Poseł na szpiegowskim celowniku

Poseł na szpiegowskim celowniku

Wokół rodzimych parlamentarzystów kręci się wielu tajnych współpracowników i kadrowych oficerów obcych wywiadów

Józef Gruszka nie ma szczęścia do asystentów społecznych. Podczas gdy jeden z jego byłych współpracowników siedział w areszcie pod zarzutem udziału w machinacjach mafii paliwowej, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymywała kolejnego „społecznika”. Marcin Tylicki, młodzieżowy działacz PSL, na przestrzeni od jesieni 2003 r. do jesieni 2004 r. miał współpracować z rosyjskim wywiadem.
Prowadzący go oficer, na wniosek MSZ, opuścił już terytorium Polski. Problem jednak pozostał, o tyle istotny, że sprawa dotyczy posła Gruszki – od ośmiu lat członka sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, a obecnie przewodniczącego orlenowskiej Komisji Śledczej.
Ujawnienie szpiega w jego otoczeniu wywołało polityczną burzę. Prawicowi członkowie Komisji Śledczej twierdzili wręcz, że to „atak na przewodniczącego”, który miał sparaliżować jej prace. Tym opiniom towarzyszyły inne, dezawuujące sukces ABW czy wręcz oskarżające agencję, i pozostałe służby, o niewystarczającą ochronę kontrwywiadowczą najważniejszych osób w państwie.
Z uwagi choćby na jego niedorzeczność pomińmy polityczny wątek całej sprawy. Dodając wszak, iż nie przysporzy komisji wiarygodności (a tej potrzebuje jak powietrza…) fakt, że na jej czele stoi osoba, w otoczeniu której zdemaskowano przestępcę i szpiega. Jednak zarzuty natury merytorycznej, czy właściwie quasi-merytorycznej, zasługują na naszą uwagę.

Łakomy kąsek

– Zupełnie nie rozumiem stwierdzenia, że Tylicki był płotką, a zamieszanie wokół jego aresztowania jest nieadekwatne do zagrożenia, jakie stanowił – mówi wysoki rangą oficer ABW. – Komisja ds. Służb Specjalnych m.in. ocenia kandydatów na stanowiska kierownicze w ABW i Wojskowych Służb Informacyjnych. Opiniuje kierunki pracy i budżet służb, a także dotyczące ich projekty ustaw i rozporządzeń. To prawda, członkowie komisji nie mają prawa kontrolować bieżącej, operacyjnej działalności ABW i WSI. Ale mają dostęp do materiałów operacyjnie wypracowanych, mogą żądać uchylenia klauzuli tajności wielu dokumentów. Tym samym zapoznać się na przykład z technikami, stosowanymi w danej operacji, z rozlokowaniem agentury itp. Czy to nie jest łakomy kąsek dla obcych służb?
Owszem, lecz jak zapewnia poseł Gruszka, a co potwierdza prokuratura, Tylicki nie przekazywał informacji dotyczących działań obu komisji, których członkiem jest polityk PSL. Zdaniem naszego rozmówcy, niczego to nie zmienia – już samo zagrożenie wycieku informacji jest wystarczającym uzasadnieniem zatrzymania byłego asystenta. Zwłaszcza że ten – wbrew deklaracjom Gruszki – kontaktował się z posłem niemal do chwili aresztowania.
Tylickiego lekceważy się w najgłupszy z możliwych sposobów – zauważa nasz rozmówca. Przypominając, że kandydował z listy PSL do Sejmu i dostał „ledwie kilkadziesiąt głosów”. A jedyne, co miał oferować Rosjanom, to informacje na temat działaczy PSL i prowadzonych przez nich przedsięwzięć biznesowych.
– Jakby wiedza o politykach, ich być może nie najczystszych interesach, nie była warta zainteresowania obcych wywiadów… – gorzko konkluduje oficer ABW.

Niemałe zagrożenie

Czy Józef Gruszka nie był wystarczająco dobrze chroniony, a zdemaskowanie Tylickiego jest w istocie kompromitacją rodzimych służb?
– Już wiele lat temu zastanawialiśmy się, jak postępować w sytuacji, kiedy służby zauważą podejrzane osoby w otoczeniu polityka – mówi Andrzej Kapkowski, były szef Urzędu Ochrony Państwa. – Te rozważania, poza stwierdzeniem, że inwigilowanych powinno się informować o niebezpieczeństwie, doprowadziły do wniosku, że trzeba działać profilaktycznie. I tu zaczęły się kolejne problemy. Parlamentarzystom brakuje świadomości zagrożenia ze strony obcych wywiadów. Pamiętam zaledwie dwóch polityków, którzy zwrócili się do mnie, by sprawdzić osoby z ich otoczenia. A co z resztą? Jeśliby profilaktyka miała polegać na tym, że kontrwywiad proponuje konkretne rozwiązania kadrowe, podniósłby się szum o zbytniej ingerencji i panoszeniu się specsłużb.
A zagrożenie zdaje się niemałe. Nasi rozmówcy, pytani o jego skalę, zgodzili się, że wokół rodzimych parlamentarzystów kręci się niewiele mniej tajnych współpracowników i kadrowych oficerów obcych wywiadów. Zdecydowana większość tych kontaktów ma zupełnie legalny charakter – oficjalnych spotkań, rautów czy właśnie asystenckiej współpracy. Wymieniane informacje zaś rzadko kiedy objęte są klauzulą tajności. Jednak sprawa Tylickiego dowodzi, że nie zawsze jest tak niewinnie. I że warto mieć się na baczności.

 

Wydanie: 11/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy