Big Brother Kaczyńskiego

Big Brother Kaczyńskiego

Najważniejszy polski polityk, lider partii rządzącej, ujawnił z trybuny sejmowej, że samochód, w którym do tej pory siedział sobie wygodnie na tylnym siedzeniu i którym wiózł swoją ekipę do IV RP, nie ma silnika. Ma wszystko, ale silnika akurat nie. To by wiele tłumaczyło. Okazuje się, że od września stoimy w miejscu, a jacyś faceci, biegając pod oknami i zmieniając plansze, wywołują złudzenie, że gdzieś jedziemy. Zamiast kierowców bolidów goniących Europę mamy iluzjonistów. Zamiast świata realnych problemów mamy mistyfikację i tematy zastępcze. Zamiast prawdy mamy krótkonogie kłamstwa i demagogię. Ten bolesny stan rzeczy bardzo powoli przebija się do świadomości społecznej. Powoli, bo ciągle wielu Polaków ma złudzenia, że w tym całym szaleństwie jest jakiś dobry, choć tajemny plan.
Jeszcze wierzą. Jeszcze myślą, że byłoby im lepiej, gdyby nie wszechwładna moc układu i spisków przeciwko PiS. Że jak tylko rozbity zostanie układ, to PiS zajmie się bezrobociem, służbą zdrowia, drogami itd. Tyle że tej wiary zaczyna ubywać, wkrada się zwątpienie, pewno nie bez udziału diabolicznego układu, i nie chciałbym być w skórze lidera PiS, gdy ludzie zobaczą, że król jest nagi. Że zamiast realnego życia zafundowano im nową wersję „Big Brothera”. A oni dalej żyją marnie.
Kibice piłkarscy wiedzą, że bywają bardzo utalentowani piłkarze, świetni technicznie i kochani przez widzów. Same zalety i jedna, za to straszna, wada. Nie potrafią grać zespołowo. Jak dostaną piłkę, to tak długo dryblują, aż zakiwają się na śmierć. Bezproduktywni efekciarze. Goli z ich gry nie ma.
Jarosław Kaczyński zdobył piłkę i od wyborów jej nie wypuszcza. Tak się zapętlił, że może już nie pamięta, gdzie jest bramka. Piłki nie odda, ale może dopuści kogoś do gry.
We wrześniu miał jeszcze przed sobą wiele możliwości. Pół roku wystarczyło, by skutecznie je polikwidować. Jakie ma pole manewru? Kto mu pomoże uruchomić pojazd? PO lub Samoobrona? Rządu PiS z PO po tych wszystkich przejściach rozumny człowiek nie jest w stanie pojąć. A do rządu PiS z Samoobroną nie chcą dopuścić przede wszystkim politycy PO i związane z nimi media. Ten wariant jest najostrzej krytykowany, bo taka koalicja mogłaby przetrwać aż do 2009 r. A tyle lat w opozycji mogłoby być dla PO zbyt ryzykowną próbą. Swojej szansy PO będzie szukała w wyborach, których termin sama spróbuje wyznaczyć.
Na chwilę przed świętami dość nieoczekiwanie w najlepszej sytuacji znalazł się Andrzej Lepper. Większość Polaków pozytywnie oceniła jego nowy image. Coraz wytrawniej radzi sobie też z konkurencją mimo braku takiego zaplecza kadrowego, doradców i życzliwości mediów, jakim dysponują inne partie.

Wydanie: 15/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy