Nie jesteśmy narodem kamikadze

Nie jesteśmy narodem kamikadze

Palestyńczycy nie są stworzeni do ataków samobójczych, są najlepiej wykształconym narodem arabskim

Marwan F. Kanafani, przewodniczący komisji spraw zagranicznych parlamentu palestyńskiego


Trzyetapowy plan pokojowy nazwany „Mapą drogową”, poparty przez przywódców państw arabskich na spotkaniu z prezydentem George’em W. Bushem w Szarm el-Szejk w czerwcu 2003 r., przewiduje powstanie do końca 2005 r. „niepodległego, demokratycznego i zdolnego do funkcjonowania państwa palestyńskiego, współistniejącego z Izraelem w pokoju i bezpieczeństwie”.
W pierwszym etapie, przewidzianym do realizacji w „najbliższych miesiącach”, Autonomia Palestyńska miała się zobowiązać do uznania „prawa Izraela do istnienia w pokoju i bezpieczeństwie”, a Izrael potwierdzić zgodę na powstanie „suwerennego państwa palestyńskiego” i na „dokonanie rozbiórki nielegalnych osiedli żydowskich zbudowanych od marca 2001 r.”.
Do końca 2003 r. miała się zebrać konferencja międzynarodowa, aby doprowadzić do powstania państwa palestyńskiego, na razie w tymczasowych granicach.


– Ciągle oglądamy w dziennikach telewizyjnych dramatyczne sceny: izraelskie autobusy wysadzane w powietrze przez palestyńskich zamachowców samobójców, pogrzeby ofiar izraelskiego odwetu, Palestyńczyków przysięgających zemstę. Intifada trwa czwarty rok. Pochłonęła 954 ofiary po stronie izraelskiej i 2838 po stronie palestyńskiej (do końca lutego 2004 r). Jak oba te narody mogłyby się wyrwać logice spirali przemocy?
– Istnieje konkretny plan, który mógłby do tego doprowadzić i z którym wciąż wiążemy nadzieje. To „Mapa drogowa”. Plan poparty przez USA, ONZ, UE i Rosję zdawał się mieć poparcie Izraela. Jednak rząd Ariela Szarona nie chce go realizować. Izrael zamiast wejść na drogę do pokoju wytyczoną w „Mapie drogowej”, przystąpił do budowy muru, który odcina 40% terytoriów palestyńskich. Mamy więc nową aneksję.
– Czy izraelskie próby izolowania prezydenta Autonomii Palestyńskiej, Jasira Arafata, zmniejszają jego wpływy w społeczeństwie palestyńskim?
– Zarówno dla jego zwolenników, jak i dla tych, którzy go nie popierają, Arafat jest prezydentem wybranym przez 86% głosujących. Jeśli Palestyńczycy będą chcieli wybrać kogoś innego, uczynią to w następnych wyborach. Rząd izraelski szantażuje zagranicznych polityków, ostrzegając, że kto się spotka z Arafatem, nie ma szans być przyjętym przez Szarona. Palestyńczycy uważają Szarona za terrorystę odpowiedzialnego za zabicie bardzo wielu spośród nas. Ale musimy z nim rozmawiać, ponieważ został wybrany przez Izraelczyków.
– Co pan sądzi o posunięciu premiera Szarona, który oświadczył, że zlikwiduje osiedla żydowskie w Strefie Gazy? Czy to nie brzmi zachęcająco?
– Trzeba by wiedzieć, do czego w rzeczywistości zmierza Szaron. Czy po rozebraniu osiedli postanowił pozostawić na ich miejscu posterunki wojskowe, czy nie? Międzynarodowi eksperci sądzą, że zapowiedź likwidacji osiedli jest integralną częścią planu budowy muru, czyli zapory składającej się z odcinków muru, zasieków pod prądem i wież strzelniczych, która miałaby się stać de facto granicą między Izraelem a terytoriami palestyńskimi. Nie byłoby sensu w pozostawianiu żydowskich osiedli po palestyńskiej stronie muru.
Myślę, że przede wszystkim Szaron chce zyskać na czasie, aby dokończyć mur mimo międzynarodowej dezaprobaty.
– Co miałoby się stać z żydowskimi osiedlami na Zachodnim Brzegu Jordanu?
– O Zachodnim Brzegu Szaron nie wspomina w kontekście likwidacji osiedli. Być może, chodzi więc o powrót do koncepcji Menachema Begina, który twierdził, że państwo palestyńskie powinno powstać w Strefie Gazy, a Zachodni Brzeg powinien być kontrolowany przez Izrael. O ile znam Szarona, właśnie to ma na myśli. Obawiam się, że nie zmierza do całościowego rozwiązania problemu, czego wymaga „Mapa drogowa”. Społeczność międzynarodowa powinna nakłonić Izrael do realizacji tego planu i likwidacji osiedli żydowskich, również na Zachodnim Brzegu. A także do przerwania budowy muru. Zwłaszcza tam, gdzie odcina część ziemi palestyńskiej. Obawiam się jednak, że Szaron próbuje metodą faktów dokonanych zmienić sens „Mapy drogowej” bez konsultacji z żadną ze stron, które ją firmowały, sprzedając jako „Mapę drogową” swój własny plan. I zyskuje w tym poparcie rozmaitych wpływowych kół USA.
– Izrael uzasadnia akcje odwetowe przeciwko Palestyńczykom tym, że władze Autonomii Palestyńskiej nie powstrzymują terrorystów przed atakami na Izraelczyków.
– Będzie to możliwe, gdy tylko odzyskamy kontrolę nad naszym terytorium, czyli z chwilą, gdy zakończy się okupacja. Przypomnę, że między rokiem 1969 a 2000 nie było ataków samobójczych na Izraelczyków i byliśmy w stanie negocjować na temat pokoju i rozstrzygnięcia sporów terytorialnych. Palestyńczycy żyli wtedy nadzieją. Gdy jednak Izrael odszedł od stołu negocjacji i przystąpił do budowy nowych osiedli żydowskich na terytoriach palestyńskich, podjął na nowo politykę okupacji i agresji, a Ariel Szaron odebrał Palestyńczykom nadzieję, rozpoczęła się intifada. To pokojowe powstanie początkowo polegało głównie na demonstracjach. Nie zrobiliśmy niczego, czego nie zrobiłby każdy inny naród na świecie.
Izraelczycy zareagowali na to niezwykle okrutnie i zaczęli do ludzi strzelać. Nie po to, aby odstraszyć, ale aby zabić. To był początek spirali przemocy. Palestyński aparat bezpieczeństwa jest dziś niezdolny do wykonywania swych zadań, ale są temu winne izraelskie rakiety, bomby i buldożery – zniszczyły wszystkie posterunki i komisariaty policji palestyńskiej. Wybito znaczną część policji. Jak w tej sytuacji reagować, przekonywać ludzi do przerwania walki?
– Jakie warunki polityczne musiałyby być spełnione, by władze palestyńskie mogły skutecznie kontrolować organizacje zbrojne na terenach Autonomii i zapewnić bezpieczeństwo?
– Nie jesteśmy narodem kamikadze. Palestyńczycy nie są stworzeni do ataków samobójczych. Niech ustanie izraelska agresja. Ale rzecz nie polega na tym, aby się nawzajem oskarżać. Potępiamy zamachy terrorystyczne, nie chcemy, aby byli zabijani obywatele izraelscy, i nie chcemy, aby Izraelczycy zabijali nasze dzieci. Niech przystąpią w dobrej wierze do negocjacji pokojowych i uznają, że Palestyńczycy mają jakieś prawa jako ludzie, jakieś prawa polityczne.
Teraz rozpoczął studia mój najmłodszy syn. Jednak wszędzie są izraelskie blokady, odcięte drogi. Dojechać na zajęcia to prawdziwy wyczyn. Nadal Palestyńczycy są najlepiej wykształconym narodem arabskim, studiują w Egipcie, w Jordanii. Ale sektor prywatny umiera, a przy 70-procentowym bezrobociu i izraelskiej blokadzie młodzi nie mają w ojczyźnie żadnych perspektyw.

 

Wydanie: 22/2004

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy