Czy Polacy są narodem politycznie łatwowiernym?

Czy Polacy są narodem politycznie łatwowiernym?

Prof. Janusz Tazbir,
historyk
Trudno powiedzieć, by na przestrzeni wieków byli szczególnie łatwowierni albo też wyjątkowo nieufni politycznie. Są przykłady na jedno i na drugie. W czasach bardziej współczesnych też różnie to bywało, bo np. w 1939 r. Polacy wierzyli święcie, że Zachód przyjdzie Polsce z pomocą, a Niemcy zostaną szybko pokonane. Potem żałowali tej wiary. Czy łatwowierność trwa? Nie wierzę w niezmienny charakter narodowy.

Prof. Stanisław Mika,
psycholog społeczny
Nasze doświadczenia historyczne skłaniają ku lekkiemu niedowiarstwu. Dotyczy to nie wszystkich, lecz bardziej wykształconych i zdolnych do refleksji. Ale czasami stajemy się łatwowierni, zwłaszcza gdy się czymś bardzo emocjonujemy albo gdy nam coś grozi. Pamiętam dosyć dobrze, gdy w 1939 r. padło hasło: „Nie oddamy ani guzika”. Było to głupie hasło, ale wciąż powtarzane sprawiło, że ludzie oddawali nawet złote obrączki, aby wzmocnić naszą armię, choć to już nic nie dało. Jesteśmy łatwowierni, gdy udaje się wywołać w nas emocje. Służą temu odpowiednie techniki, np. profesjonalnie przygotowane wielkie przedwyborcze spotkania, z głośną muzyką i długonogimi panienkami. Podobnie do innych narodów potrafimy być łatwowierni, gdy nam na czymś bardzo zależy. Np. pragniemy, by mecz wygrała Polska. Naszym graczom przypisujemy wtedy same pozytywne cechy, a przeciwnikom – negatywne. Media niestety to utrwalają, a potem jest szok. I zamiast otwarcie powiedzieć, że byliśmy gorsi, zrzucamy winę na sędziego, na dietę, pogodę itd. Łatwowierność może być pozytywna, umacniająca nasze przekonania, ale i negatywna, gdy naszym przeciwnikom przypisujemy same złe cechy.

Prof. Lech Zdybel,
filozofia, etyka, socjologia
Myślę, że jest to łatwowierność, ale nieco innego rodzaju. Otóż naiwnie wierzymy, że istnieje jakaś zbiorowa mądrość (wola ludu), a system demokratyczny pozwala tej mądrości wybrać najlepszych (najlepiej nadających się do sprawowania władzy) – jak nie tym razem, to następnym. Wreszcie uda się wybrać takich, którzy obietnice swoje spełnią. Nie ma u nas tej powszechnej świadomości, że istota demokracji polega na czym innym – po pierwsze na tym, iż ta mądrość ostatecznie wybierze ludzi reprezentujących intelektualną i moralną „przeciętność”; po drugie chodzi o to, żeby tym ludziom dać jak najmniej szans (przez system społecznej kontroli) na popełnianie intelektualnych głupstw i moralnych nieprawości. I tyle. Na system polityczny, w którym władzę sprawują najlepsi z najlepszych, starożytni Grecy (twórcy demokracji) mieli zaś inną nazwę – arystokracja, rządy „godnych”, „szlachetnych”.

Ks. prof. Antoni Lewek,
dyrektor Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa, UKSW
Może niektórzy Polacy są trochę łatwowierni, ale niektórzy wcale, a jeszcze innych obietnice wyborcze wręcz irytują. Chodzi tutaj o obietnice ulubionej partii, bo ludzie wierzą w partię, nie tyle w programy, ile w człowieka, który tej partii przewodzi. Ale wśród zwolenników danej partii jedni jej wierzą w dużym stopniu, inni mają wątpliwości. Wielu traktuje to jako ogólnonarodowe życzenie, nie tylko wierzą, ale życzą sobie, aby tak było, jak głosi obietnica. Istotne jest też, co jest przedmiotem obietnicy. Co innego, jeśli chodzi o wartość ogólnonarodową, co innego, gdy osobistą, inaczej się wtedy do takiej obietnicy podchodzi. Osobiście jestem dosyć krytyczny, szczególnie w stosunku do tego, co głoszą media, bo robią więcej zamieszania, niż sytuacja tego wymaga.

Roman Bratny,
pisarz
Są narodem łatwowiernym, ale w tym samym stopniu co każdy inny naród. No, może niemal każdy inny naród.

Marek Nowakowski,
pisarz
Myślę, że Polacy mogą być łatwowierni, bo przez tyle lat żyli w indoktrynacji w PRL, poddawani różnym naciskom i prowadzeni za rączkę. Potem z kolei zostali poddani władztwu medialnemu w III Rzeczypospolitej, byli tumanieni różnymi priorytetami, patronami, kampaniami i absurdalnymi argumentami. Z tego powodu chyba nie mają wyostrzonej świadomości krytycznej, biorą większość rzeczy tak, jak im się podaje, i to chyba prowadzi do wielkiej politycznej łatwowierności.

Jerzy Urban,
redaktor naczelny tygodnika „NIE”
Nie uważam, by byli politycznie łatwowierni. Statystyczna większość w długich okresach przejawia racjonalizm polityczny. Polacy byli łatwowierni wtedy, kiedy naród obywatelski stanowiło tylko parę procent ogółu, ale wraz ze wzrostem wykształcenia i poszerzaniem się zakresu uczestnictwa w życiu publicznym to się zmieniło. Niekiedy Polacy dają się uwieść różnym przesądom i fałszom na krótki czas. Doraźnie są łatwi do oszukiwania, ale długofalowo wracają do równowagi i odrzucają skrajności.

Prof. Piotr Pawełczyk,
socjolog polityki, UAM
Jeśli za łatwowierność przyjąć łatwe uleganie wpływom, argumentom nieracjonalnym i emocjom, to jesteśmy narodem łatwowiernym. Wynika to zapewne z braku doświadczenia demokratycznego. Kilkanaście lat to za mało. To musi trwać od dzieciństwa, tymczasem nawet wybory w samorządzie klasowym w szkole albo na starostę roku na studiach traktuje się z reguły jako zło konieczne. W społeczeństwach bardziej obytych z demokracją, np. w USA, już bardzo młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że wszystkie wybory własnych przedstawicieli są szkołą kształtowania postaw obywatelskich. Rozumieją, że w efekcie tego będzie im lepiej lub gorzej. Na naszą łatwowierność składają się też kompleksy powodujące, że jeśli ktoś nie ma skrupułów i chce to wykorzystywać, to natrafi na podatność, bo pomogą mu stereotypy, np. zastaw się, a postaw się, albo romantyczne przekonania, że zostaliśmy skrzywdzeni. W Polakach wciąż tkwią instynkty generujące pozytywne emocje wobec członków własnej grupy i wrogość wobec obcych. W czasach paleolitu, społeczeństwa plemiennego to się sprawdziło, dziś ogromnie przeszkadza w racjonalnym rozwoju społecznym.

Wydanie: 38/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy