Polska to nie tylko Warszawa i jej problemy

Polska to nie tylko Warszawa i jej problemy

Obywatel musi mieć przekonanie, że rzecznik praw obywatelskich jest po jego stronie

Ponad 40 organizacji pozarządowych – równościowych, wolnościowych, działających na rzecz praw człowieka, zwróciło się do posłanek i posłów oraz do marszałka Sejmu z apelem o zgłoszenie dr. Adama Bodnara jako kandydata na rzecznika praw obywatelskich. „Zależy nam na debacie nad tym, jak urząd ten może służyć obywatelom, na bliskim kontakcie urzędu z naszymi klientami i na odważnym poszukiwaniu rozwiązań problemów, z którymi się borykają”, piszą w apelu przedstawiciele organizacji. Według polskiego prawa, obywatele pozbawieni są możliwości zgłaszania kandydata na rzecznika swoich praw. Jest on powoływany przez Sejm za zgodą Senatu na wniosek marszałka Sejmu albo grupy 35 posłów. Organizacje zaapelowały więc do posłów wszystkich klubów, ponieważ chcą, aby poparcie dla obywatelskiego kandydata było ponadpartyjne.

Dr Adam Bodnar – doktor nauk prawnych, adiunkt w Zakładzie Praw Człowieka Wydziału Prawa i Administracji UW. W latach 2004-2008 koordynator Programu Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, od 2008 r. członek zarządu fundacji. Ekspert Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, gdzie zajmuje się doradztwem w zakresie przestrzegania praw człowieka w Polsce. W 2011 r. został laureatem Nagrody Tolerancji przyznawanej przez Stowarzyszenie Lambda Warszawa za działalność na rzecz przeciwdziałania wykluczeniu ze względu na orientację seksualną.

Prawicowe media już ogłosiły, że kandydat na rzecznika praw obywatelskich Adam Bodnar jest lewakiem. W dalszym ciągu chce pan zostać rzecznikiem w kraju, w którym za chwilę będzie konserwatywna rewolucja w wydaniu poprawionym?

– Po pierwsze, nie jestem lewakiem. W Wielkiej Brytanii mógłbym z moimi poglądami spokojnie należeć do Partii Konserwatywnej. W Polsce, niestety, jest tendencja do szufladkowania. Po drugie, ci sami, którzy chcieliby mnie tak określać, jednocześnie absolutnie nie mają problemu z poszukiwaniem pomocy, kiedy pojawia się realny problem z zakresu praw człowieka. Wtedy łatwo znajdują adres Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Natomiast co do bycia rzecznikiem po konserwatywnej rewolucji – pożyjemy, zobaczymy. Standardy praw człowieka są w miarę stabilne – jak się jest im wiernym, to ma się stały kompas do działania, niezależnie od tego, czy to lewica, czy prawica sprawuje urząd. Poza tym mnóstwo problemów, jeśli nie 95%, ma charakter ponad podziałami. Tutaj można pomóc wielu osobom.

Polityczna atmosfera będzie miała wpływ na prawny i obywatelski krajobraz. Będzie pan wiedział, do czego użyć miecza, a do czego tarczy?

– Uważam, że tarcza powinna służyć rzecznikowi praw obywatelskich przede wszystkim do podważania tych rozwiązań, które w sposób jawny godzą w prawa i wolności jednostki. Mogą pojawiać się różne wątpliwe ustawy czy decyzje polityczne. Może istnieć konieczność włączania się w procesy i w ten sposób bronienia zagrożonych obywateli. Natomiast rzecznik ma także miecz – może swoim autorytetem promować określone zachowania, interpretacje praw, komunikować się ze społeczeństwem, wpływać na tworzenie nowych mechanizmów dochodzenia praw. Bez wątpienia tematem ważnym będzie zasada równości oraz zakaz dyskryminacji. Skoro już teraz wokół tego koncentruje się spór, to trudno, aby RPO pozostawał bierny. Musi aktywnie działać na rzecz realizacji kompetencji w zakresie bycia tzw. organem ds. równości.

Urząd Rzecznika Praw Obywatelskich jest dla obywateli instytucją niewidzialną. Nie bardzo wiadomo, co ten rzecznik robi. Spotykamy się w Warszawie, jest pan prawnikiem, a więc należy do grupy zawodowej, która życie zwykłych obywateli zna raczej z gazet niż codziennego doświadczenia. Ma pan pomysł na zmianę tej sytuacji?

– To jest trudne zadanie i nigdy nie wiadomo, czy zakończy się powodzeniem, ale na pewno są dwa kierunki, w których stronę można pójść. Można rozbudować struktury terenowe rzecznika, ale to poza wybudowaniem nowych biur dla lokalnych elit i prawników do niczego, moim zdaniem, nie doprowadzi. Będą tam zbierane materiały, ale i tak wszystko będzie gromadzone w Warszawie, gdzie najważniejsze decyzje podejmowane są odgórnie. Ja uważam, że obowiązkiem rzecznika jest schodzenie jak najbliżej społeczeństwa i organizacji pozarządowych.

Bliżej ludzi, to już trochę zużyte hasło.

– Zgadza się, dlatego od razu chciałbym zastrzec, że gdy mówię bliżej ludzi, to nie rozumiem tego dosłownie jako bezpośredniego kontaktu z każdym obywatelem. Jako rzecznik chciałbym organizować regularne spotkania, które miałyby charakter okrągłego stołu, przy którym spotykałyby się organizacje pozarządowe i obywatele w każdym z 16 województw. Czyli jadę np. do warmińsko-mazurskiego, wcześniej identyfikuję wszystkie organizacje pomocowe i rozmawiam z ich przedstawicielami, ale na zasadzie partnerskiej. Chciałbym zerwać z patrzeniem na Polskę i jej problemy przez pryzmat Warszawy. Społeczności lokalne doskonale wiedzą, jakie problemy je trawią. Moim zadaniem jest ich wysłuchać i możliwie najskuteczniej pomóc rozwiązać te problemy.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 26/2015

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy