwróciła.
Później, pełniąc obowiązki ministra spraw zagranicznych Rosji, Adam Czartoryski będzie należał do najbardziej antynapoleońskich współpracowników cesarza Aleksandra. Polacy w tamtym czasie są nieomal jednomyślni w kulcie Napoleona. Gdy powstało Księstwo Warszawskie, Czartoryski będzie się starał przeciągnąć księcia Józefa Poniatowskiego i wojsko polskie na stronę Rosji. Na Kongresie Wiedeńskim znajduje się w ekipie cara Aleksandra i razem z nim układa konstytucję Królestwa Polskiego. Przytaczam te fakty, jakby trzeba było uzasadniać oczywistość, jakby można było komuś wyperswadować przekonanie, które wmówił sobie z powodów niemerytorycznych.
O ile działalność emigracyjna księcia Adama wynikała z braku wyboru, to jego polityka prorosyjska (i w imię Rosji prowadzona) była świadomym wyborem opartym, jak się dziś mówi, na wartościach, czyli ideowo motywowanym. „Nie do końca prawdziwe” – że się posłużę jeszcze jednym wynalazkiem współczesnej polszczyzny – jest twierdzenie Marka Jurka, że Czartoryski był „reprezentantem politycznego realizmu”. To zupełnie inna tradycja i inna szkoła politycznego myślenia – nie powiem, że romantyczna, lecz etycystyczna, o czym świadczą m.in. traktaty polityczne Czartoryskiego.

Dziennikarka „Gazety Wyborczej” pisze – biedny ten PRL, nie przestają na niego zwalać się ciężkie zarzuty – że Henryk Bergson, jeden z większych filozofów XX w., laureat Nobla za piękny styl swoich traktatów, nie był dobrze widziany w PRL. Źle widziany, dobrze widziany – zależy przez kogo. Marksiści, kapłani wówczas uprzywilejowanej religii, źle go widzieli, ale żeby było wiadomo, kogo źle widzą, wydali jego najsławniejsze dzieło „Ewolucję Twórczą” i inne pisma (m.in. w tłumaczeniu Pawła Beylina) oraz wpisywali jego filozofię do uniwersyteckich wykładów, tak że niewielu było studentów, którzy by o nim czegoś nie wiedzieli. Byłem promotorem pracy doktorskiej w części poświęconej Bergsonowi. Dziś o Bergsonie ani nie piszą, ani go wydają (poza jedną książką nieczytelną w tym tłumaczeniu). Prześladuję autorkę za drobiazg, bo sam się czuję prześladowany setkami i chyba już tysiącami takich drobiazgów. Jeden wielki kapłan – profesor mówi, że w PRL zabroniono wydawać Kartezjusza i Platona, chociaż musiał wiedzieć, że wydawano ich dzieła w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Drugi mówi, że „Etykę Nikomachejską” Arystotelesa studiował w konspiracji. Na tym polegała specyfika ucisku umysłowego, że cenzurowano wszystko, gazety i bilety tramwajowe, ale z najwybitniejszymi dziełami myśli Zachodu, które
są podstawą europejskiej cywilizacji, każdy mógł, a student musiał się zaznajomić. Czy wolność umysłowa rzeczywiście aż tak bardzo ucierpiała z powodu cenzurowania gazet i biletów tramwajowych?
Przypomniało mi się, że ta sama dziennikarka, która boleje nad złym traktowaniem Bergsona w PRL, poprawiła dydaktycznie postępowanie Krzysztofa Radziwiłła, znowu księcia, ojca Anny, wiadomo której. Napisała mianowicie, że sprawował funkcję w rządzie londyńskim. Może powinno było tak być, było jednak inaczej. Po powrocie do Polski z obozu koncentracyjnego Krzysztof Radziwiłł objął wysoki urząd w rządzie Bierutowskim, był też posłem na sejm konstytucyjny, a więc uczestniczył niejako przy narodzinach PRL. Nie był do takiej roli stworzony, nikt temu nie przeczy.

Piszącym na tematy historyczne – czy to pod wpływem IPN, czy ducha czasu – północ wydaje się południem, południe północą.

Wydanie: 26/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy