Prawo i Śląsk

Prawo i Śląsk

Nikt nie może zapominać, gdzie są jego korzenie

Rozmowa z Andrzejem Dobrzańskim, wiceprzewodniczącym klubu radnych SLD Sejmiku Śląskiego

– Wprawdzie nieznajomość prawa szkodzi, ale spotkać można również i inny pogląd – znajomość prawa przeszkadza być politykiem. Pan jest prawnikiem…
– Znajomość prawa na pewno nie przeszkadza. Prawnicy są najbardziej predystynowani do roli parlamentarzystów. Niestety, polski parlament cierpi na niedobór prawników. Być może w potocznym rozumieniu zawód prawnika przeszkadza być politykiem, bo kojarzy się ze spowolnieniem skuteczności. Naprawdę jednak potrzebujemy ludzi z zasadami, którzy zarówno potrafią tworzyć prawo, jak i go przestrzegać. Dla mnie takim wzorem polityka lewicy, który stoi na straży prawa i konstytucji jest prezydent Aleksander Kwaśniewski. Dowodzi tego choćby ostatni spór dotyczący Senatu. Wzorem prawnika i polityka był i jest też dla mnie premier Włodzimierz Cimoszewicz. Ze względu na swoje dążenia do legalności i praworządności miał przeciwników po każdej stronie. Teraz mamy serię wielkich afer korupcyjnych, które dowodzą jednego – upadku norm moralnych i etycznych wśród polityków. Nieznajomość prawa prowadzi również do bezradności. Ja bardzo szanuję profesora Lecha Falandysza, który jest dowcipnym człowiekiem, wybitnym prawnikiem i z punktu widzenia rzemieślnika wykonywał swoją funkcję ministra w Kancelarii Prezydenta Wałęsy doskonale. Ale mógł sobie pozwolić na słynną już „falandyzację” prawa między innymi dlatego, że ówczesny parlament nie był w stanie mu się merytorycznie przeciwstawić. Cieszę się, że w koalicji SLD-UP jest wielu znakomitych prawników. Choćby Jerzy Jaskiernia, wybitny fachowiec w pisaniu ustaw.
– Wyniki sondaży od dawna wskazują jednoznacznie zdecydowanych zwycięzców wyborów. Nie ma pan obaw, że po wygranej odreagowywanie czterech lat potrwa za długo?
– Jest takie niebezpieczeństwo. Z jednej strony to naturalne i zrozumiałe, że mamy do czynienia z pędem do władzy i stanowisk. Zdziczenie obyczajów to zasługa ostatniej ekipy. Z zażenowaniem obserwowałem to, co działo się przy obsadzie zupełnie urzędniczych stanowisk w organach samorządowych. Patrzyłem na czystkę przeprowadzaną wśród urzędników wojewody, którzy przeszli do Urzędu Marszałkowskiego. Kto nie z AWS, ten na straconej pozycji. Przez pierwszy rok w Sejmiku Śląskim w ławach dla posłów zasiadał regularnie szef śląskiej „Solidarności”, którego nazywaliśmy zgryźliwie „nadradnym”. Kiedy przychodziło do podejmowania decyzji, większość radnych z jego obozu patrzyła na pana Marszewskiego, jak ma głosować. Stosowano wzorce przejęte od Mariana Krzaklewskiego i jego ekipy. Najbardziej przerażająca jest utrata poczucia misji społecznej przez ludzi wybieranych. Często jest tak, że nasi radni czy parlamentarzyści załatwiają interesy wyborców tylko wówczas, gdy one nie kolidują z ich własnymi. Żeby nie było wątpliwości – to nie dotyczy tylko jednej strony. Dlatego byłoby dobrze, gdyby do Sejmu i Senatu weszła duża grupa nowych ludzi, nie uwikłanych w żadne układy.
– Jest pan człowiekiem ze Śląska. Śląska, który dziś przegrywa.
– Nie musi przegrywać. Śląsk i mieszkańcy tego regionu zasługują na lepsze traktowanie. Choć w rządzącej jeszcze koalicji było wielu ludzi ze Śląska, popełnili jeden z największych swoich błędów – dla Śląska zrobili bardzo mało. Dla mnie hasło, że zostaje się posłem w imieniu całego kraju, jest piękne i szczytne, ale przecież nikt nie może zapominać o tym, gdzie są jego korzenie. Nie w tym rzecz, by z kolei zapomnieć o reszcie kraju, ale jeśli zostało się posłem z danego terenu, trzeba zrobić wszystko, żeby tym, którzy oddali głosy, żyło się lepiej i łatwiej.
– To nie zmienia faktu, że Śląsk jest regionem, który przeżywa kolejny wielki dramat.
– Śląsk trzeba przede wszystkim rozumieć. Dziś w województwie śląskim mieszka pięć milionów osób. W samym Zabrzu jest 20% bezrobotnych. W skali kraju to nie są dane szokujące, ale w tym mieście przecież mieszka 200 tys. osób. To oznacza, że 17 tys. ludzi pozostaje bez pracy. Śląsk to inny model rodziny, tu się problemy zwielokratniają. Te 17 tys. trzeba przemnożyć przez następne dwie, trzy osoby i nagle się okazuje, że to rząd wielkości średniego miasta. Na całym Śląsku jest zaś 300 tys. bezrobotnych. Pracę tracą ludzie w średnim wieku. Za młodzi, żeby przejść na wcześniejszą emeryturę i za starzy, żeby znaleźć nową pracę. To jedna grupa. Druga to absolwenci. Obawiam się, że tworzy się grupa młodych ludzi, która może zostać zwichrowana do końca życia. I mimo kolejnych reform nadal kształcimy bezrobotnych.
– W swojej ulotce napisał pan, że nie chce być kolejnym anonimowym posłem.
– Bo chciałbym być posłem wyraźnym, nie tylko takim, który uaktywnia się kilka miesięcy przed wyborami i wtedy obiecuje. W 1998 roku podczas wyborów samorządowych zobowiązałem się do bezpłatnego udzielania pomocy prawnej tym, którzy nie potrafią sobie poradzić ze swoimi problemami. Zgłaszających się było tylu, że robię to nadal. I nadal przede wszystkim czuję się samorządowcem. Z czterech reform rządu Buzka najmniej konfliktów wywołała reforma samorządowa. Następna koalicja powinna doprowadzić do tego, by za reformą poszły również środki. U nas zapanowało takie przekonanie, że ważny jest ten, kto dzieli pieniędzmi, a im więcej podzieli, tym jest jeszcze ważniejszy. To nie tak. Zawsze najlepiej każdego potrafią rozliczyć ci, którzy są na miejscu.


Andrzej Dobrzański jest zabrzaninem, absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, właścicielem indywidualnej kancelarii radcy prawnego; w latach 1977-86 był sędzią sądu rejonowego w Zabrzu, pełni funkcję prezesa Zabrzańskiej Izby Przemysłowo-Handlowej i wiceprezesa Regionalnej Izby Przemysłowo-Handlowej w Gliwicach. Członek Rady Miejskiej w Zabrzu i Śląskiej Rady Wojewódzkiej SLD, radny Sejmiku Śląskiego, wiceprzewodniczący klubu radnych SLD. Kandydat do Sejmu z listy SLD-UP.

 

Wydanie: 37/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy