Polityczna proza i poezja

Rozmawiałem ostatnio z dziennikarzami dwóch niemieckich miesięczników, którzy specjalnie przyjechali w tym celu do Krakowa. Jeden z nich to „Cicero”: magazyn poświęcony kulturze politycznej, wydawany w nakładzie 60 tys. egzemplarzy. Drugi, zatytułowany „Galore”, umieszcza wyłącznie wywiady i osiąga nakład 150 tys., co wywołało we mnie uczucie zazdrości, ponieważ jestem pewien, że próba wydawania analogicznego periodyku w Polsce zakończyłaby się spektakularną klapą.
Listopadowy numer „Cicero” przynosi kilka artykułów, które mogą zainteresować również polskiego czytelnika. Interesująca jest rozmowa z profesorem o nazwisku Paul Kirchhof, nazywanym niegdyś ostatnią nadzieją niemieckiej gospodarki. Miał on zostać ministrem finansów w rządzie pani Merkel. Jego koncepcja reformy systemu finansowego oparta była na kilku prostych założeniach: cięcia rozdętych wydatków budżetowych, likwidacji niezliczonych ulg podatkowych oraz wprowadzenia jednolitej, 25-procentowej stawki dla wszystkich podatników. Zawodowi politycy spod znaku kanclerza Schrödera wygryźli jednak naukowca z Heidelbergu razem z jego podatkiem liniowym, insynuując, że projekt jego oznacza niszczenie ludzi. Jeden z bardziej zagorzałych polemistów określił go mianem „Rohrkraepierer”, czyli pocisku, który eksplodując w lufie, niszczy działo. W swoim wywiadzie Kirchhof wyznaje, że próba wkroczenia w politykę była dla niego ciekawym i pouczającym doświadczeniem: rządzącym nie chodzi wcale o uzdrowienie państwa, lecz wyłącznie o władzę. Byłby jednak gotów ponownie stanąć w szranki, gdyby nadarzyła się okazja.
Z kolei magazyn „Cicero” zamieszcza ulubione wiersze czołowych polityków Niemiec: zarówno obecnego, jak i byłego kanclerza. Pani Merkel zadeklamowała Hessego, a Schröder popisał się utworem Rilkego o jesieni. Warto byłoby, jak sądzę, zaproponować naszym głównym postaciom ze sceny politycznej, czyli Kaczyńskim, Lepperowi oraz Giertychowi, aby i oni wyrecytowali jakieś wiersze, które znają na pamięć. Od czasu wszakże, kiedy Józef Piłsudski wygłosił fragment słynnego wiersza Słowackiego, obyczaj ów zmarł bezpotomnie w naszej klasie politycznej i należy się obawiać, że takie żądanie, uznane za warunek politycznej kariery, okazałoby się barierą nie do przeskoczenia zarówno dla wspomnianych, jak i większości przedstawicieli naszej klasy politycznej. Na tym lepiej już moją ponurą refleksję zamknąć.

17 listopada 2005

 

Wydanie: 47/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy