Polityka mrówka

Polityka mrówka

Polska ma się zbroić. Coraz to któryś polityk proponuje zwiększenie wydatków na wojsko w budżecie o 1%, 2%, 3%… Licytacja trwa. Niekiedy ktoś przytomniejszy bąknie nieśmiało, że budżet nie jest z gumy i to, co damy armii, musimy komuś zabrać: służbie zdrowia, oświacie, opiece społecznej… Mniejsza o to, jak się Polska zbroi, kupując na dziwacznych przetargach zrupieciałe samoloty czy wozy pancerne rozpadające się po paru miesiącach. To są sprawy drugorzędne. Wiemy przecież z historii, że bywały „błędy i wypaczenia”, ale idea pozostawała słuszna. Tak jest i w tym przypadku, a każdemu, kto poważyłby się w ideę powątpiewać, zamykamy usta drobnym przestawieniem terminów, malutkim niuansem językowym. Tu przecież nie chodzi o wydatki na zbrojenia czy rozpościeranie narodowego pawiego ogona, tu chodzi o OBRONNOŚĆ. A któż by uważał, że nie trzeba bronić ojczyzny. „Polka mnie zrodziła, z jej piersi wyssałem być ojczyźnie wiernym…”. Jeżeli jednak przyjmujemy termin „obronność”, powstaje logiczne pytanie: a przed kim my się mamy bronić w tych zaawansowanych już początkach XXI w.? I tutaj właśnie dokonuje się niebywale trywialna manipulacja. Grając na kompleksach narodowych, patosach rocznicowych, IPN-owskich reinterpretacjach dziejów, mamy czuć się zagrożeni przez Rosjan i Putina. Milczałbym, gdyby te brednie wypisywała tylko prawicowa prasa. Ale wątek podjęła nawet „Gazeta Wyborcza”, powtarzają go jak mantrę posłowie PO. Nawet tak inteligentny człowiek jak Ludwik Dorn polemizuje z Macierewiczem o taktyce stawienia wrogowi oporu w północno-wschodniej Polsce, a nie kreowaniu zastraszających i mobilizujących najgorsze uczucia mitów.

Nikt jakby nie stara się odpowiedzieć na to najprostsze pytanie: dlaczego, po co albo dla jakiej korzyści miałby Putin w dzisiejszym geopolitycznym układzie świata atakować Rzeczpospolitą? W szalonym naszym kraju funkcjonuje w tym względzie parę wytłumaczeń. Najczęściej spotykane, że na Kremlu nie mogą znieść, iż tylko Polska wytrwale i konsekwentnie przeciwstawia się rosyjskiemu imperializmowi i samodzierżawiu. Przypomina to stary dowcip o mrówku (samcu mrówki): ulicą, przebierając co sił wszystkimi nóżkami, ucieka mrówek. – Mrówku, mrówku, co się dzieje? – pytają przechodnie. Ledwie zipiąc, mrówek tłumaczy: – Zgwałcili słonicę, wszyscy są podejrzani! Zapewne może słonia zirytować, kiedy mrówek ugryzie go w trąbę, powodując przelotne swędzenie. Nie na tyle jednak, żeby dłużej nad tym się zastanawiać, posądzać o czyny lubieżne („zna proporcją, mocium panie”) w stosunku do małżonki, a tym bardziej puszczać się w pogoń za owadem.

Podobnie mrówkowy punkt widzenia odnajdujemy w obawie zemsty za polskie poparcie dla Ukrainy. Tutaj już nie tylko o proporcje chodzi, gdyż Moskwa doskonale rozumie, że Rzeczpospolita nie jest dla Kijowa żadną poważną opcją. Mogą nią być wyłącznie Niemcy lub Europa, ale konkretną przychylność tej ostatniej, do której wbrew deklaracjom bardzo daleko, zapewnić może też tylko Berlin (ewentualnie Berlin plus Paryż), a nie Warszawa.

Wariant trzeci: „odwieczny” antagonizm Polski i Rosji. Tym razem mamy do czynienia z myśleniem totalnie ahistorycznym. Dopóki Rzeczpospolita starała się realizować tzw. ideę jagiellońską i Kresy Wschodnie, na których Polacy stanowili mniejszość, uważała za swoją integralną część, istniała zawsze kość niezgody. Zniknęła ona po odepchnięciu Polski za Bug. Stalin niewątpliwie liczył na to, że cedując nam z gestem „Ziemie Odzyskane”, spowoduje permanentny, wielowiekowy konflikt polsko-niemiecki osłabiający oba kraje. Dzięki mądrości polityków z obu stron Odry i Nysy (od Gomułki i Brandta poczynając) tak się nie stało. Mamy dzisiaj granice pewne, do których nikt, a już najmniej Rosjanie, nie zgłasza pretensji. Hitler w 1939 r. zaatakował Polskę, a w 1941 r. Związek Radziecki pod kryjącym i inne pobudki, ale podstawowym hasłem Lebensraum, przestrzeni życiowej dla Niemców. Dzisiaj podobna hektarowa wizja potęgi nie ma już najmniejszego sensu. Gdyby jednak miała, to kto jak kto, ale Rosja dysponuje niezmierzonymi przestrzeniami Syberii i Łomży ani Białegostoku nijak nie potrzebuje.

Argument ostatni: Rosja ma kompleksy wobec naszej wyższości kulturowej. Ten jest doprawdy nie do odrzucenia, gdyż mrówek okazuje się tutaj nie tylko megalomanem, ale i ignorantem. Nie będę pisał, bo to już nudne, o rosyjskiej poezji, prozie, dramacie, muzyce… Weźmy jednak do ręki amerykański ranking światowych uczelni wyższych. Jakie miejsce mają tam nasze uczelnie w porównaniu z rosyjskimi? Kto tu ma mieć kompleksy? Oto lista powodów, dla których złowrogi Putin z nożem w zębach ma nas zaatakować z dnia na dzień. A morał oczywisty i podobno (acz ja tego nie zauważyłem) uznawany przez Polaków „ponad podziałami”: zbrójmy się, zbrójmy po zęby, by nie było widać gęby. Tej gęby gombrowiczowskiej oczywiście.

Wydanie: 43/2015

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Komentarze

  1. Krzysztof
    Krzysztof 4 listopada, 2015, 21:20

    Dziekuje za wspanialy felieton. Rozeslalem link do wszystkich przyjaciol. Niestety, zaden z nich nie jest decydentem ani politykiem na stanowisku. Nie oczekuje wiec zmian w polityce RP jako rezultatu slusznego kubla zimnej wody na rozpalone lby. A tak ogolnie to dziwie sie brakom komentarzy pod publikacjami Przegladu, unikalnego pisma w skali kraju.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 11 listopada, 2015, 13:30

    Nawoływanie do zbrojeń pochodzi:
    – od cwaniaków, którzy chcą zarobić pod stołem
    – od nierozgarniętych gości, którzy nie są w stanie wyobrazić sobie realnych następstw takiego działania

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy