Ciemnota i zabobon

Ciemnota i zabobon

W czasach rewolucji naukowej, jak określa się niekiedy długi okres historii od Kopernika po Newtona, rodziły się nauki nowożytne. Ściślej, tylko nauki przyrodnicze. Nauki społeczne powstały znacznie później, w okresie pozytywizmu. Co najmniej od tej pory potrafimy rozróżnić, co jest nauką, a co nią nie jest. Potrafimy również ocenić, czy coś jest naukowo udowodnione, czy nie jest. Przyjmowaliśmy też na ogół bez zastrzeżeń, że poznanie naukowe jest najpewniejszym z możliwych sposobów poznawania rzeczywistości. Oczywiście równolegle z nauką zawsze funkcjonowali jacyś hochsztaplerzy, maniacy wynalazcy, jakieś wróżki czy wróżbici, znachorzy, zamawiacze chorób lub niepogody.

Odnoszę wrażenie, że ten do niedawna klarowny podział ostatnio nieco się zaciera. W mediach coraz częściej pojawiają się „eksperci” czy „specjaliści” z różnych dziedzin, z własnej na ogół nominacji. Trwająca już pół roku wojna w Ukrainie, a ostatnio i uroczystości żałobne

po śmierci królowej Elżbiety II zrodziły, jak widać, zapotrzebowanie na usługi takich „ekspertów”. Jasnowidz Jackowski w poważnych, jak można by sądzić, portalach internetowych wieszczy losy wojny, klęski i kataklizmy. Niektóre na szczęście zdążyły się przedatować jeszcze przed spełnieniem. Mimo to niezrażony jasnowidz wieszczy kolejne…

Zapanował także urodzaj na speców od „mowy ciała”. Obiektem ich diagnoz do niedawna był Putin, na chwilę miał konkurencję w członkach brytyjskiej rodziny królewskiej. Ale że w Londynie już po pogrzebie, nasi spece od mowy ciała mogą wrócić do Putina. Jeden z tych speców w poważnym (?) portalu informacyjnym obsługiwał równocześnie jego i rodzinę królewską. U Putina wygłaszającego orędzie zauważył „przechylenie głowy”, które zinterpretował jako „sygnalizację groźby”. Wypatrzył też „ruch kciuka” dyktatora, w czym doszukał się objawów stresu. Ale zbadał również „mikroekspresję twarzy” rosyjskiego przywódcy, z której wynikało, że Putin przeżywa strach. Dla odmiany książę Harry „złapał się wzrokiem z Williamem”, po czym „spuścił wzrok”. Ha, nasz „ekspert” bezbłędnie na tej podstawie ocenił relacje między braćmi książętami. Diagnozując „mowę ciała” żałobników, stwierdził, że dobrze nam znany uśmiech prezydenta Dudy był „uśmiechem społecznym”, bardzo na miejscu w czasie pogrzebu, a nie, jak niektórzy zarzucali prezydentowi, czymś niestosownym czy zgoła głupawym.

Chciałoby się zapytać, na jakim to uniwersytecie takiej wiedzy o „mowie ciała” można nabyć, w jakich to naukowych dziełach czy czasopismach można wyczytać, że „trzymanie ręki na stole” znamionuje chorobę, „przechylenie głowy” wyraża skrywaną groźbę, a „ruch kciuka” ujawnia tłumiony stres? I co można wyczytać ze spuszczenia na chwilę wzroku? Jakież to badania empiryczne potwierdzają takie zależności? Gdzie były publikowane? Ale, pamiętajmy, nasz spec od mowy ciała twierdzi, że zbadał też mikroekspresję twarzy Putina. To ciekawe. Mikroekspresja jest rzeczywiście frapującym zjawiskiem. Oczywiście powszechnie wiadomo, że emocje ujawniają się m.in. w ruchach mimicznych. Człowiek panujący nad emocjami potrafi zapanować także nad swoją mimiką. Rzecz w tym, że zapanowanie nad nią wymaga chwili (od 0,25 do 0,1 sekundy). Jest to czas porównywalny z mrugnięciem oka. Przez ten czas mimika obserwowanego wyraża autentyczną (ale wciąż wieloznaczną!) emocję. To jednak czas za krótki, aby tę mikroekspresję spostrzegła osoba trzecia. Do tego potrzebna jest aparatura i specjalny program. Nie sądzę, aby nasz „specjalista” tym dysponował. Ma zdolność spostrzegania podprogowego czy tylko wybujałą fantazję? Chyba to drugie.

Ostatnio w mediach ujawniło się kilkoro speców od „mowy ciała”. Reklamują się, że potrafią bezbłędnie wykryć kłamstwo. Jeden z tych speców jako rekomendację podaje, że „regularnie występuje w roli eksperta w TVN” i prowadzi „analizy mowy ciała dla Onet.pl”. To jeszcze nic. Jedna ze specjalistek nawet książkę wydała, udzieliła wywiadu poważnemu tygodnikowi, a mając tak bogate CV, została zaproszona do prowadzenia szkolenia w jednej z instytucji państwowych odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo. Wszyscy wspomniani „specjaliści” prowadzą odpłatne szkolenia, mnożąc liczbę podobnych sobie pseudoekspertów. Tylko czekać, aż spotkamy ich jako biegłych w sądach.

Czasy saskie wracają wielowymiarowo. Jakby mało było dewocji, nietolerancji religijnej, sarmackiego patriotyzmu, przekonania o historycznej wyższości nad otoczeniem i partyjniactwa, to jeszcze ciemnota i zabobon. A może to wszystko zawsze idzie w parze?

Wydanie: 40/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy