Wielka trwoga

Wielka trwoga

Czy ktoś jeszcze pamięta, że ćwierć wieku temu obowiązek edukacji seksualnej został wpisany do ustawy nazywanej dziś kompromisem aborcyjnym?

Wydarzenia ostatnich dni przypomniały mi mało znaną piosenkę kabaretową Jana Wołka. Znikła z anten równie szybko, jak się pojawiła, bo autor szyderca zbyt boleśnie trafił w sedno plemiennej wrogości. Jej refren brzmiał: „Trwoga, ludzie, wielka trwoga / Trzeba nam wyznaczyć wroga / Bo inaczej, panie, pany / Sami się powyrzynamy”.

Trwoga wraca cyklicznie. Trzeba jej rzucać kolejne demony na pożarcie. Skąd je brać? Paliwo smoleńskie już się wypaliło. Żydokomunę międlą jeszcze Międlar z Rybakiem, ale wyznawców im nie przybywa. Nosiciele groźnych pierwotniaków, czyli uchodźcy – zużyci. Potwór gender oswojony, nie boją się go nawet dzieci. Potrzeba czegoś świeżego! I oto trafiła się świeżynka. Coś tak demonicznego, że aż prezesowi Kaczyńskiemu włosy stanęły dęba na głowie, o czym poinformowała wielką czcionką na pierwszej stronie zatrwożona „Gazeta Polska Codziennie”.

Nowy demon to seks sprzymierzony z LGBT, a wymierzony w bezbronną polską dziatwę za pomocą – cytuję prezesa Kaczyńskiego – „pewnej specyficznej socjotechniki mającej zmienić człowieka”. Kulisy tej socjotechniki prezes zapewne odsłoni w kolejnym wystąpieniu. W pierwszym, podczas regionalnej konwencji przed wyborami europejskimi, dopiero zasygnalizował wroga, opisał związane z nim włas­ne emocje i naszkicował strategię walki. Otóż wróg atakuje dzieci poprzez bardzo wczesną seksualizację. „Sam, dopóki nie przeczytałem, nie mogłem w to uwierzyć, ale to się ma zacząć od urodzenia do czwartego roku życia, a potem są kolejne okresy i im dłużej się to czyta, tym bardziej włosy dęba na głowie stają”, mówił prezes do zgromadzonych w Jasionce działaczy. Więcej szczegółów nie podał, ale zapewnił: „Będziemy mówili »nie« atakowi na dzieci. Polscy rodzice mają prawo do wychowywania własnych dzieci. To podstawowa funkcja rodziny. Nie damy się zastraszyć różnego rodzaju kampaniami. Będziemy bronić polskiej rodziny!”.

Ten wątek zdominował konwencję. Obrona praw rodziców do wychowywania dzieci znalazła się na drugim miejscu wśród 12 punktów przyjętej tam „Deklaracji Europejskiej”. „GPC” poinformowała, że Jarosław Kaczyński „jednoznacznie wyznaczył polityczny kierunek – PiS ma bronić tradycyjnych wartości i polskich rodzin”.

Zaskoczonym tą szarżą prezesa chcę zwrócić uwagę na jej prekursorów. Parę dni wcześniej przypomniał o swoim istnieniu wybrany niedawno przez PiS rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak. Zwrócił się do rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara o „wspólne podjęcie czynności w sprawie naruszenia konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”. Naruszać te prawa miała podpisana przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego deklaracja LGBT+. Pawlak też nie był pierwszy. Stał się tylko urzędową tubą Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, który już wcześniej zaatakował Trzaskowskiego. Prezes Ordo Iuris alarmował: „Prezydent Warszawy nakazuje przeprowadzenie bardzo zwulgaryzowanej edukacji seksualnej, opartej na tzw. standardach Światowej Organizacji Zdrowia, zaś wytyczne, zawarte w standardach to jest np. nauka masturbacji dzieci w wieku od czterech do sześciu lat”.

Do akcji ochoczo włączyły się aktywistki frontu obrony moralności: Krystyna Pawłowicz („Warszawiacy, coście uczynili naszym bohaterom! Wybraliście sobie na prezydenta krzewiciela komuny i macania waszych dzieci i wnuków”), Kaja Godek („To jest dokument o charakterze pedofilskim, jeżeli ktoś z pasją rozmawia z dziećmi o seksie, to jego miejsce jest w więzieniu, a nie w klasie”) i posłanka Anna Siarkowska („Trzeba ratować polskie dzieci, bo Trzaskowski pragnie uczyć przedszkolaki onanizmu!”). Oburzeniem zapałał Patryk Jaki, którego ciągle żółć zalewa z powodu przegranej z Trzaskowskim („Miliony złotych trafią do kieszeni lewicowych organizacji na realizację postulatów ideologicznych LGBT, wstyd i hańba dla Warszawy!”), szydził Paweł Kukiz („Zamiast leżakowania, zamiast spania dzieci pójdą się masturbować”).

To działa na wyobraźnię. Przecież wszyscy kochamy dzieci! Każdy gotów stanąć w ich obronie, ale… O co właściwie chodzi? O deprawację od urodzenia, jak mówił prezes Kaczyński, czy o masturbację czterolatków, jak chce inny prezes? Czy ze świętego oburzenia można uczynić paliwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego? Czy tędy ma prowadzić polska droga do zreformowania Unii w duchu chrześcijańskiego konserwatyzmu? Nim pozwolimy na zlinczowanie prezydenta Trzaskowskiego, może warto sprawdzić, jak wygląda nowy wróg zjednoczonej prawicy?

Dokument, którego pełna nazwa brzmi „Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+”, został przygotowany przez prezydenta wspólnie z przedstawicielami organizacji, które zajmują się edukacją równościową i przeciwdziałaniem homofobii. Zapisano w nim m.in. plany powołania pełnomocnika ds. równości, stworzenia hostelu dla ofiar przemocy oraz zapewnienia „adekwatnej, prowadzonej w angażujący sposób i odpowiadającej na potrzeby młodzieży edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w stołecznych szkołach, zgodnej ze standardami WHO”. Chodzi o to, żeby obraz seksualności człowieka był zgodny ze stanem wiedzy naukowej. Następnie o przeciwdziałanie homofobii i nietolerancji, z którymi dzieci spotykają się już w szkołach, nierzadko w roli ofiar. Wytłumaczenie, że inne orientacje seksualne istnieją i że nie jest to kwestia wyboru, choroby ani dewiacji. Autorzy chcą pomagać w zrozumieniu i akceptacji inności. Przekonywać do tolerancji, pokazywać dramatyczne następstwa odtrącenia. Wedle Pawlaka szczytne hasła zawarte w deklaracji to tylko pozór szlachetnych intencji, przykrywka do wprowadzenia „edukacji seksualnej, która godzi w powszechnie akceptowane w Polsce normy, tradycje, wzorce kulturowe, a także w konstytucję RP”.

Jedno jest bezsporne – prezydentowi stolicy chodzi o edukację seksualną w szkole, a nie masturbację w żłobku lub przedszkolu. Czy ktoś jeszcze pamięta, że obowiązek takiej edukacji został wpisany do ustawy, którą dziś nazywa się kompromisem aborcyjnym, ćwierć wieku temu?

Obrońcy „tradycji i wzorców kulturowych” zrobili wszystko, żeby ten zapis pozostał martwy. Ale on istnieje, a edukacji nie ma! Dzieci nie znają rzeczowych odpowiedzi na pytania o to, co się dzieje z nimi w okresie dojrzewania, jak przygotować się do inicjacji seksualnej, jakie są nowoczesne metody zapobiegania ciąży itd., itp. Rodzice nie umieją sprostać temu wyzwaniu. W Polsce nadal to, co poniżej pasa, jest grzeszne i wstydliwe. Gdy małe dziecko przejawia naturalne zainteresowanie swoją płciowością, dowiaduje się, że to coś brzydkiego i złego. Gdy nieco starsze skarży się, że ksiądz dotykał jego miejsc intymnych, zostaje ukarane za kłamstwo i świntuszenie. Bo w tradycyjnej polskiej mentalności wszystko, co ma związek z seksualnością, to świntuszenie, na które należy reagować świętym oburzeniem. Tu – oburzeniem na ofiarę przemocy, bo jej sprawca jest poza podejrzeniami.

I tak dochodzimy do standardów WHO w sprawie edukacji seksualnej. Światowej Organizacji Zdrowia chodzi o to, aby dorośli od początku i mądrze towarzyszyli dziecku w rozwoju psychofizycznym. Aby nauczyli je akceptacji własnego ciała, umiejętności wyrażania swoich potrzeb, praktykowania higieny osobistej. Aby na masturbację wieku dziecięcego, która obiektywnie istnieje, rodzice nie reagowali agresją. Dalej, co niezwykle ważne, aby dzieci wiedziały, czym jest zły dotyk. Wedle standardów WHO dzieci już w wieku czterech-sześciu lat powinny zdawać sobie sprawę z istnienia osób, które pod pozorem życzliwości mogą je skrzywdzić, a dziewięcio- czy 12-letnie powinny wiedzieć, czym jest wykorzystanie seksualne, jak go unikać i gdzie ewentualnie szukać pomocy. Po prostu – chodzi o ochronę dzieci przed pedofilią. Czy tak trudno to zrozumieć zwłaszcza teraz, gdy temat pedofilii jest obecny nawet w nauczaniu papieża?

Wystąpienie prezesa Kaczyńskiego ośmieliło środowiska skrajne do eskalacji roszczeń. Wojciech Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, zażądał, by wszyscy funkcjonariusze aparatu państwowego, od prezydenta i premiera poczynając, wydali jasne oświadczenia, w których „z całą mocą” potępią deklarację prezydenta Warszawy. „Nasz Dziennik” domaga się „natychmiastowych zmian w prawie zakazujących seksualizacji dzieci i propagandy homoseksualnej” oraz kontroli we wszystkich szkołach pod kątem ewentualnie prowadzonych tam zajęć edukacyjnych. Sprawdzenia, „czy dzieci pozostawiane były same z DEMORALIZATORAMI (podkr. moje – E.N.). Jakie treści były im przekazywane?”. Rzecznik praw dziecka w kolejnym wystąpieniu domaga się wyjaśnień, jakie są prawne podstawy deklaracji LGBT+.

Akcja przeciwko inicjatywie prezydenta Trzaskowskiego nabiera rozpędu. W mediach prawej strony można usłyszeć i przeczytać o promocji środowisk LGBT – bo tolerancja to przecież „homopropaganda”; o praniu mózgów – bo edukacja seksualna to nie edukacja, tylko instruktaż i oswajanie dzieci z patologiami; o tym, że „gejowska propaganda” prowadzi do odrzucenia heteroseksualności, a każdy gej to pedofil; o „operacji socjotechnicznej w celu osłabienia siły Kościoła pod pozorem pseudowolności”.

Odnoszę przygnębiające wrażenie, że od czasu prawnego usankcjonowania obowiązku edukacji seksualnej na początku transformacji nie zrobiliśmy ani kroku do przodu. Gorzej – cofamy się. Obecna retoryka przeciwko tej edukacji jest bardziej skrajna i obskurancka. No i płynie ze szczytów władzy. Strach się bać.

Ewa Nowakowska jest socjolożką i publicystką

Fot. Beata Zawrzel/REPORTER

Wydanie: 12/2019

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy