Portrety Świetlika

Portrety Świetlika

ANDRZEJ ŚWIETLIK urodził się i wychował na Pomorzu. Od ponad 20 lat mieszka w Warszawie. Jest jednym z założycieli grupy artystycznej Łódź Kaliska. Od 25 lat dla jednych są obrazoburcami, dla drugich inteligentnymi prześmiewcami, którzy absurdem odpowiadają na absurdy rzeczywistości. Ostatnio zaangażowany w ideę NEW-POP-u, działania na styku kultury komercyjnej i sztuki wysokiej. Efekt? Sprawa w prokuratorze za okładkę „Playboya”, przedstawiającą nagusieńkie godło państwowe. Jest autorem około 25 tys. zdjęć, w tym okładek do magazynów kolorowych, billboardów oraz reportaży prasowych.

– Jak się zaczęła pańska przygoda ze sztuką, a jak z komercją? Budował pan wcześniej drogi i mosty.
– Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. W momencie kiedy wziąłem rozbrat z zawodem drogowca, postanowiłem, że będę wyłącznie fotografem i artystą, który zajmuje się fotografią. A żeby zajmować fotografią niekomercyjną – osobistą, artystyczną, czyli tą, która mieściła się również w działaniach Łodzi Kaliskiej – fotograf musi na siebie zarobić. Za sztukę krnąbrną czy też taką, która nie jest bezpieczna do końca, bo porusza się w terenie, który prowokuje, nikt nie płaci. To do niej się dopłaca. Żeby móc sobie pozwolić na komfort robienia tego, co człowieka kręci, co jest ciekawe, trzeba zarobić. A że łatwiej to zrobić fotografią komercyjną, robię to do dzisiaj.
– Dlaczego wybrał pan właśnie fotografię jako swój środek wyrazu?
– Trzeba by wrócić do czasów wręcz archaicznych, moich szkolnych. Wtedy z fotografią spotkałem się po raz pierwszy. Kiedy zobaczyłem, co czym jest magia ciemni. Może dziś to jest mało czytelne pojęcie, ponieważ mało kto używa ciemni fotograficznej. A ja ją ciągle mam. To ona była powodem, który kazał mi zainteresować się fotografią. Tak zostało do dzisiaj. Chociaż nie robię wyłącznie zdjęć, również filmy i performance, to fotografia jest najważniejsza.
– I czasem płaci pan wysoką cenę za swoje działania.
– Ryzyko jest wkalkulowane. Balansując na krawędzi, muszę się liczyć z tym, że od czasu do czasu obrywam ciosy. Tak jak czekająca mnie rozmowa z prokuratorem w sprawie okładki do „Playboya” (naga kobieta na tle godła narodowego – przyp. ASz). Jeden z projektów, który miał być sfinansowany z instytutów kulturalnych państwowych, za tę okładkę trafił do kosza. Na to nie ma rady. Taka jest rzeczywistość. A my z nią się zmagamy z założenia. Na razie nie przyniosło nam to korzyści.
– Zmieniają się środki wyrazu, zapotrzebowanie na sztukę. Jaka fotografia przetrwa?
– Myślę, że ta fotografia klasyczna, która sama w sobie jako przedmiot estetyczny była wartością, już powolutku odchodzi. Jednak fotografia zaangażowana, jak z kręgu World Press Photo, istnieje, i to bardzo mocno. W 20. edycji Galerii Bezdomnej tej fotografii było mnóstwo.

Najnowszą wystawę Andrzeja Świetlika „Bajeczki” można obejrzeć do 12.09. w Green Gallery na warszawskim Starym Mieście.

 

Wydanie: 35/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy