Polska lustracja łamie prawa człowieka

Polska lustracja łamie prawa człowieka

Ofiary rzecznika interesu publicznego mają szansę na wysokie odszkodowania od naszego państwa

Od 2007 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał pięć wyroków, stwierdzających, że w czasie postępowań lustracyjnych w Polsce łamane są prawa człowieka. My w kraju niby wiemy o tym od dawna, ale co innego, gdy tak jednoznacznie stwierdza to szacowna instytucja międzynarodowa.
Najnowszym rozstrzygnięciem Trybunału jest wyrok z 28 kwietnia br. w sprawie „Rasmussen przeciw Polsce”, uznający, iż w postępowaniu przed Sądem Lustracyjnym, prowadzonym na wniosek rzecznika interesu publicznego, naruszone zostały przepisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Zamienił stryjek

Przez 27 lat Alicja Rasmussen była sędzią. W grudniu 1997 r. przeszła w stan spoczynku. Mimo że od wielu miesięcy była emerytką, nasza lustracja dopadła ją we wrześniu 1998 r. Na mocy przepisów ustawy lustracyjnej, które dziś już nie obowiązują, była zobowiązana do złożenia stosownego oświadczenia. Oświadczyła, iż nigdy nie współpracowała z komunistycznymi organami bezpieczeństwa. Rzecznik interesu publicznego (był nim wówczas Bogusław Nizieński) zbadał jej oświadczenie – i uznał, że jest ono kłamliwe.
Dodajmy na marginesie, że w postępowaniach lustracyjnych prowadzonych z inicjatywy rzecznika interesu publicznego wielokrotnie dochodziło do łamania praworządności. Na mocy decyzji parlamentu urząd Rzecznika Interesu Publicznego został więc zlikwidowany w marcu 2007 r. Niestety, była to zamiana siekierki na kijek, bo jego obowiązki przejęło Biuro Lustracyjne Instytutu Pamięci Narodowej, kierowanego przez Janusza Kurtykę. A w porównaniu z nim sędzia Nizieński stanowił wzorzec praworządności, wyrozumiałości i troski o dobro podsądnych.
Alicja Rasmussen była sądzona i skazywana jeszcze pod rządami sędziego Nizieńskiego. Z dokumentów znajdujących się w jego posiadaniu miało wynikać, iż wyraziła zgodę na współpracę w 1986 r., a następnie w latach 1986-1988 złożyła 15 pisemnych meldunków (jak sama twierdzi, nie była to współpraca w rozumieniu przyjętym przez Trybunał Konstytucyjny, do kontaktów z organami bezpieczeństwa zaś została zmuszona).
W kwietniu 2004 r. Sąd Lustracyjny orzekł, że jej oświadczenie było niezgodne z prawdą. Sąd stwierdził, iż wprawdzie dokumenty były niekompletne, jednakże wystarczały do uznania Alicji Rasmussen za świadomą współpracowniczkę komunistycznych organów bezpieczeństwa. Sędzia odwołała się, ale w listopadzie 2004 r. wyrok został utrzymany. Złożyła więc wniosek o kasację. W kwietniu 2005 r. Sąd Najwyższy uznał jednak, iż w jej sprawie nie zostały naruszone obowiązujące procedury, i kasację oddalił.
Po postanowieniu SN machina sprawiedliwości pracowała nadal sprawnie i szybko. Już w maju 2005 r. Krajowa Rada Sądownictwa, działając na wniosek ministra sprawiedliwości, rozpoczęła postępowanie prowadzące do pozbawienia Alicji Rasmussen statusu sędziego w stanie spoczynku. W lipcu 2005 r. KRS wydała uchwałę, stwierdzającą, iż odbiera się jej stan spoczynku – oraz związaną z tym podwyższoną emeryturę, wynoszącą 100% ostatniego wynagrodzenia (podstawowego, bez premii).

Fałszywy cel

Pani sędzia uznała, jak się okazało słusznie, że w jej sprawie być może nie zostały naruszone polskie przepisy, natomiast na pewno naruszono prawa człowieka – i w październiku 2005 r. złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Zarzuciła naszym władzom złamanie prawa do rzetelnego procesu. Podczas postępowania lustracyjnego rozprawy odbywały się z wyłączeniem jawności. Podsądna nie dysponowała dostatecznym dostępem do akt postępowania. Nie mogła sporządzać notatek ani tym bardziej wynosić ich z sądu. Z dokumentami dotyczącymi sprawy mogła zapoznawać się wyłącznie w kancelarii tajnej sądu. Na swoją obronę była więc w stanie przytaczać tylko to, co zapamiętała. Nie dysponowała również możliwością otrzymania kopii dokumentów znajdujących się w aktach ani protokołami rozpraw. Tym samym została pozbawiona prawa do skutecznej obrony.
Alicja Rasmussen zarzuciła też, że sądy, które orzekały w jej sprawie, zastosowały zbyt szeroką definicję współpracy, odrzuconą przez Trybunał Konstytucyjny, a w dodatku dowody przeciw niej nie pozwalały na stwierdzenie, iż była świadomym współpracownikiem. Nie uwzględniono również elementu przymusu do kontaktów z SB. W rezultacie postępowania lustracyjnego nie tylko została pozbawiona świadczeń przysługujących z tytułu przejścia w stan spoczynku (przez całe życie zawodowe pracowała jako sędzia), ale nie jest nawet uprawniona do uzyskania emerytury przewidzianej przez przepisy ubezpieczeń społecznych.
W dodatku poddano ją lustracji, gdy była emerytką – w chwili wejścia w życie ustawy lustracyjnej już nie pracowała jako sędzia i nie istniało niebezpieczeństwo, iż rzekoma współpraca i obawa przed jej ujawnieniem mogą wpływać na jej decyzje sędziowskie. Postępowanie wobec niej było więc sprzeczne z określonymi przez prawo celami lustracji.

Wbrew prawom człowieka

Sędziowie w Strasburgu nie mieli problemu z wyrokiem – choć europejskie młyny sprawiedliwości mielą powoli, tak jak polskie (co u nas nie dotyczy oczywiście spraw lustracyjnych). Trybunał Praw Człowieka orzekł, że złamany został art. 6 ustęp 1 i 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczący praw do rzetelnego procesu. Alicja Rasmussen została pozbawiona prawa do skutecznej obrony. W trakcie postępowania lustracyjnego naruszono też zasadę równości stron. Jej oskarżyciele dysponowali bowiem stałym i pełnym dostępem do wszelkich dokumentów. Podsądna – bardzo ograniczonym.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka wskazuje, że cztery wcześniejsze procesy przeciw Polsce, wytoczone przez Tadeusza Matyjka (b. poseł SLD), Wandę Bobek (adwokat), Zbigniewa Lubocha (adwokat) i Stanisława Jałowieckiego (europoseł z list PO), zakończyły się identycznymi rozstrzygnięciami.
Te wyroki, które zapadły w Strasburgu, otwierają pole do uzyskania przez nich wysokich odszkodowań od polskiego państwa. Wcześniej jednak powinno nastąpić wznowienie postępowania lustracyjnego. Rzecz w tym, że wznowione postępowanie toczyć by się musiało według dotychczasowych procedur, pozbawiających lustrowanego prawa do skutecznej obrony. Nie wzrosną więc szanse na sprawiedliwy wyrok.

Wydanie: 18/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy