Z prawej do lewej kieszeni

Z prawej do lewej kieszeni

Czy ”Węglokoks” zapłaci holdingowi Śląskiej Giełdy Towarowo-Pieniężnej prawie 65 milionów złotych za odstąpienie od umowy?

Właścicielem holdingu Śląskiej Giełdy Towarowo-Pieniężnej jest Piotr Buller. Przed kilkoma laty prowadził prężną działalność biznesową w całej Europie. Jako jeden z pierwszych wyczuł, że na handlu węglem z Ukrainą można zarobić. Po kilku latach z jego interesów niewiele pozostało. – ”Węglokoks” nie chciał przestrzegać umów i to stało się przyczyną moich problemów. Musiałem wziąć kredyty, aby spłacać długi. Wierzyłem w zapewnienia, że na eksporcie węgla na Wschód stracić nie można – mówi dziś Buller.
Okazało się, że można. W Sądzie Okręgowym w Katowicach toczy się postępowanie układowe pomiędzy holdingiem a ponad setką wierzycieli, którzy domagają się zwrotu pieniędzy.

Tory rdzewiały

Zakończone sądowym finałem kontakty między ”Węglokoksem” a firmą Piotra Bullera zaczęły się w 1995 roku, kiedy to podpisano umowę, na mocy której ”Węglokoks” miał przez kolejowe bazy przeładunkowe holdingu w Szczebrzeszynie i Werchracie wysyłać węgiel na Ukrainę.
– W 1995 roku podpisaliśmy kontrakt na przeładunek w Werchracie czterech milionów ton węgla z przeznaczeniem dla ukraińskiego odbiorcy. Kwartalnie mieliśmy przeładowywać milion ton węgla – wyjaśnia Buller.
Kontrakt przewidywał, że do końca 1997 roku baza w Werchracie będzie do wyłącznej dyspozycji ”Węglokoksu”, który zapłacił holdingowi 3,5 miliona złotych a conto kosztów rozładunku dostarczonego węgla.
Węgiel był rozładowywany, podpisywano też kolejne aneksy do umowy. Jeden z ostatnich przewidywał, że w 1996 roku ”Węglokoks” dostarczy do przeładunku na szerokotorowe pociągi 2,6 mln ton węgla. Przyszło o połowę mniej. Załamanie eksportu węgla doprowadziło do upadku bazy w Werchracie i rozkręcenia spirali kredytów Śląskiej Giełdy Towarowo-Pieniężnej. Buller musiał ludzi zwolnić.
– Straty, które ponieśliśmy, są olbrzymie. W pozwie domagamy się 32.980 tys. zł tytułem należności za kontrakt z 1995 roku oraz 31. 421 tys. zł odszkodowania. Wiemy, że pozew z żądaniem 3,7 mln zł złożył też syndyk masy upadłościowej bazy w Werchracie. W sumie domagamy się od ”Węglokoksu” około 70 mln zł – dodaje Buller.

Umowy z sobą samym

Na umowie i większości aneksów do niej ze strony ”Węglokoksu” widnieją podpisy Piotra M. Nowaka i Bogdana Krztonia. Ten ostatni był wtedy dyrektorem pionu transportowo-technicznego ”Węglokoksu” (od 1997 r. jest członkiem zarządu). Jak wynika z dokumentów, w 1995 roku zarówno Piotr. M. Nowak, jak i Bogdan Krztoń byli jednocześnie członkami Rady Nadzorczej Śląskiej Giełdy Towarowo-Pieniężnej.
Oficjalne stanowisko ”Węglokoksu” jest w tej sprawie nader powściągliwe. Rzecznik Piotr Polmański wyjaśnia tylko, że ”Węglokoks” nie uznaje roszczeń holdingu Śląskiej Giełdy Towarowo-Pieniężnej. Natomiast Piotr M. Nowak oraz Bogdan Krztoń jako szeregowi pracownicy mogli zasiadać w 1995 roku w radzie nadzorczej tej firmy i posiadali na to zgodę przełożonych. Ich członkostwo w radzie trwało parę miesięcy i ustało na dwa lata przed powołaniem obecnego zarządu ”Węglokoksu”.
Umowa parafowana przez Bogdana Krztonia na przeładunek węgla z de facto samym sobą, jako że był urzędnikiem firm, które ją podpisywały, wywołuje zdumienie prawników. – Jest ogólnikowa, nie ma tam słowa o karach umownych, jakie powinny zapłacić strony w przypadku zerwania kontraktu – ocenia jeden z prawnik.
Zarząd ”Węglokoksu” nie ma jednak wątpliwości co do dobrych intencji Bogdana Krztonia. – Praca p. Krztonia w radzie nadzorczej firmy Piotra Bullera nie była działaniem na szkodę ”Węglokoksu”, gdyż przestał być jej członkiem na długo przed powołaniem go w skład zarządu ”Węglokoks” S.A. – tłumaczy Polmański.
Tymczasem według naszych ustaleń, w 1996 roku Krztoń był prokurentem zarządu ”Węglokoksu”, a później pod aneksami do umowy z holdingiem Bullera figurował nawet jako członek zarządu, dyrektor ds. logistyki.

Łakomy kąsek

”Węglokoks” od dawna nie ma tzw. dobrej prasy, mimo że jest jednym z największych eksporterów polskiego węgla. Powód jest bardzo prosty – tam gdzie są pieniądze, różne ugrupowania polityczne chcą mieć wpływ na obsadę lukratywnych stanowisk. Zapewne z politycznego powodu w 1998 roku ministrowie przemysłu i skarbu zmienili część rady nadzorczej. Nowa z kolei odwołała ówczesnego prezesa ”Węglokoksu”, Sebastiana Czypionkę (związanego z PSL) i dwóch członków zarządu.
Przy okazji wyszło na jaw, że ówczesny prezes rady nadzorczej, prof. Zygfryd Nowak, na koszt ”Węglokoksu” kilka razy w roku wyjeżdżał za granicę, i to nie tylko do krajów, które były odbiorcami polskiego węgla.

B. Komendant w kieszeni

Kariera Piotra Bullera budziła zdumienie. Urodził się w Pile w wielodzietnej rodzinie, a na Śląsk przyjechał, by odsłużyć wojsko w kopalni. Po 1989 roku rozpoczął pracę na własny rachunek. Zaczynał od ”szczęk” na dworcu kolejowym w Katowicach. Szybko się zorientował, że aby do czegoś dojść, musi mieć firmę o poważnej nazwie. Założył więc Przedsiębiorstwo Marketingowo-Konsultingowo-Handlowo-Usługowe ”Venus” Export-Import-Hurt. Wpadł też na inny pomysł – zaczął zatrudniać ludzi zwalnianych z górnictwa, ale mających tzw. układy. Dzięki temu dynamicznie wszedł na rynek handlu węglem. Po kilku latach znalazł się na liście 100 najbogatszych tygodnika ”Wprost”. W 1993 roku wykupił Śląską Giełdę Towarowo-Pieniężną w Katowicach.
1994 rok to okres świetnych zarobków na handlu węglem. Jako szefa ochrony Buller zatrudniał b. komendanta głównego policji Romana Hulę, miał świetne kontakty z władzami ukraińskimi. Były nawet plany, aby został konsulem honorowym Ukrainy w Polsce. Chciał też mieć dostęp do mediów. W 1994 r. wszedł w spółkę, która zamierzała uruchomić telewizję ”Śląsk”. Jednak sprawą zajął się UOP, gdyż niejasne było źródło finansów niektórych udziałowców tegoż przedsięwzięcia. – Wycofałem się, bo zniechęciła mnie reakcja KRRiTV na informacje o pojawieniu się wśród udziałowców b. szefa Radiokomitetu z lat 70. Macieja Szczepańskiego. Uważałem, że nie było szans na koncesję – mówił dziennikarzowi ”Trybuny Śląskiej”.
W całej Polsce było też głośno o sportowej pasji Piotra Bullera – jego klubie piłkarskim ”Sokół Tychy”. Z czasem jednak musiał sprzedać wszystkich zawodników. Trzy lata temu praktycznie słuch o Bullerze zaginął. Powoli likwidował swoje interesy w Katowicach. Siedzibę Śląskiej Giełdy Towarowo-Pieniężnej przeniósł z centrum miasta w spokojniejsze miejsce. Uregulowanie sytuacji finansowej holdingu jest dla niego najważniejsze. – Dla Piotra to być albo nie być, natomiast dla ”Węglokoksu” przegrana nie będzie żadnym wstrząsem – prognozują współpracownicy Bullera. Czy mają rację? W połowie stycznia odbędzie się pierwsza rozprawa.

 

Wydanie: 2/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy