Pozytywne myślenie pomaga walczyć z rakiem

Pozytywne myślenie pomaga walczyć z rakiem

Jest taka teoria, że na raka częściej chorują ludzie, którzy nie potrafią wyrażać emocji

Na choroby onkologiczne zapada coraz więcej Polaków, ok. 160 tys. rocznie. Coraz więcej też zostaje wyleczonych. Efekty terapii zależą głównie od zaawansowania choroby w chwili jej wykrycia, od sposobu leczenia, ale także od samego chorego – jego siły psychicznej potrzebnej do pokonania choroby. Tymczasem już od chwili postawienia diagnozy, która powoduje zwykle wielki szok, chorzy przeżywają ciągłe stresy, targają nimi negatywne emocje niszczące system nerwowy, a więc i odporność, co ujemnie wpływa na proces terapii. Martwią się nie tylko z powodu zagrożenia życia, ale również denerwują utrudnieniami w leczeniu. Co prawda ostatnie zmiany w systemie lecznictwa onkologicznego mają to leczenie przyśpieszyć i ułatwić dostęp do specjalistów, ale nadal niewiele się robi, by pacjenta wzmocnić psychicznie do walki z rakiem. Onkolodzy i pielęgniarki nie mają na to ani czasu, ani umiejętności, a mało jest w szpitalach psychologów i psychoonkologów, więc tylko nieliczni chorzy zmagający się z rakiem korzystają z profesjonalnego wsparcia psychicznego.

Psychoonkolog Iwona Nawara ze Stowarzyszenia Wspierania Onkologii UNICORN już od 20 lat pomaga chorym na raka zmagać się z zagrożeniami i wszelkimi problemami spowodowanymi chorobą, by mogli aktywnie uczestniczyć w procesie zdrowienia.

Dlaczego zdecydowała się pani zająć profesjonalnym wsparciem chorych na raka?

– Po ukończeniu psychologii trafiłam, nieco przypadkowo, do oddziału onkologicznego Szpitala im. Rydygiera w Krakowie i dość szybko zauważyłam, że chorzy na raka są pozbawieni opieki i pomocy psychologicznej, chociaż bardzo potrzebują wsparcia. Starałam się więc im pomagać, radzić, wspierać, wpływać pozytywnie na ich nastrój. Ponieważ onkolodzy skupieni na procesie leczenia, chemioterapii, radioterapii czy zabiegach chirurgicznych nie mieli czasu na rozmowy z pacjentami, często bywałam łącznikiem między nimi a lekarzami i przekazywałam informacje dotyczące leczenia, a niekiedy po prostu kontaktowałam ich ze sobą. Jednak w szpitalu miałam za mało możliwości oddziaływania psychologicznego na chorych – mogłam z nimi porozmawiać tylko w sali, w obecności innych, albo na korytarzu, ale nie było tam warunków do systematycznej pracy psychologicznej. Zaczęłyśmy więc, razem z pracującą na tym oddziale lekarką Marią Marczak, również zainteresowaną psychologicznym wspieraniem pacjentów, spotykać się z nimi po wyjściu ze szpitala, najczęściej w weekendy. W 1998 r. zorganizowałyśmy pierwsze trzydniowe warsztaty w Bukowinie Tatrzańskiej.

Kto wam płacił za tę pracę?

– Nikt, pacjenci opłacali tylko niewielkie koszty pobytu na warsztatach.

Na czym polegała ta pomoc i praca z chorymi?

– Podczas warsztatów wyjaśniałam, jak powstają emocje i w jaki sposób możemy na nie wpływać swoim myśleniem. Starałam się nakłonić chorych do innego spojrzenia na ich sytuację i samą chorobę, spowodować, by uwierzyli, że mają wpływ na jej przebieg, a więc także na wynik terapii. Ludzie jednak na ogół nie wierzą w swoje możliwości uczestniczenia w zdrowieniu, diagnozę: rak przyjmują jako zrządzenie losu, a nawet wyrok śmierci i popadają w przygnębienie, poddają się biernie biegowi zdarzeń.

W czym zazwyczaj tkwi błąd w myśleniu chorych?

Jedna z chorych tak przedstawiła na kartce swoje myśli: „Siedzi we mnie coś, co zżera moje ciało, (…) będzie gorzej, coraz gorzej, chemia nie zadziała, już nie wyzdrowieję. Teraz już za późno, nic nie da się zrobić. Z każdym miesiącem będę coraz słabsza. W domu sobie beze mnie nie poradzą, rodzina sobie ze mną nie poradzi, to już koniec. Jestem inna, we wszystkim ograniczona, wszyscy ludzie żyją normalnie, a ja…?”. Niech pani sobie wyobrazi, że ta kobieta od roku myśli tylko w ten sposób, więc czy może lepiej się czuć? Nawet gdy jest należycie leczona. Wiadomo, że takie myślenie i samopoczucie źle wpływa na jej organizm i proces leczenia.

Może to rak wybiera osoby depresyjne?

– Jest taka teoria, że na raka częściej chorują ludzie o osobowości typu C, czyli ci, którzy nie potrafią wyrażać emocji. Przeżywają je wewnętrznie, nie rozładowując napięcia, a to z czasem może spowodować chorobę, także nowotworową. Większość chorych, z którymi się stykam, potwierdza, że mają w zwyczaju ciągle czymś się martwić, wiąże się to z lękiem przed przyszłością, którą postrzegają bardzo negatywnie. Tymczasem z badań wynika, że ponad 75% tego typu katastroficznych myśli i wyobrażeń w rzeczywistości się nie spełnia. Wieczne zamartwianie się jest więc swoistym nawykiem i trzeba się tego oduczyć, bo negatywnie wpływa na funkcjonowanie organizmu – na pracę serca i innych narządów, napięcie mięśni i naczyń krwionośnych, co powoduje wzrost ciśnienia krwi, na nadmierne wydzielanie gruczołów wewnętrznych itd. Działanie laboratorium, jakim jest nasz organizm, w dużym stopniu zależy od psychiki – czyli od sposobu myślenia. Ludzie zwykle wiedzą o tej zależności i o negatywnym działaniu stresu, ale twierdzą, że nie da się z tym nic zrobić. My ich przekonujemy, że to nieprawda, bo ich myśli zależą od nich.

Strony: 1 2

Wydanie: 15/2015

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy