Pomarańczowa alternatywa

Do wtorku, czyli pojawienia się doktora Kulczyka przed Komisją Śledczą, w telewizji i gazetach dominowała Pomarańczowa Alternatywa. Alternatywa jak matka, jest tylko jedna, nikt więc sobie nie wyobraża, że jeśli na Ukrainie dojdzie do nowych wyborów – przegra Juszczenko. Zdziwił mnie komentarz brytyjskiego korespondenta Jonathana Steele’a w „The Guardian”. Facet uważa, że za demonstracjami w Kijowie stoją często nacjonaliści, a wybór Juszczenki niekoniecznie będzie oznaczał zmiany w polityce i gospodarce, wyraża opinię, „czy gdyby Juszczenko był urzędującym prezydentem i stanął w obliczu tak poważnego wyzwania jak obecnie, sam nie posunąłby się do sfałszowania wyborów”. Dalej czytamy, że gdy już Zachód poparł pomarańczowego kandydata moralnie, poparł go też wielką kasą, finansując grupy młodzieżowe i strony internetowe. Jednak cokolwiek by mówić, Juszczenko sam siebie nie otruł! U nas kto żyw, a nawet polityczny zombi, ubierał się w oranżowy element i demonstrował solidarność. Jeśli był politykiem, przypinał wstążkę, a gdy był rockowcem wdziewał koszulkę z logo, wstążkę i leciał na Ukrainę. Politycy robili niedźwiedzia, czyli cmok, cmok, cmok, z Juszczenką, a jeśli trafił się poseł z lewicy, to witał się nawet z Kuczmą i z Janukowyczem. Wschodniego niedźwiedzia nie zrobił Borowski, wyrażając solidarność jedynie uściskiem dłoni. Posłowie prawicy nie podawali Janukowyczowi swej dłoni. Zwłaszcza ten od ryngrafu, który witał się z mordercą Pinochetem, darując mu Matkę Boską, protestował najgłośniej. Wstążki nie dał sobie przypiąć prezydent Kwaśniewski, pozostając wciąż obiektywną głową państwa. Prywatnie, mówił, może mieć sympatie, ale bierze udział w negocjacjach i nie powinien robić demonstracji. Oparł się urokowi Jacka Żakowskiego, co wydaje się być niemożliwe. Będziemy przecież musieli wypić piwo, jakiego nawarzyliśmy, prowadząc politykę zagraniczną nie tylko z Ukrainą, ale i z Rosją. Polityk z prawdziwego zdarzenia o tym wie. Powiem coś, co „na dzień dzisiejszy”, „w miesiącu grudniu”, jak mawiają plebejscy politycy, jest herezją: w s z y s t k o m i j e d n o, c z y U k r a i n ą b ę d z i e r z ą d z i ł Juszczenko czy Janukowycz, a c h o d z i m i w y ł ą c z n i e o t o, b y w y b o r y b y ł y p r z e p r o w a d z o n e u c z c i w i e. Najbardziej bym chciała rządów Julii Tymoszenko, mimo że przebrała się za ukraińską krasawicę i zaplotła warkocz nad czołem. Bo po pierwsze, jest kobietą, po drugie, jest mądrzejsza i ładniejsza niż dwaj pozostali kandydaci, po trzecie, jest już bardzo bogata i nie musi bogactwa zdobywać. Komisje śledcze radzą nad sposobem zdobycia dóbr, jeszcze przed Ukrainą, z naszych śledczych chyba jednak wzoru nie należy brać. Wzdycham z troską, że Kaczorom nie udało się przeprowadzić w Sejmie tego, do czego dążą, czyli putinowskiego modelu władzy. Zauważył to w felietonie Jerzy Urban. Pójdę dalej i wyrażę swój żal, że Sejm dotąd nie przegłosował silnej władzy prezydenckiej, z dekretami włącznie. Wtedy Kwaśniewski mógłby dekretem przedłużyć swoją kadencję. To byłoby najlepsze dla kraju. Odbyłyby się wybory parlamentarne, może nawet prawica zyskałaby większość w Sejmie, ale prezydent rzecz jasna nie zaakceptowałby żadnego Giertycha ani Kaczora na premiera i Belka z Hausnerem mogliby spokojnie rządzić. Wszyscy wiedzą, że lepszego rządu dotąd nie było. Myślę, że wielu polityków, publicystów, dziennikarzy, i to wcale nie lewicowych, po cichu przyzna mi rację, ale słowa nie pisną, bo prawie każdy jest uwikłany w jakiś blok, stronnictwo, partię czy tylko towarzystwo. Oczywiście, oprócz Urbana, który nawet jeśli jest stronniczy, to i tak jest niezależny. Prorokowałam dawno temu, gdy stanął Urban przed Komisją Śledczą, że zostanie jedynym prawdomównym mężem opatrznościowym, i teraz cokolwiek by Najsztub w swym programie „Najsztub pyta” robił, trudno będzie Urbanowi odzyskać opinię diabła. Och, tamta, rywinowa Komisja Śledcza, to była komisja! Czy naśmiewając się wtedy z Rokity, myślałam, że będę wzdychała do niego, bo umiał zadawać pytania logicznie, był błyskotliwy i mówił dobrą polszczyzną, czy mogłam przewidzieć, że psychodeliczne pytania posłanki Begerowej, pionowe korytarze i skarpetki pedałów Błochowiak będą szczytem wdzięku w porównaniu z posłem Gruszką, mającym „wspólne więzy krwi” z rośliną raczej niż homo sapiens, który to Gruszka odnosił się do krwi posła Różańskiego, sugerując, że ma on geny słynnego wyrywacza paznokci. Wcale się nie dziwię, że Celiński od razu krzyknął: chamstwo! Jakiż kulturalny był przewodniczący Nałęcz

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2004, 50/2004

Kategorie: Felietony