Porno-obsesja

Porno-obsesja

Gdyby sytuacje w Polsce oceniać na podstawie tego, co ostatnio zaprzątało uwagę polityków i mediów, to wniosek mógłby być tylko jeden. Polacy to szczęściarze.

Stabilna gospodarka, niska inflacja, małe bezrobocie i sprawny rząd. Zadowoleni i znudzeni dobrobytem obywatele. Nadeszła więc pora na porządkowanie spraw drugiego i trzeciego rzutu. Na początek parlament wziął się za pornografię, uchwalił całkowity jej zakaz i sankcje karne dla opornych. By ustawa weszła w życie, potrzebny jest tylko podpis prezydenta. W chwili, gdy piszę ten komentarz (piątek wieczorem), decyzja Aleksandra Kwaśniewskiego jest nie znana. Znane są natomiast argumenty zwolenników i przeciwników ustawy; wyniki badań socjologicznych, apele osób prywatnych i instytucji.

Wszystkich apelujących do prezydenta i pikietujących przed Kancelarią przebił poseł AWS. Leszek Piotrowski, były wiceminister sprawiedliwości w rządzie Buzka. W liście ”Olek nie podpisuj’. zamieszczonym w ”Gazecie Wyborczej”, określił omawianą ustawę prawniczym idiotyzmem. I nie jest to bynajmniej na prawicy sceny politycznej głos odosobniony. Także według rzecznika UW, ustawa wprowadza bezmyślny, tępy zakaz zamiast rozsądnych ograniczeń.

Mało kto kwestionuje także to, że wprowadzenie całkowitego zakazu pornografii jest nie do wyegzekwowania. W świecie telewizji satelitarnej i Internetu wprowadzanie takiego prawa jest dziś całkowitą fikcją. I jak każda fikcja bije przede wszystkim w ustawodawcę, ośmiesza porządek prawny i prawo w ogóle. Prohibicja zawsze rodzi czarny rynek. Wobec braku zgodności co do przybliżonej, i choćby częściowej definicji pornografii postępowania sądowe, gdyby takie były, będą umarzane lub będą się toczyć latami. Zarobią tylko eksperci, którzy będą oceniać, czy zaskarżone wizerunki nagich ciał są jeszcze sztuką, czy już pornografią. O nieprzyzwoitych obrazkach świat dyskutuje od dziesiątków lat, a o granicy między erotyką a pornografią od stuleci. Bez większego, jak widać efektu.

Strony sporu okopują się na swoich pozycjach. Liberałowie mówią przede wszystkim o wolności i protestują przeciwko arbitralnie narzucanym decyzjom. Konserwatyści zaś eksponują dla odmiany wartości rodzinne i potrzebę ochrony godności życia kobiety.

Same kobiety, które, co charakterystyczne, dość rzadko zabierają głos w debacie na temat pornografii, chciałyby pewnie od parlamentu i rządu czegoś jeszcze. Większej lub choćby równie aktywnej jak w sprawie ‚świerszczyków’ troski o godziwe zarobki, o miejsca pracy i faktyczne, a nie tylko formalne uprawnienia

I żeby była jasność. Nie jestem admiratorem pornografii. Opowiadam się za skuteczną ochroną przed pornografią dzieci i młodzieży. I za ochroną tych dorosłych, którzy nie życzą sobie z nią kontaktu. Krytyka pornografii jako zjawiska moralnie nagannego nie musi się jednak łączyć z fundamentalistycznymi zakazami i karami. Zwłaszcza że jest to głównie produkowanie prawnej fikcji. Za dużo w krucjacie przeciwko pornografii jest także politycznej hipokryzji i prób spychania tych, którzy mają inne zdanie, na pozycje obrońców gwałcicieli. Agresywny ton wypowiedzi autorów ustawy budzi mój sprzeciw, stąd ten tekst.

 

Wydanie: 13/2000 2000

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy