Postawiliśmy na hodowlę
Hodowcy roślin i zwierząt z województwa mazowieckiego doganiają światową czołówkę Rozmowa z dr. Mirosławem Heltą, dyrektorem Oddziału Terenowego AWRSP w Warszawie. – Określenie „oddział terenowy” jest w waszym przypadku mylące. Oddziałowi warszawskiemu podlegają przecież wszystkie spółki hodowlane w całej Polsce. – Rzeczywiście do nas należą specjalistyczne przedsiębiorstwa hodowli roślin i zwierząt, niezależnie od tego, gdzie się znajdują. Ale poza tym zajmujemy się tym samym co inne oddziały: zagospodarowaniem majątku przejętego po byłych PGR i gruntów z Państwowego Funduszu Ziemi. Pod naszą opieką są województwa mazowieckie i łódzkie. – Od początku jednak za główne zadanie oddziału warszawskiego uważano zagospodarowanie majątku zlikwidowanych państwowych przedsiębiorstw hodowli roślin i zwierząt. Potraktowano go inaczej niż mienie popegeerowskie. Nie szukano dla niego prywatnych nabywców czy dzierżawców, tylko przekształcono w spółki skarbu państwa. To była wasza inicjatywa czy też odgórne wytyczne? – Chodziło po prostu o niezmarnowanie wieloletniego dorobku polskich przedsiębiorstw hodowlanych. A to była realna groźba w sytuacji, gdy duża część spośród 131 przedsiębiorstw hodowli roślin i zwierząt przejętych od Ministerstwa Rolnictwa znajdowała się w kiepskiej sytuacji ekonomicznej. Wymagały one usprawnienia, restrukturyzacji i reorganizacji. – Od czego zaczynaliście? – Pierwszy etap w tamtym czasie polegał na przejęciu i szybkiej restrukturyzacji. Te firmy, w których dorobek hodowlany był niewielki albo stanowił tylko „działalność uboczną”, zostały potraktowane jako normalny majątek popegeerowski. To znaczy restrukturyzowane i przeznaczane do wydzierżawienia lub sprzedaży. Po tej wstępnej selekcji pozostało 107 przedsiębiorstw. Trzeba było określić, co jest niezbędne dla prowadzenia działań hodowlanych w tych przedsiębiorstwach, i oddzielić to, co przeszkadza. Majątek zbędny przy prowadzeniu hodowli wydzierżawialiśmy lub sprzedawaliśmy w postaci zorganizowanych gospodarstw rolnych czy działek gruntu. Na majątku potrzebnym do prowadzenia hodowli tworzyliśmy spółki, w których agencja ma 100% udziałów. Do spółek wnosiliśmy cały majątek ruchomy: odmiany roślin, zwierzęta, maszyny, budynki i grunty pod tymi budynkami. Natomiast ziemia pozostawała własnością agencji i była wydzierżawiana spółkom. Spółki hodowli roślin przejęły ok. 50% dawnych gruntów, natomiast spółki hodowli zwierząt – 60%. – Jakimi rodzajami hodowli zajmowały się nowo utworzone spółki? – Powstało 38 spółek hodowli roślin, 32 spółki hodowli zwierząt gospodarczych, 30 stadnin koni i cztery stada ogierów. Pozostałe trzy spółki to dwa Tory Wyścigów Konnych w Warszawie i Centrum Wyszkolenia Jeździeckiego w Poznaniu. – Nie wszystkie przetrwały do dziś. – Spółki – zgodnie z programami zatwierdzanymi przez ministra rolnictwa – były restrukturyzowane. Ministerstwo ustaliło liczbę spółek niezbędną do prowadzenia programu hodowlanego. W roku 1996 minister wyznaczył 65 spółek, natomiast w latach 1999-2001 zmniejszył tę liczbę do 45, które nazwał strategicznymi; 13 miało zajmować się hodowlą roślin, 32 – hodowlą zwierząt. Dziś spółek strategicznych jest 47. – I dziś już wszystkie są dochodowe? – W spółkach hodowli roślin nadal ok. 60% kosztów hodowli dotuje się z budżetu. Przyczyny są dwie: brak popytu na kwalifikowany materiał siewny i zbyt niskie ceny. Polscy rolnicy bardzo rzadko wymieniają materiał siewny. Jest dla nich zbyt drogi, choć u nas ceny materiału siewnego niewiele różnią się od cen produktów konsumpcyjnych, a w krajach UE są trzy, cztery razy droższe. Spółki hodowlane w żaden sposób nie są więc w stanie zarobić na siebie, a niewymieniany materiał siewny po paru latach degeneruje się, dając coraz niższe plony. Wyjściem z sytuacji byłoby podniesienie opłacalności upraw zbóż. – Czy spółki hodowlane mają takie osiągnięcia, które usprawiedliwiałyby dopłacanie do nich z budżetu? – Niewątpliwie mają. Przez 10 lat działania nasze spółki hodowli roślin zarejestrowały 460 nowych odmian. Aktualnie w tym rejestrze jest 380 odmian roślin rolniczych i 360 warzyw wyhodowanych. Rejestr jest żywy, niektóre odmiany znikają z pól, ale pojawiają się nowe, plenniejsze. Aż dwie trzecie wszystkich odmian uprawianych w kraju pochodzi ze spółek agencji. Wiele cieszy się uznaniem zarówno w kraju, jak i za granicą. 32 odmiany otrzymały złote medale na międzynarodowych targach Polagra, a aż 140 odmian jest zarejestrowanych w kilkudziesięciu krajach







