Retuszowanie historii

Retuszowanie historii

Zwycięstwo zostało przez Rosjan i narody radzieckie okupione stratami wielokrotnie większymi niż angielskie i amerykańskie

Bez wypowiedzenia wojny hitlerowskie Niemcy napadły 22 czerwca 1941 r. na Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, łamiąc pakt o nieagresji między tymi państwami z 23 sierpnia 1939 r. oraz podpisany tego samego dnia przez Ribbentropa i Mołotowa tajny protokół dodatkowy, uzupełniony jeszcze tajnym protokołem dodatkowym z 28 września tegoż roku. Wojna, rozpoczęta agresją III Rzeszy na Polskę 1 września 1939 r., do czego dołożyła się następnie klęska Francji, stała się wojną światową, do której po ataku Japonii na Pearl Harbor (Hawaje) włączyły się także 7 grudnia 1941 r. Stany Zjednoczone.
Francja i Wielka Brytania mogły się przeciwstawić agresji Hitlera na Polskę, tym bardziej że miały z naszym krajem zawarte układy sojusznicze, a III Rzesza, nawet po Monachium i zagarnięciu Czechosłowacji, nie mogłaby stawić czoła siłom zbrojnym państw połączonych sojuszami obronnymi. Nieudzielenie skutecznej pomocy Rzeczypospolitej, mimo wypowiedzenia Niemcom wojny przez Paryż i Londyn 3 września, spowodowało w czerwcu 1940 r. klęskę Francji, która nie chciała „umierać za Gdańsk”, i poważne zagrożenie Wielkiej Brytanii, bombardowanej przez Luftwaffe od 1 sierpnia do grudnia 1940 r. Z kolei USA były w dużo większym stopniu zaangażowane w wojnę z Japonią niż z III Rzeszą, choć wspierały materialnie i militarnie państwa koalicji antyhitlerowskiej, zwłaszcza na zachodnioeuropejskim odcinku działań zbrojnych.

Drugi front

USA działają zawsze głównie we własnym interesie. Świadczą o tym wydarzenia I wojny światowej, do której Stany przystąpiły dopiero w kwietniu 1917 r. Nie spieszyły się też z wypowiedzeniem wojny III Rzeszy po jej agresji na Polskę czy po klęsce Francji, zwlekały z udzieleniem wsparcia Wielkiej Brytanii. Licząc na pomoc ZSRR w walkach z Japonią, prezydent Franklin D. Roosevelt wiedział, że u progu 1945 r. miała ona pod bronią ogromne siły, łącznie 5,365 mln żołnierzy. Dopiero po zrzuceniu bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki na początku sierpnia 1945 r. prezydent Harry Truman nie życzył już sobie pomocy Armii Czerwonej.
Pamiętać też trzeba, że drugi front na Zachodzie został utworzony dopiero w czerwcu 1944 r., już po klęskach Wehrmachtu pod Stalingradem i na Łuku Kurskim, mimo że Stalin nalegał, by front ten powstał wcześniej, co odciążyłoby Armię Czerwoną. Nie oznacza to pomniejszania wysiłku zbrojnego aliantów zachodnich, lecz po 70 latach od zakończenia II wojny światowej nie sposób kwestionować, że decydujące znaczenie dla zwycięstwa nad III Rzeszą miały walki na froncie wschodnim. Na każdych 10 żołnierzy niemieckich poległych na wszystkich frontach w latach 1941-1945 aż ośmiu straciło życie w bitwach z Armią Czerwoną.
Nie ma żadnych poważnych argumentów pozwalających udowodnić, że decydującym zwrotem w wojnie była bitwa o Wielką Brytanię w 1940 r., kiedy obroniono ją przed atakami niemieckiego lotnictwa. Amerykańscy politycy i wojskowi twierdzą, że to militarne i materialne zaangażowanie USA doprowadziło do zwycięstwa aliantów. I Brytyjczycy, i Amerykanie pomijają fakt, że przełomowe znaczenie dla rezultatów wojny miał front wschodni. „Z pewnością Stalingrad jest (…) punktem zwrotnym w historii II wojny światowej”, stwierdził 15 lat po bitwie hitlerowski generał Erich von Manstein, chociaż jednocześnie uważał, że wojna na Wschodzie nie wydawała się jeszcze przegrana. Nie dodał, że po klęsce w bitwie pod Kurskiem III Rzesza nie miała szans uniknięcia ostatecznej kapitulacji. To ZSRR i jego siły zbrojne wniosły decydujący wkład w rozgromienie hitlerowskiego faszyzmu. Zwycięstwo zostało przez Rosjan i narody radzieckie okupione stratami wielokrotnie większymi niż te, które poniosły mocarstwa Wielkiej Koalicji – milionami zabitych żołnierzy i cywilów, zniszczeniem gospodarki. Nieprawdą są jednak prezentowane dzisiaj poglądy, jakoby dowództwo Armii Czerwonej szafowało życiem żołnierzy. Radzieckie straty na froncie były niewiele większe niż niemieckie. Kształtowały się jak 1,3 (radzieckie) do 1 (niemieckie). Należy przy tym wziąć pod uwagę, że hitlerowcy zamordowali ok. 2 mln czerwonoarmistów w obozach jenieckich i koncentracyjnych.
Jak wiadomo, agresja hitlerowskich Niemiec zaskoczyła władze państwa radzieckiego i kierownictwo WKP(b). Na polecenie Józefa Stalina do narodów ZSRR zwrócił się z apelem wicepremier i komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław M. Mołotow. W wystąpieniu radiowym z 22 czerwca 1941 r. stwierdził: „Nie po raz pierwszy naszemu narodowi przychodzi zmierzyć się z napadającym nas zuchwałym wrogiem. Swego czasu na inwazję Napoleona na Rosję nasz naród odpowiedział Wielką Wojną Ojczyźnianą i Napoleon poniósł klęskę, nastąpił jego krach. To samo stanie się z zuchwałym Hitlerem, który rozpoczął nową inwazję na nasz kraj. Armia Czerwona, a także cały nasz naród, ponownie stoczy zwycięską Wojnę Ojczyźnianą o Ojczyznę, o honor, o wolność”.
Dla prawie wszystkich narodów i narodowości ZSRR wojna z agresorem stała się Wielką Wojną Ojczyźnianą, świętą wojną. Do obrony państwa wzywała pieśń: „Wstawaj, kraju ogromny, / Wstawaj na śmiertelny bój, / Z faszystowską siłą (potęgą) ciemną, / Z przeklętą hordą”.

Trzy fronty

W ZSRR po rewolucji 1917 r., realizowaniu dogmatu o walce klasowej nasilającej się w miarę postępów w budowie socjalizmu, procesach w latach 30. XX w. oraz czystce wśród najwyższych dowódców Armii Czerwonej istniały rachunki krzywd. I podobnie jak Polacy w 1939 r., tak Rosjanie i inne narody państwa radzieckiego stanęli do obrony ojczyzny. Z uznaniem mówił o tym Józef Stalin w przemówieniu radiowym 9 maja oraz 24 maja 1945 r. podczas uroczystego przyjęcia na Kremlu na cześć dowódców Armii Czerwonej. Podkreślił, że chciałby wznieść toast za zdrowie narodu radzieckiego, a przede wszystkim narodu rosyjskiego. Z niespotykaną szczerością przyznał, że rząd popełnił wiele błędów, lecz naród rosyjski zaufał jego polityce, zdecydował się na ofiary, by zapewnić rozgromienie Niemiec. Toast zakończył słowami: „I to zaufanie narodu rosyjskiego do rządu radzieckiego było decydującą siłą, która zapewniła historyczne zwycięstwo nad wrogiem ludzkości – nad faszyzmem. Dziękuję narodowi rosyjskiemu za jego zaufanie! Wznoszę toast za zdrowie narodu rosyjskiego!”.
Wyrazem uznania dla czynów bojowych wielonarodowej Armii Czerwonej było przyznanie jej żołnierzom, oficerom, generałom i marszałkom 11 525 orderów i tytułów Bohatera Związku Radzieckiego. Największą grupę odznaczonych stanowili Rosjanie – 7998 i Ukraińcy – 2021, potem: Białorusini – 299, Tatarzy – 161, Żydzi – 107, Kazachowie – 96, Gruzini – 90, Ormianie – 89, Uzbecy – 67, Azerowie – 44, Turkmeni – 16, Litwini – 15, Tadżykowie – 15, Kirgizi – 12, Łotysze – 12, Estończycy – 9. Wśród pozostałych odznaczonych znaleźli się żołnierze wszystkich narodów i narodowości ZSRR. Tytułem Bohatera Związku Radzieckiego zostali wyróżnieni także Polacy walczący w szeregach zarówno Armii Czerwonej, jak i w 1. Dywizji
im. T. Kościuszki (po bitwie pod Lenino).
W konsekwencji ustaleń jałtańskich i poczdamskich oraz tego, że rządy krajów wyzwalanych spod niemieckiej okupacji powstawały za przyzwoleniem zwycięskich mocarstw, Polska znalazła się w strefie wpływów ZSRR. Dla Armii Czerwonej jedyna droga na Berlin prowadziła przez terytorium Polski. W zimowej ofensywie trzech radzieckich frontów w 1945 r. na naszych ziemiach walczyło ponad 2,5 mln żołnierzy. Fronty te wyzwoliły terytorium naszego kraju od Wisły do Odry. U boku Armii Czerwonej walczyła 1. Armia Wojska Polskiego utworzona na terytorium ZSRR. Jej żołnierze nosili polskie mundury – w przeciwieństwie do rodaków w siłach zbrojnych Wielkiej Brytanii, którzy umundurowani byli jak Anglicy (jedynymi wyróżnikami odrębności polskich oddziałów były naszywka z napisem POLAND oraz orzełki i stopnie wojskowe). Wyrazem lekceważenia wysiłku Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, liczących ponad 100 tys. żołnierzy, było niezaproszenie ich reprezentantów do udziału w defiladzie zwycięstwa w Londynie. Prawie zapomniano w Polsce o cierpkich słowach Winstona Churchilla, wypowiedzianych w 1945 r. do gen. Władysława Andersa, by ten zabrał swoje wojsko, już niepotrzebne Wielkiej Brytanii. Szanować zatem trzeba to (czego w Polsce się nie robi), że polskie pododdziały, walczące od 12 października 1943 r. do końca wojny u boku Armii Czerwonej, wzięły udział – bez wątpienia za wiedzą i zgodą Stalina – w uroczystej paradzie zwycięstwa na placu Czerwonym w Moskwie 24 czerwca 1945 r.
70 lat po bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy zaczęto w Polsce zastępować termin wyzwolenie pojęciami zajęcie lub wejście czy wkroczenie Armii Czerwonej, a nawet twierdzić, że naród polski dostał się pod sowiecką okupację. Polska, podobnie jak inne kraje Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, znalazła się w zewnętrznym kręgu radzieckiego supermocarstwa, była od niego w różnym stopniu uzależniona politycznie i gospodarczo. Z całą pewnością nie było jednak wejściem wyzwolenie Warszawy 17 stycznia 1945 r. Nie było to wkroczenie do pustej, zrujnowanej stolicy Polski, jak próbują to oceniać dyspozycyjni dziennikarze i niektórzy historycy. Niemcy nie ustępowali bez walki, stawiali opór na miarę ówczesnych sił i możliwości. Symbolem tego czasu i zmagań żołnierzy radzieckich i polskich z Wehrmachtem stał się pomnik Braterstwa Broni na warszawskiej Pradze. Był to monument ku czci wyzwolicieli, czerwonoarmistów i żołnierzy gen. Zygmunta Berlinga, pierwszy zbudowany w Warszawie po wojnie. Nie stawiano go pod przymusem. 70 lat po wojnie metodami administracyjnymi kręgi antyrosyjskie pragną go usunąć.
Trzeba pamiętać, że II wojny światowej nie przeżyło przeszło 6 mln obywateli polskich, w tym ok. 3 mln Żydów. Ponad 90% z tej liczby było ofiarami niemieckiego faszyzmu. Mamy jednak do czynienia z relatywizacją zbrodni hitlerowskich i eksponowaniem ponad miarę cierpienia Polaków na Kresach Wschodnich. Warto też zastanowić się głębiej nad pojęciem okupacja i pomyśleć, jaki byłby los Polaków, gdyby Armia Czerwona zatrzymała swoją ofensywę na linii Curzona.

39 narodowości

Brakiem rozwagi i ahistoryzmem jest pogląd ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, że utworzony przez III Rzeszę obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau, miejsce masowej kaźni, został wyzwolony przez żołnierzy ukraińskich. Gdyby się posługiwać pojęciem okupacja, dojdzie się do wniosku, że Ukraińcy walczący w strukturach wszystkich frontów radzieckich, a nie tylko 1. Frontu Ukraińskiego, zniewalali ziemie polskie (z wyjątkiem Oświęcimia) jako czerwonoarmiści. To chciał powiedzieć pan minister?
Żołnierze ukraińscy walczyli mężnie w szeregach Armii Czerwonej, lecz nie można pominąć tego, że oświęcimski obóz śmierci wyzwalali żołnierze 39 narodowości. W 472. pułku 100. dywizji piechoty 1. Frontu Ukraińskiego najwięcej było Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Ormian, Osetyńców i Gruzinów. Wspomniany pułk uwolnił więźniów 27 stycznia 1945 r. Świadczą o tym dokumenty z Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, w tym informacja członka Rady Wojennej 1. Frontu Ukraińskiego gen. Krainkowa sporządzona dla sekretarza KC WKP(b) G. M. Malenkowa z 29 stycznia 1945 r.
Grzegorz Schetyna zapomniał, że frontem tym dowodził Rosjanin, marsz. Iwan Koniew, a nazwa ukraiński oznaczała kierunek natarcia. Nikt orientujący się w realiach II wojny światowej nie powie, że żołnierzami 1. Frontu Białoruskiego byli głównie Białorusini, choć i oni, podobnie jak żołnierze wszystkich narodów i narodowości byłego ZSRR walczyli w formacjach wszystkich frontów nacierających na Berlin i wyzwalających ziemie polskie. Politycy III RP przywołują pamięć o Ukraińcach, lecz zapominają, że manewr marsz. Koniewa uratował od zagłady Kraków z jego zabytkami. Zapominają także, że ukraińscy politycy, zwłaszcza po pomarańczowej rewolucji, utożsamiają się z tradycją Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), ugrupowań, które kierowały eksterminacją ok. 100 tys. Polaków, w tym kobiet i dzieci, w 1943 r., określanej mianem rzezi wołyńskiej.
Nie można kwestionować, że Polskę wyzwoliła Armia Czerwona. Szacuje się, że w latach 1944-1945 na terytorium Polski poległo ok 600 tys. żołnierzy radzieckich. Liczba ta nie obejmuje 700 tys. czerwonoarmistów zmarłych w hitlerowskich obozach jenieckich i koncentracyjnych. Polacy cieszyli się z możliwości powrotu do ojczyzny i jej odbudowy, nawet jeśli nie wprowadzano w niej ustroju ich marzeń. Przestały dymić kominy krematoriów, z rozmachem rozpoczęto odbudowę kraju i jego stolicy, dzieci i młodzież rozpoczęły naukę, skarby kultury polskiej stały się własnością narodu. Nikt rozsądny nie kwestionuje, że – zwłaszcza do roku 1956 – była to wolność i demokracja mocno niekiedy reglamentowana. Polacy jednak żyli i pracowali w kraju wyzwolonym, choć niepozbawionym sprzeczności i konfliktów.

Doraźne spory

„Przeszłość – jest to dziś, tylko cokolwiek dalej…”, pisał w 1865 r. Cyprian Kamil Norwid. O tej przeszłości, wyznaczonej latami 1939–1945, pamięta dzisiaj coraz mniej ludzi. Z każdym rokiem kruszeją szeregi uczestników najkrwawszych walk w dziejach świata. Dla osób, które urodziły się po 1945 r.,
II wojna światowa jest wydarzeniem oddalającym się w świadomości i pamięci zbiorowej, jeśli nie w postępie geometrycznym, to z pewnością w arytmetycznym. Wiadomo, że tyle świadomości narodu, ile jego zbiorowej pamięci. Z tej pamięci niektórzy politycy zachodni i ich sojusznicy usiłują wymazywać fakty i prawdy o przebiegu II wojny światowej, zniekształcać je, podważać, wręcz fałszować. Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości – twierdził Józef Piłsudski – nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości. Słowa te w pełni odnoszą się także do wydarzeń sprzed 70 lat.
Wyrazem złej woli jest burzenie lub – w najlepszym wypadku – przenoszenie do skansenów pomników Armii Czerwonej. Po 1989 r. zlikwidowano ich przeszło połowę. Z powodu antyrosyjskiej fobii usunięto w Krakowie pomnik marsz. Iwana Koniewa. Więcej umiaru miały władze Sandomierza, ocalonego przez płk. Wasyla Skopenkę. Wprawdzie jego pomnik przeniesiono z centrum miasta na cmentarz żołnierzy radzieckich, lecz uznaje się jego zasługi nie jako radzieckiego, ale ukraińskiego dowódcy.
Doraźne spory polityczne nie mogą przysłaniać prawdy historycznej o Dniu Zwycięstwa. Dyskusje, gdzie należy organizować uroczystości zakończenia II wojny światowej: na Westerplatte, gdzie się zaczęła, w Londynie, Waszyngtonie albo Berlinie, są ahistoryczne. To Armia Czerwona zdobyła stolicę III Rzeszy. Próby retuszowania historii przez polityków państw NATO są zabiegiem wysoce koniunkturalnym. Prezydent III RP Bronisław Komorowski, wysuwając propozycję obchodów Dnia Zwycięstwa 8 maja br. na Westerplatte, zapewniał, że nie jest jego intencją „zepsucie Rosjanom święta militarnego”. Uznał jednocześnie, że decydujący wkład Rosji w zwycięstwo w II wojnie światowej jest „poza dyskusją”. Z kolei były prezydent Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że „czy nam się podoba, czy nie, defilada zwycięstwa na Westerplatte nie może wygrać z defiladą zwycięstwa w Moskwie”.
Uroczystości rocznicowe są walką o pamięć topniejącą z upływem lat, rozmywaną przez polityków i dyspozycyjnych historyków. Sądzą oni, że uczczenie 70. rocznicy zwycięstwa 9 maja w Moskwie oznaczałoby uznanie decydującej roli ZSRR w II wojnie światowej. Twierdzenie, że defiladą na placu Czerwonym w Dniu Zwycięstwa Kreml pragnie udowodnić światu, że to Armia Czerwona pokonała hitlerowskie Niemcy, nie wytrzymuje krytyki. Kreml nie musi niczego udowadniać. Rosjanie i narody ówczesnego ZSRR to główni bohaterowie zmagań z III Rzeszą, którzy wnieśli największy wkład w jej pokonanie.

Autor jest profesorem nauk politycznych, rektorem Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku

 

Wydanie: 19/2015

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy