Powstrzymać rozgardiasz!

Powstrzymać rozgardiasz!

LEWY DO PRAWEGO 

Na temat rozgardiaszu, jaki od dłuższego czasu panuje na prawej stronie sceny politycznej, chyba nie warto już nawet pisać, zwłaszcza w “Przeglądzie”, będącym tygodnikiem. Powstawanie nowych bytów przez podziały istniejących i niespodziewane wolty nie tylko polityków, ale całych partii są tak nagłe, że w ich opisaniu spóźniają się dzienniki i ostatnie informacje są aktualne już tylko w mediach elektronicznych.
Kampania wyborcza nie tylko w Polsce rządzi się swoimi prawami, rzucając często cień na sprawowanie władzy przez rządzących. Są jednak granice, których nie należy przekraczać. Tą granicą powinno być co najmniej niepsucie państwa i gospodarki, by po 23 września sprzątać kraj z plakatów, a nie ze szkodliwych, wdrożonych w życie pomysłów lub zaniechań. Tą granicą jest również wywiązywanie się rządu z ciążących na nim obowiązków – nawet wówczas, gdy szykuje się do oddania władzy – oraz praca parlamentu nad ważnymi ustawami, a nie czekanie końca kadencji.
Dziś panuje powszechne przekonanie, że na rząd J. Buzka nie można już liczyć. Konstytucja pozwala mu jednak administrować krajem (bo przecież nie rządzi) do końca kadencji. Nie jest on w stanie nawet ustalić pożądanej przez Polskę daty wstąpienia do Unii Europejskiej, nie mówiąc już o skorelowaniu swoich ostatnich posunięć z inicjatywami posłów będących jego zapleczem politycznym. Przykładów można podać dużo, chociażby działania rządu, a w zasadzie brak działań i efektów, dotyczące harmonogramu działań, mających na celu wspieranie przedsiębiorczości i powstawanie nowych miejsc pracy. Następny przykład bałaganu to prace rządu nad gotowymi już projektami zmian w podatku od osób fizycznych, których koncepcję przedstawił minister finansów, i inicjatywy posłów
AWS-u, dotyczące wprowadzenia do systemu podatkowego ulgi prorodzinnej, choć minister finansów dla uproszczenia systemu proponuje likwidację ulg dotychczasowych. Nie można nawet powiedzieć, że to ogon merda psem, bo nie wiadomo, kto jest czym.
Tak na marginesie, choć to bardzo ważna sprawa, muszę przedstawić Państwu, co w uzasadnieniu swego projektu (przyniosły mi go właśnie wiewiórki) pisze minister finansów: “W zakresie zwolnień przedmiotowych proponuje się likwidację bądź ograniczenie z opodatkowania m.in.: zasiłków (dodatków) rodzinnych i pielęgnacyjnych, zasiłków wychowawczych oraz zasiłków porodowych, świadczeń z pomocy społecznej, dodatku energetycznego dla kombatantów, rent wypłacanych osobom represjonowanym i członkom ich rodzin, dodatków mieszkaniowych i ryczałtów na zakup opału, rzeczowych świadczeń okolicznościowych otrzymywanych przez pracowników, stypendiów i świadczeń pomocy materialnej dla uczniów i studentów”. Dalej czytamy, że tylko niektóre z tych świadczeń wliczanych do opodatkowania zostaną ubruttowione. W punkcie 3 uzasadnienia stwierdza się: “W zakresie odliczeń od podatku projekt zakłada likwidację wszystkich dotychczasowych odliczeń” (odliczenia to popularne ulgi). Kropkę nad i minister finansów stawia w 4 punkcie swego uzasadnienia: “Ponadto proponuje się likwidację możliwości wspólnego opodatkowania dochodów małżonków oraz preferencyjnego sposobu przewidzianego dla osób samotnie wychowujących dzieci”.
Teraz już chyba nie muszę nikogo przekonywać, że jeśli ktoś proponuje obniżenie stawek podatkowych, to wcale nie oznacza, że obniża podatki, a na pewno nie wszystkim. Zresztą minister finansów w swoim artykule w gazecie wyraźnie napisał, że proponowane przez niego zmiany podatkowe każdy odczuje na własnej kieszeni i to jest jedyna prawda, którą napisał. Sojusz Lewicy Demokratycznej, przygotowując się do objęcia władzy po wyborach, nie może ograniczyć się do przygotowywania programu i czekania na pozytywny wynik wyborów, by móc ten program wdrożyć. Musi już teraz aktywnie zadbać, by to, co nie zostało w ciągu tej kadencji zepsute, nie zostało zepsute w okresie przedwyborczym, a to, co jeszcze jest możliwe do zrobienia, zostało zrobione.
Należałoby więc w pierwszej kolejności wyjść z inicjatywą dokonania przeglądu wszystkich projektów ustaw znajdujących się w Sejmie i ustalenia z marszałkiem oraz pozostałymi klubami wykazu aktów, które powinny być przyjęte przez Sejm do końca kadencji (pozostało już tylko siedem posiedzeń).
Konieczne jest również, z uwagi na znacznie mniejszy niż zaplanowano w budżecie wzrost PKB, czego konsekwencją będzie – jak szacują wcale nie opozycyjni ekonomiści – zmniejszenie dochodów budżetowych o 5-7 mld zł, skłonienie rządu do przygotowania niezbędnych posunięć, sprowadzających się do ograniczania wydatków, ewentualnie nowelizacji budżetu.
Domaganie się od rządu systematycznego przedstawiania opinii publicznej stanu zaawansowania prac nad przyszłorocznym budżetem, by rząd nie wyłgał się – jak przy budżecie tegorocznym – i dotrzymał konstytucyjnego terminu złożenia w Sejmie ustawy budżetowej do 30 września.
SLD powinien również określić, jakie decyzje i działania rządu podjęte tuż przed wyborami uzna za szkodliwe dla państwa i gospodarki, by utrudnić partyjne zawłaszczanie państwa przez ewakuujące się pospolite ruszenie AWS.

Wydanie: 22/2001

Kategorie: Publicystyka
Tagi: MAREK WAGNER

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy