Posady do podziału

Posady do podziału

Kto zyskał, kto stracił, a kto rozczarował w 2006 roku To nie był zaskakujący rok. Na dobrą sprawę większość wydarzeń politycznych, które zdarzyły się w roku 2006, można było przewidzieć. Karty zostały przecież rozdane wcześniej, najpierw gdy weszliśmy do Unii Europejskiej, a potem w wyborach 2005 r., więc wszystko, co się zdarzyło po, było już tylko konsekwencją wcześniejszych decyzji. Dobra sytuacja gospodarcza? Unia Europejska nas napędza, tak jak pozostałe dziewięć państw, które razem z nami weszły do Wspólnoty. Więc, owszem, trzeba podziękować za spadek bezrobocia premierowi. Premierowi Blairowi oczywiście. Awanturnictwo Kaczyńskich, którzy inaczej niż przez szukanie wroga prowadzić polityki nie potrafią? Toż lata całe temu mówił tak o nich Lech Wałęsa, mówili też inni. Lista tych, których Kaczyńscy ogłosili w minionym roku wrogami ludu, jest długa, są to i lekarze, i sędziowie, i dziennikarze, i Jan Rokita, a gdy zabrakło wrogów w kraju, zaczęli szukać ich w Rosji, a potem w Niemczech. Dziś doszło do tego, że publicyści sympatyzujący z PiS tłumaczą, by tymi wojnami Kaczyńskich się nie przejmować, że oni tak sobie mówią… Bardzo to osobliwa rada, traktować słowa prezydenta i premiera jak niegroźne bajdurzenie… Co do koalicjantów, zwanych przystawkami: koalicja Samoobrony i LPR z PiS wobec klęski PO-PiS była naturalna. No i naturalne są jej skutki. Nikt przytomny nie spodziewał się również więcej po Romanie Giertychu i Andrzeju Lepperze. No i po posłach PiS, którzy latem, jak była susza, w sejmowej kaplicy modlili się o deszcz, a całkiem niedawno chcieli obwołać Jezusa Chrystusa królem Polski. W przerwach zaś między tymi zajęciami zajmowali się lustracją i teczkami. Słabość opozycji? Rok temu pisaliśmy, że Donald Tusk to nie jest format lidera opozycji, że jeszcze nie teraz. Cóż do tych słów dodawać? Słabość lewicy? Hm, mało elegancko jest powoływać się na swoje własne teksty, ale o tym również rok temu, w tymże miejscu pisaliśmy. W roku 2006 Centrolewica obroniła się w wyborach samorządowych, jest trzecią siłą, ale nie widać, by miała pomysł, jak kontynuować rozpoczęte dzieło. To nie jest ewenement, w Polsce już bywało, że był elektorat, który nie miał swych przedstawicieli, ale nigdy nie był to tak liczny elektorat! LiD, czyli Lewica i Demokraci, zebrał 14% głosów, Polaków o poglądach centrowych i lewicowych jest, lekko licząc, 25-30%. Zaryzykujmy prognozę: to jabłko dojrzewa i spadnie do koszyczka Aleksandra Kwaśniewskiego, no, chyba że on sam tego nie będzie chciał. Co jeszcze? Rok 2006 był rokiem moszczenia się zwycięzców, mogliśmy poznać tę PiS-owską ekipę. Nie jest duża, to kilka kręgów wtajemniczonych. W samym centrum są Kaczyńscy, potem grupa ich wieloletnich współpracowników, potem grupa zaufanych posłów, no i dziennikarzy, którzy rozprowadzili się po publicznych mediach i dziś bronią PiS jak niepodległości. Ot, i cała formacja. Biznesu tu niewiele, podobnie jak specjalistów od spraw zagranicznych. Rok 2007 będzie tak naprawdę pierwszym rokiem oceny ich działań. Będziemy więc mieli huśtawkę nastrojów – jednego dnia Jarosław Kaczyński będzie w cieniu (tak mu radzą spin-doktorzy, bo gdy się nie odzywa, to poparcie mu rośnie), drugiego dnia będzie w centrum wydarzeń, siepał i oskarżał, bo natura weźmie górę. Oczywiście, dostawę aktualnych wrogów ludu i braci Kaczyńskich będziemy mieli regularną. Tak jak opowieści o rewolucji moralnej. Tak będzie działać ta machina. Ale już zacznie szwankować, wymagać pierwszych poprawek. Co z tego wyniknie – dowiemy się za rok. W GÓRĘ Jarosław Kaczyński – spragniony miłości (poddanych) Niewiarygodnie nadąsany człowiek. Nikt po roku 1989 nie miał w Polsce takiej władzy, rządzi wszystkim, czym chce: i bezpieką, i bankami, i rządem, i prezydentem, a jeszcze mu mało. Skarży się, że opozycja nie uznała wyników wyborów, że nie składa hołdów, a on sam jest obiektem bezprecedensowych od setek lat ataków. W gazetach. Boli go, że media go nie kochają, a on chciałby miłości i pochwał. Od tych łże-elit i lumpeninteligentów. Co prawda, red. Igor Zalewski pisuje o nim, że jest fajny i lubi żartować, ale, zdaje się, to za mało. To nie o tę wazelinę chodzi. Sławoj Leszek Głódź – hetman Patron koalicji, która rządzi Polską. To on godził Kaczyńskiego z Lepperem. Z kolei Kaczyński, gdy był w Watykanie, zabiegał u papieża o jego nominację na prymasa. Benedykt XVI odesłał go z kwitkiem. Abp Głódź

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 02/2007, 2007

Kategorie: Kraj