Polityka historyczna, czyli manipulowanie historią

Polityka historyczna, czyli manipulowanie historią

Lansując jedyny słuszny obraz przeszłości, zwolennicy polityki historycznej przyczyniają się do wzrostu nietolerancji

Od pewnego czasu, a ostatnio po zwycięstwie wyborczym prezydenta Andrzeja Dudy i w kampanii wyborczej do parlamentu, coraz częściej w ustach polityków prawicowych pojawia się pojęcie polityka historyczna. Również prawicowe media raczą nas tym pojęciem, jako pożądanym kierunkiem działania polityków, realizacji programów edukacyjnych i kształtowania świadomości historycznej Polaków.
Określenie polityka historyczna istnieje także w innych językach, m.in. w angielskim (Political History) i w niemieckim (Geschichtspolitik). Jednak zarówno w Niemczech, jak i w Stanach Zjednoczonych polityka historyczna jest częścią składową politologii, służy analizom idei, wydarzeń i funkcjonowania systemów politycznych. Nie odgrywa w tych krajach wiodącej roli ani w badaniach naukowych, ani w procesie dydaktycznym.
W Polsce natomiast polityka historyczna w ciągu ostatniego ćwierćwiecza znalazła się w obiegu i lansowana jest przede wszystkim przez środowiska prawicowo-nacjonalistyczne. Stała się próbą narzucenia Polakom własnego obrazu historii do realizacji doraźnych celów politycznych, nie tylko metodą kształtowania określonej świadomości historycznej, ale i narzędziem działalności politycznej. Już przed laty Paweł Jasienica w pracy „Rozważania o wojnie domowej” pisał, że „rządzenie wiedzą o przeszłości zalicza się do znanych i w gorzej niż smutny sposób skutecznych środków kierowania teraźniejszością”. Władysław Bartoszewski zaś mówił, że historię należy znać i o niej pamiętać, lecz nie można wikłać jej w politykę. Słusznie ostatnio pisali Mariusz Janicki i Wiesław Władyka, że „samo pojęcie »polityka historyczna« jest w swoim najgłębszym sensie szkodliwe i konfliktogenne” („Polityka”, 23-29.09.2015 r.).
Polityka historyczna w wydaniu polskim to pojęcie kontrowersyjne i wywołujące wiele emocji. Termin ten odnosi się do dwóch rzeczy: polityki i historii. Nie są one tożsame i różnią się zasadniczo. Polityka jest związana przede wszystkim z dniem dzisiejszym i skierowana ku przyszłości. Od polityki oczekujemy rozwiązywania problemów tu i teraz oraz wytyczania drogi rozwoju np. kraju w najbliższej przyszłości.
Historia natomiast jest nauką, najogólniej rzecz ujmując, o przeszłości, uprządkowaniem faktów, formułowaniem prawidłowości i przedstawieniem obiektywnych wniosków niepodporządkowanych koniunkturalnym interesom politycznym. W interpretacji faktów mogą się pojawiać i pojawiają się różnice. To naturalne, a nawet intelektualnie pożądane. Natomiast interpretacja historyczna zdarzeń nie może być narzucana przez aktualnie rządzących, jak to miało miejsce w czasach PRL i jak chcą zrobić obecni zwolennicy polityki historycznej w Polsce.
Pamiętam charakterystyczne zdarzenia z czasów, kiedy byłem posłem. Odbywała się debata na temat walk z podziemiem politycznym w pierwszych latach po II wojnie światowej. Przed debatą rozmawiałem w kuluarach z pewnym politykiem prawicy (do dzisiaj jest w Sejmie) i okazało się, że mieliśmy podobną ocenę zdarzeń. W czasie debaty ów poseł wystąpił i mówił zupełnie coś innego aniżeli we wcześniejszej rozmowie ze mną. Kiedy zszedł z trybuny, podszedłem do niego i wyraziłem zdziwienie z tego powodu. „Chyba rozumiesz, to przecież polityka”, powiedział. Otóż nie rozumiem. Nie mam dwóch różnych poglądów na ten sam temat: jednego na użytek własny, a drugiego na użytek publiczny. W ciągu 15-letniego pobytu w Sejmie i w Senacie wielokrotnie stykałem się z taką schizofrenią poglądów ze strony parlamentarzystów prawicy.
Historia jest samodzielną dyscypliną naukową, podobnie jak matematyka, biologia czy socjologia. Czy ktoś wyobraża sobie pojęcie polityki matematycznej, polityki biologicznej czy polityki socjologicznej? Polityka historyczna jest więc próbą manipulacji politycznej, próbą podporządkowania historii określonym interesom politycznym i narzucenia jednej, tendencyjnej, prawicowej interpretacji przeszłości. Tą drogą prawica chce indoktrynować całe pokolenia Polaków poprzez zmiany programowe w nauczaniu historii w szkolnictwie wszystkich szczebli. Jak zauważył dr hab. Piotr Laskowski (PRZEGLĄD, 3-9.08.2015), polityka historyczna oznacza „opowiadanie o przeszłości z perspektywy władzy. Polityka historyczna służy legitymizacji i reprodukcji panujących stosunków władzy, dyscyplinowaniu tych, którzy są władzy poddani. Trzeba przy tym zaznaczyć, że politykę historyczną mogą uprawiać – chętnie to robią – także ci, którzy aktualnie władzy nie sprawują. Przeszłość staje się wówczas narzędziem w walce o władzę”.
Polityka historyczna ma na celu nadanie większej wiarygodności polityce prawdy, skoro może ona się powołać na sprawdzone w przeszłości doświadczenie. Lansując jedyny słuszny obraz przeszłości, zwolennicy polityki historycznej przyczyniają się do wzrostu nietolerancji i wybiórczego traktowania faktów historycznych, wyrządzając tym samym ogromną szkodę nauce, jaką jest historia.
Zwolennicy polityki historycznej w Polsce posługują się nią do określonych celów politycznych, zawładnięcia pamięcią historyczną Polaków, narzucenia własnej interpretacji przeszłości historycznej i wybiórczego traktowania faktów.
Najbardziej widocznym instrumentem realizacji polityki historycznej jest w Polsce IPN z jego polityką lustracji, publikacji, tzw. działalności oświatowej. Narzędziem realizacji określonej polityki historycznej jest niszczenie jednych pomników i budowa drugich, zmienianie nazw ulic i placów, tworzenie nowych muzeów, izb pamięci, celebrowanie określonych rocznic. Również polityce historycznej próbuje się podporządkować w naszym kraju programy edukacyjne, a nawet badania naukowe. Różnym placówkom publicznym nadaje się patronów reprezentujących „słuszne” wartości i tradycje.
Częścią składową polityki historycznej, zwłaszcza w wykonaniu IPN oraz lokalnych władz opanowanych przez prawicę nacjonalistyczną, jest systematyczne eliminowanie śladów tradycji i pamiątek związanych z lewicą. Wszystko to, jak pisał Andrzej Romanowski, dzieje się pod hasłem „przywracania pamięci”. Od siebie dodam: pamięci wybiórczej, selektywnej. Podzielam też pogląd Tomasza Merty, że polityka historyczna jest przeciwieństwem prawdy historycznej.
Można więc powiedzieć, że polityka historyczna w wydaniu polskiej prawicy to manipulowanie historią dla aktualnych interesów politycznych, instrument walki politycznej i zubażanie historii Polski poprzez ignorowanie dorobku i wkładu wielu pokoleń w budowę i rozwój Polski.

Autor jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, dyrektorem Instytutu Stosunków Międzynarodowych, był posłem na Sejm (1991-2001) i marszałkiem Senatu (2001-2005)

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy