Polski wywiad chodził własnymi ścieżkami

Polski wywiad chodził własnymi ścieżkami

Overview

Amerykanie wiedzieli, jak dalece jesteśmy niezależni. Wiedzieli też, co potrafimy. Dlatego przyszli do nas w sprawie Iraku

Gen. Gromosław Czempiński – po ukończeniu szkoły wywiadu w Kiejkutach pracownik Departamentu I MSW. W roku 1990 pozytywnie zweryfikowany, objął stanowisko zastępcy szefa Zarządu Wywiadu UOP ds. operacyjnych. Kierował operacją „Samum” – ewakuacji z terytorium Iraku agentów CIA, oraz operacją „Most”. Współtwórca jednostki GROM. Szef UOP w latach 1993-1996.

Warto było? Czy gdyby w 1990 r. wiedział pan, co wydarzy się w roku 2016, jak was potraktują, zrobiłby pan to samo?
– Gdybym wiedział, że ludzie z wywiadu zostaną potraktowani jak UB z lat 1944-1956? Że zostaniemy ukarani także za to, że pracowaliśmy dla III RP, i za tę pracę też nam zabiorą emerytury? Chyba nie zaciągnąłbym się ponownie do służb. Planowałbym, jak wielu moich kolegów z wywiadu, inne życie zawodowe. Albo wyjechałbym do pracy za granicę, albo funkcjonowałbym w ramach firm zagranicznych.

W latach 1989-1990 to była realna alternatywa?
– Ludzie z wywiadu mieli niesamowite doświadczenie i umiejętność zdobywania informacji, znali języki, byli obyci ze światem. To powodowało, że łatwo znajdowali pracę w firmach zachodnich. Które nie miały uprzedzeń do ich przeszłości…

Ci, co poszli do biznesu, mają normalne emerytury. Nikt im ich nie zabrał.
– Tak, dziś mają cywilne.

A ci, którzy zdecydowali się zostać w służbach, pracowali dla III RP, zostali ukarani.
– Tak jest. I, co mnie boli najbardziej, zaliczono nas do formacji zbrodniczej, zrównano z UB z lat 1944-1956. Tak jakby ktoś nie rozumiał etapów historii Polski po 1945 r., nie pojmował, że inna była w czasach stalinowskich, inna po Październiku 1956 r., a inna w latach 70. Że to były zupełnie inne okresy. Jak Gierek doszedł do władzy i krzyknął „Pomożecie?”, to wszyscy uwierzyli, że będzie inaczej. Także ci z późniejszej Solidarności. Każdy z nich! Dopiero potem narastało rozczarowanie.

TO MY DECYDOWALIŚMY, CO DAJEMY ROSJANOM

Pan zaczął służbę w tamtych czasach, w latach 70.
– Wtedy Polska w obozie socjalistycznym to była oaza. Zazdroszczono nam swobody. A polski wywiad był oazą w służbach obozu socjalistycznego. Własna szkoła, własna polityka kadrowa, własne finanse… To wszystko powodowało, że Zachód widział nas jako służbę, która nie jest zdominowana przez Rosjan. O tym wszystkim mówili uciekinierzy z KGB i GRU. Że polski wywiad chodzi własnymi ścieżkami, Rosjanie nie mają na niego wielkiego wpływu, nie mają dostępu do tego, co najważniejsze, czyli jego aktywów. To, że dzieliliśmy się informacjami, było rzeczą normalną, ale to my decydowaliśmy, co dajemy, a czego nie.

W marcu 1990 r. doszło do spotkania w Lizbonie, podczas którego Amerykanie zaproponowali polskiemu wywiadowi współpracę.
– Gdybyśmy byli organizacją wywiadowczą tak bardzo przesiąkniętą Moskwą, jak twierdzą niektórzy, Amerykanie nigdy by po nas nie sięgnęli! A oni zaproponowali od razu współpracę i powiedzieli, że doskonale wiedzą, jak dalece jesteśmy inną organizacją wywiadowczą od służb pozostałych krajów socjalistycznych.

Skąd to mogli wiedzieć? Jak mogli być pewni, że nie jesteście penetrowani?
– Przecież mieli swoje aktywa w Moskwie. I mieli też paru naszych… Kilku uciekło na Zachód. Nawet mój bliski kolega, w sierpniu 1989 r. Mieli więc mnóstwo informacji na nasz temat – i od swoich agentów w Moskwie, i od naszych uciekinierów. Wiedzieli, w jakim zakresie współpracujemy z Rosjanami, jak dalece jesteśmy niezależni. I wiedzieli, co potrafimy. Dlatego przyszli do nas w sprawie Iraku.

Gromek, jesteście najlepsi

Żebyście z Iraku wyciągnęli ich ludzi?
– W maju 1990 r. odwiedziła nas w Warszawie delegacja CIA z zastępcą szefa ds. operacyjnych i od tego momentu między nami były już zupełnie inne relacje. Pełna otwartość i pełna chęć współpracy. Pełna z naszej, z ich – deklaratywna, bo przecież nie wiadomo było, jak to wszystko będzie się rozwijać… Ale przy każdej okazji podkreślali, że nie mają do nas żadnych zastrzeżeń, bo wiedzą, że nie jesteśmy penetrowani przez Moskwę. Przyjście do nas z tego typu propozycją pokazało, że mają do nas pełne zaufanie, a zarazem – że liczą na nasz profesjonalizm. Mówili mi zresztą: „Gromek, w tej części świata jesteście najlepsi”.

Kto mówił?
– Przyszło ich dwóch, szef rezydentury w Warszawie i człowiek, który próbował mnie zwerbować jeszcze w Genewie, który był takim ojcem chrzestnym relacji między naszymi organizacjami, między CIA a wywiadem polskim. Znał to najlepiej. Mówił mi: „Gromek, nie chcę sprawiać ci przykrości, ale ja mam najwięcej werbunków w tej części świata i bardzo dużo z nich dotyczy waszych obywateli”.

To on przyjechał na spotkanie do Lizbony, a potem z zastępcą dowódcy ds. operacyjnych do Warszawy.
– Tak. To Długi John… Przyszli i otwarcie przyznali, że rozmawiali już na temat Iraku z paroma innymi służbami i wszyscy im odmówili. Że się nie da.

A wy się podjęliście.
– Było dużo elementów wskazujących, żeby tego nie robić. Mieliśmy wtedy w Iraku sporo obywateli polskich, ale byliśmy także zaangażowani m.in. w wyciąganie z Iraku obywateli krajów zachodnich. Saddam Husajn gromadził ich wokół zakładów produkcyjnych jako żywe tarcze.

Podjęliście więc decyzję, że spróbujecie wyciągnąć Amerykanów.
– Powstały dwa zespoły kryzysowe, jeden w Warszawie, drugi w Waszyngtonie. I każdy z nich zbierał informacje, co się dzieje na terenie Iraku. My poprzez naszą rezydenturę, Amerykanie też mieli swoje źródła… Analizowaliśmy sytuację i zastanawialiśmy się nad koncepcją wydobycia tych ludzi. A sytuacja bez przerwy się zmieniała. Co wypracowaliśmy jakiś plan, to za chwilę okazywał się on nieaktualny. Aż nasza rezydentura w Bagdadzie doszła do wniosku, którym zaraziła zespół pracujący w Polsce, że nie ma już warunków, żeby akcję realizować. I to był moment kryzysowy.

Z tych, co byli w Iraku, nie żyje trzech

Wiedział pan o tym?
– Byłem szefem operacyjnym wywiadu, podejmowałem decyzje. I widziałem to zapętlenie: ustalamy coś na linii Warszawa-Waszyngton, na podstawie tych ustaleń opracowujemy wariant operacji, ale za chwilę dowiadujemy się z Iraku, że jest on już nieaktualny, więc ustalamy coś nowego, ale znów z Bagdadu słyszymy, że się nie da, i tak w kółko… Wtedy zdecydowałem: pojadę do Iraku i tam, na miejscu, zobaczę, jaka jest sytuacja, stamtąd będę prowadził operację.

I pojechał pan.
– Wiedziałem, że jako szef na miejscu znakomicie skrócę czas podejmowania decyzji. Najtrudniejszym elementem, którego nie mogliśmy ominąć, było to, że ktokolwiek chciał dostać wizę wyjazdową, musiał być najpierw zarejestrowany w Iraku. A żeby zarejestrować się w Iraku, trzeba było przyjść z własnym paszportem na posterunek policji i odbyć rozmowę. Ludzie, którzy odbywali te rozmowy, mówili w języku polskim! No więc jaka była szansa? Można powiedzieć, że żadna…To była rzecz nie do przejścia.

Można było podstawić Polaków, a potem zgłosić, że paszporty im ukradziono.
– To była trudna sprawa, Irakijczycy na to by się nie nabrali. Ostatecznie pomogło trochę szczęście – i wyszło! A po jakimś czasie świat się o tym dowiedział. Od Amerykanów! Amerykanie i Anglicy wiedzieli pierwsi, Anglików wspomagaliśmy w innych operacjach, też na terenie Iraku.

Operacja w Iraku była wielkim sukcesem, oficerowie, którzy zaczynali jeszcze w PRL, udowodnili, jak bardzo są profesjonalni i potrzebni. Ale zapłacili wysoką cenę. Dwóch z nich zginęło późnej w wypadkach samochodowych w krajach arabskich. W podobny sposób – pusta droga i nagle zderzenie czołowe z ciężarówką. Zero świadków… Przepraszam, ale ja w przypadki nie wierzę.
– W służbach trudno o przypadki.

A tu dwie niewyjaśnione śmierci…
– Więcej. Z tych, co byli w Iraku, nie żyje trzech. Z ekipy warszawskiej dwóch. Jeden – nowotwór, drugiemu serce się zatrzymało. Z tej grupy, która była wówczas w Iraku, żyje tylko rezydent i ja. Nie żyje m.in. człowiek, który był świetny, jeśli chodzi o podrabianie dokumentów. Już na miejscu wyrobił mi dokumenty, na których mogłem podróżować. Nie byłem już dyplomatą, tylko miałem papiery obcokrajowca, który pracuje na budowach w Iraku. Mogłem jeździć wszędzie. Bez niego nic by nie wyszło, bo na swoich papierach dyplomatycznych nie byłbym w stanie funkcjonować. Tego w kraju nie przewidzieliśmy, więc już na miejscu zadecydowałem: zmieniamy założenia, zróbcie mi papiery. Jak? Niewiele mamy do dyspozycji. Ale zrobili. I tego człowieka już nie ma…

Gromek, proście, o co chcecie

Po Iraku przyszedł czas zapłaty.
– William Webster, szef CIA, gdy przyjechał do Warszawy, powiedział: „Operacja w Iraku przeważyła, w USA uznano, że trzeba mocniej zaangażować się w pomoc dla Polski, w redukcję jej długu”. Zredukowano nasz dług o 50%, czyli o 20 mld dol. Kiedy z tą delegacją przyjechał Długi John, mówił mi: „Gromek, proście, o co chcecie, wszystko u nas macie. Wszystko!”. Ta operacja, pierwsza na taką skalę, spowodowała, że od razu byliśmy swoi! Bo nic bardziej nie zespala niż wspólne działanie. I ludzie w wywiadzie o tym wiedzieli. To powodowało, że pracowali z niesłychanym poświęceniem. To był czas euforii, niesamowitej motywacji do pracy. Dla wolnej Polski. 12-14 godzin pracy to był standard, norma. Nie było problemów, których nie potrafilibyśmy rozwiązać. Premier Mazowiecki, minister Skubiszewski bez przerwy nas pytali, czy taki lub inny problem międzynarodowy możemy pomóc rozwiązać. Na przykład zbyt bliskich relacji Rosji i Niemiec… Patrzyłem z przyjemnością na tych ludzi, którzy błyskawicznie przeorientowali się na inne kierunki pracy. Zresztą nie bez przyczyny premier Mazowiecki mówił: „Nie ma tematu, którego wywiad polski by nie załatwił. Potrafią wszystko”.

Jak?
– Mieliśmy m.in. bardzo dobry wydział inspiracji, na którego działanie położyliśmy nacisk po roku 1990. Tak, żeby układać stosunki w Europie w kierunku nam przyjaznym. Tworzyć sytuacje, które pomagałyby przywódcom innych państw w podejmowaniu dobrych dla nas decyzji. Wielu naszych oficerów brało udział m.in. w negocjacjach Klubu Paryskiego i Klubu Londyńskiego. Ja za każdym razem, kiedy byłem w Waszyngtonie, prosiłem te służby: „Panowie, mamy tylko jedną nieustającą prośbę – Polska do NATO. Piszcie to w swoich notatkach”.

Pisali?
– Odpowiadali: „Gromek, nie możemy! My musimy pisać fakty”. A ja na to: „Ale to jest potrzeba chwili. Nie będzie bezpiecznej Europy bez Polski w NATO”. Długo trwało, nim służby to uznały. Oni się bali naszej antyrosyjskości. Mówili: „Gromek, my mamy politykę światową. A wy macie ciągle fobie. Antyniemiecką, antyrosyjską. Boimy się, że nie zrozumiecie naszej polityki”. Jednak za każdym razem, gdy jechałem do Waszyngtonu, załatwiali mi wizytę w Kongresie, spotkania z kongresmenami i z podsekretarzami w Departamencie Stanu. Tam przedstawiałem nasze racje, mówiłem o NATO, polityce Rosji itd.

Słuchali?
– Miałem argumenty. Wspólne operacje na całym świecie. A oni się rewanżowali. Tak jak umorzeniem tych 20 mld dol. Gestem było też spełnienie prośby Sławka Petelickiego.

Dobierzcie sobie ludzi i miejsce do ćwiczeń

Dotyczącej pomocy w organizacji jednostki GROM?
– Pojechaliśmy do nich we dwójkę. To było ciekawe spotkanie. Powiedzieliśmy, czego chcemy. Oni słuchali. Najpierw mówiłem ja, a potem oddałem głos Sławkowi, że on przedstawi wszystko w szczegółach. I on mówił. A oni nic, milczeli. W końcu zapytali: „To wszystko?”. Trochę to nas zbiło z tropu. „No tak, to wszystko”, odpowiedzieliśmy. A oni na to: „Przyjdziemy jutro. Teraz pomyślimy, zastanowimy się”. Wyszliśmy. I Sławek do mnie: „Klapa, nie udało się, zlekceważyli”. Jak na drugi dzień przyszli, jak zaczęli mówić, to my ze Sławkiem nie mogliśmy słowa wydusić. To, o co prosiliśmy wcześniej, było niczym w porównaniu z tym, co oni zaoferowali! Wszystko! Rzeczy najważniejsze – finansowanie takiej jednostki, pomoc w jej organizacji, szkolenie, broń, wyposażenie. A nam powiedzieli: „Dobierzcie sobie ludzi i miejsce do ćwiczeń. Nic więcej”. Na koniec ten nasz rozmówca powiedział do mnie tak: „Mam nadzieję, że tego nie zmarnujecie”.

Nie przeszkadzał im wasz peerelowski rodowód?
– Liczyły się wspólne działania. Dodam też jeszcze jedną operację – „Most”.

Przerzut imigrantów żydowskich z Rosji do Izraela przez Warszawę.
– My jako wywiad koordynowaliśmy ją przez pierwsze cztery-pięć miesięcy, a potem przekazaliśmy kontrwywiadowi. Na początku teoretycznie operację nadzorowało MSZ, ale sobie nie radziło. MSZ nie miało możliwości wydawania poleceń policji, kontrwywiadowi, obserwacji, wojsku – służbom, które brały udział w operacji. Wywiad miał inne przełożenie, powiedziałem, że jestem przewodniczącym, kieruję tym i koniec. Bez problemu to przeprowadziliśmy, zyskując ogromną wdzięczność służb izraelskich. To był kolejny element scalania się ze społecznością wywiadowczą na Zachodzie. A w kraju? To wywiad zlikwidował na początku lat 90. prawie 30-osobową siatkę rosyjską. Wszystkich tych ludzi powyjmowaliśmy z miejsc ich funkcjonowania. A byli w kluczowych miejscach systemu obronnego. Potem część z tych spraw zrealizował procesowo gen. Nowek. Zatrzymaliśmy także dwóch szpiegów niemieckich, szpiega amerykańskiego, dyplomatów rosyjskich.

Tłumaczyłem sobie, że będzie dobrze

A teraz spójrzmy na to z perspektywy roku 2017. Warto było?
– Nie jest łatwo porzucić zawód, który wykonywało się przez 25 lat. Choć w roku 1990 byłem do tego przygotowany. Prowadziłem zaawansowane rozmowy z Seatem. Rozstaliśmy się tylko dlatego, że zostałem pozytywnie zweryfikowany i otrzymałem propozycję bycia funkcyjnym w wywiadzie. Wybrałem wywiad.

Powiedział im to pan?
– Nie. Podniosłem kwotę, którą chciałem otrzymywać. Śmieszna rzecz – oni proponowali mi 350 dol. miesięcznie, a ja zarabiałem wtedy 25 dol. Więc powiedziałem, że chcę 500. I tu się rozstaliśmy.

Poskąpili 150 dol. miesięcznie… Niewiarygodne.
– Moje przejście do biznesu było o krok! A wielu kolegów mówiło mi wtedy: „Gromek, ty zostajesz? Przecież wcześniej czy później w nas uderzą”. Ale wie pan, to było po tym, jak przyjechali do nas Amerykanie, jak obdarzyli nas olbrzymim zaufaniem, jak walczyli o nas wśród polityków Solidarności… Tłumaczyłem więc sobie, że może będzie dobrze. Choć zostawiłem sobie furtkę. Miałem propozycję, by zostać szefem wywiadu. Odmówiłem. Uznałem, że będąc zastępcą, i to operacyjnym, będę robił to, co kocham, a nie będę administratorem. To wszystko spowodowało, że postanowiłem: zostaję. Mimo że wielu kolegów namawiało mnie, byśmy szli do biznesu. Miałem oferty w różnych miejscach. Wtedy, po operacji w Iraku, ku mojemu zaskoczeniu nawet wywiad wojskowy DIA mówił: „Ty jesteś dla nas hero, kiedykolwiek będziesz miał ochotę funkcjonować w Stanach, pomożemy ci”. Każdy z nas miał więc jakieś perspektywy. Ale uważaliśmy, że skoro zweryfikowano nas pozytywnie, jest to legitymacja moralna. No i Kozłowski i Milczanowski przekonali nas. Swoim podejściem do nas. Uwierzyliśmy, że Polska stoi przed niebywałą szansą. I tak stanąć na marginesie, z boku? Zostawić zawód, który się kocha? Służbę? Uważałem, że to jest prawdziwe wyzwanie dla mężczyzny. Wielu z nas myślało podobnie. I dlatego zdecydowaliśmy się zostać, mimo obaw, że może być źle. Sądziliśmy, że nowa Polska będzie potrzebować profesjonalnego wywiadu.

Teraz pan dostanie 2 tys. zł emerytury.
– Nie dostanę tyle. Myślę, że dostanę ledwie zasiłek. Bo jednak 20 lat służyłem w PRL. Oczywiście ciągle pracuję, nie tylko by zarabiać, ale żeby się trzymać. Nie robiąc nic, dostajemy głupich myśli. Mężczyzna musi być stale zajęty. Ale rozumiem, że według kryteriów, które zapisano w ustawie, dostanę zasiłek.

Zostanie pan ukarany nie tylko za czasy Polski Ludowej, ale i za czasy III RP. Pan i pańscy koledzy.
– Trudno to zrozumieć. Bo popatrzmy – sędzia Kryże? Żaden problem. Prokurator Piotrowicz – żaden problem. Nie wiem, jakie są ich zasługi dla Polski, choćby po roku 1990. Bo wywiad, jako całość, zasługi ma ogromne. Dzwonią do mnie koledzy: „No, byłeś szefem UOP, co dla nas robisz? Walcz!”. Oczywiście wiem, że walka jest beznadziejna. Parlament może uchwalać, co chce, nie patrząc na to, że prawo nie powinno działać wstecz, że odpowiedzialność zbiorowa, że prawa nabyte, że już raz zostaliśmy ukarani – w 2009 r. Wtedy obniżono nam podstawę za czas Polski Ludowej – z 2,6 na 0,7. I tak ma być w nieskończoność? Przecież mają dostęp do wszystkich naszych teczek, do wszystkich spraw, każdy pokrzywdzony może wskazać palcem konkretną sprawę, konkretnego oficera. Można tak zrobić, że jeżeli łamał prawo, postawi się go przed sądem, niech odpowiada za swoje czyny. Niech tak będzie! Ale dajmy spokój z karami zbiorowymi!

A może chodzi o karę zbiorową?
– Co mnie boli… W 2006 r. Prawo i Sprawiedliwość napisało projekt swojej ustawy dezubekizacyjnej. Nie obejmował on funkcjonariuszy pozytywnie zweryfikowanych. I powiem, że byłem za to PiS bardzo wdzięczny. Uważałem to za gest wobec funkcjonariuszy pozytywnie zweryfikowanych. Za docenienie tego, co zrobili po roku 1990 dla kraju. Platforma na tym projekcie nie zostawiła suchej nitki. I projekt nie przeszedł. A potem PO doszła do władzy i zrobiła jego nieporównanie gorszą wersję. Obejmującą pozytywnie zweryfikowanych, kwalifikującą wywiad i kontrwywiad do SB.

Wielu z nas nie dożyje

Obecna ustawa jest jeszcze bardziej bezwzględna.
– Mamy falę nastrojów populistycznych. A my jesteśmy łatwym workiem do kopania, bicia.

I?
– Wiadomo, że będziemy się odwoływać. Wykorzystamy drogę sądową. A potem, wiadomo, że pójdziemy do Strasburga. To oczywiście potrwa. Od trzech do pięciu lat. Wielu z nas nie dożyje. Najgorzej będą mieli ci, którzy dziś mają po 80 lat albo więcej. Oni nie są w stanie nic wokół siebie zrobić. A będą dostawali zasiłki. Minimum socjalne. Rzecz jasna, mogą liczyć, że wnuki będą ich utrzymywać, ale wielu sobie nie poradzi i będzie w ogromnej desperacji. Nie chciałbym, żeby popełniali jakieś głupstwa…

W służbach bardzo ważna jest ciągłość. Młodsi uczą się od starszych. Pan też w III RP miał wychowanków. Jak oni reagują na to, jak zostaliście potraktowani? Przechodzą na drugą stronę ulicy, kiedy spotkacie się gdzieś na mieście?
– Nie tak dawno byłem na spotkaniu, wywiad mnie zaprosił, w związku z pewną misją. Spotkałem tam dziewczynę, przywitaliśmy się, krótka rozmowa. I parę zdań: „Panie generale, przyjmował mnie pan do pracy. No i pewnie z tego powodu wkrótce będę zwolniona…”.

Wydanie: 4/2017

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Jan Frankowicz
    Jan Frankowicz 23 stycznia, 2017, 20:30

    Szacunek Panie generale.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 24 stycznia, 2017, 06:57

    OJ WIELKI SZACUNEK

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. kaktusnadłoni
    kaktusnadłoni 28 stycznia, 2017, 14:59

    Szacunek za pracę w wywiadzie. Ale za wciągnięcie Polski w bagno OTP (nato), to nie ma pan u mnie szacunku.

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Anonim
    Anonim 28 stycznia, 2017, 21:45

    Ciekaw jestem z kim będą walczyć psiubraty jak wszystkich zdekomunizują, chyba wezmą się za Pawłowicz, antka i im podobnych

    Odpowiedz na ten komentarz
  5. ZB
    ZB 8 lutego, 2017, 10:52

    Panie Czempiński-nikt na siłę nie ciągnął pana do pracy w wywiadzie PRL-u, wiedział pan z kim i przeciw komu będzie pan pracował. Po przemianach ustrojowych to pańscy koledzy zachowali się honorowo i zrezygnowali z pracy by nie służyć nowemu panu a niedawnemu wrogowi. Pół biedy gdy pracował pan gdzieś w krajach trzecich ale praca przeciw niedawnym sojusznikom bez względu na to kto nim był nie wydaje mi się być w porządku.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • kruk
      kruk 8 lutego, 2017, 17:40

      „praca przeciw niedawnym sojusznikom bez względu na to kto nim był nie wydaje mi się być w porządku”

      Nieważne przeciwko komu się pracuje, tylko dla kogo (a w tym przypadku – dla czego). GC pracował dla Państwa Polskiego. Obojętnie czy jest nim akurat PRL czy III RP.

      „nie wydaje mi się być w porządku.”
      To jest wywiad a nie szkółka niedzielna. Tu nie chodzi o uczucia niedawnych sojuszników a o bezpieczeństwo Państwa. Ty i bohater wywiadu macie różne prioritety.

      Odpowiedz na ten komentarz
  6. Norbert Adams
    Norbert Adams 8 lutego, 2017, 23:54

    Czempiński i jego współtowarzysze jakoś nie mogli zrozumieć w 1989 r. że byli żołnierzami przegranej armii i ustroju który poniósł klęskę, a przecież wcześniej przysięgali wiernie mu służyć. Próbowali za wszelką cenę załapać się już w nowym ustroju. Z pomocą i za zachętą CIA (spotkanie w Lizbonie i późniejsze) uznali, że jedynym i możliwym przejściem do nowego ustroju i nowego wywiadu będzie skorzystanie z już znanego rozwiązania w tej materii. Coś takiego udało się wcześniej po zakończeniu II wojny światowej w zachodnich Niemczech, gdzie generał hitlerowskiej Abwehry Reinhard Gehlen utworzył za zachętą CIA tzw. Gehlenorganisation, która wykorzystując część kadr d. Abwehry i wywiadu SS (Amt VI RSHA) służyła wiernie nowym władzom zach. Niemiec prowadząc działalność p-ko ówczesnemu ZSRR i jego satelitom we wschodniej Europie. Podobny trik zastosowali oficerowie b. Dep. I i Dep. II MSW, którzy po pozytywnej weryfikacji zasilili kadry UOP.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • kruk
      kruk 10 lutego, 2017, 16:45

      Wywiadem w 1989 mogli zająć się albo ludzie, którzy robili to przed 1989, albo ludzie z nowego naboru. Wyszkolenie nowego pracownika wywiadu zajmuje… powiedzmy 5 lat. Gdyby „Czempiński i jego współtowarzysze” odeszli na emeryturę po zmianie ustroju, Państwo Polskie przez 5 lat chronione byłoby przez praktykantów i stażystów.

      „że byli żołnierzami przegranej armii i ustroju który poniósł klęskę, a przecież wcześniej przysięgali wiernie mu służyć.”
      Jesteś pewien, że nie przysięgali służyć Polsce? Państwo po 1989 zachowało ciągłość, więc ich przysięga też zachowała ciągłość.

      Odpowiedz na ten komentarz
  7. jea895751
    jea895751 10 lutego, 2017, 10:20

    Co temat to „szambo” podziału niedowartościowanych „polaczków” ,zawistnych karłów z krzyżykami na „zapadłej” tożsamości!! np. Kukliński – zdrajca czy bohater ? ,Pawłowski{major-szablista-olimpijczyk} – zdrajca czy bohater?, Powst. W-skie sabotaż – bohaterstwo – czy głupota dow.AK??, Światło, Blomboszcz,Wejchert,Suski czy Turecki pseud.Kolenda,wyklęci czy LWP – itp.,itd.. – na odpowiedz przyjdzie poczekać na kolejny rozbiór {podział na strefy wpływów – patrz. ukraińska podziałka} rozmodlonej,skłóconej,prymitywnej „nacji” zwanej dumnie „nadwiślańskimi słowianami” na pohybel pobratyńcom – ku chwale – właśnie KOMU ??……..może G.CZEM – podpowie? -szacunek PANU!!!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy