Biedny inteligent patrzy na Dodę

Biedny inteligent patrzy na Dodę

Celebryci – czy tego chcemy, czy nie – są odbiciem stanu polskiego społeczeństwa

Facet wyglądał jak inteligent – ubrany był w jasnoniebieską koszulę i tweedową szarą marynarkę – i w rzeczy samej był inteligentem. A dokładnie profesorem AGH w Krakowie. Jechaliśmy pociągiem z nowej do starej stolicy Polski, rozmawiając o wystawie Sasnala, konkursie chopinowskim i bieżącej polityce. Gdy kurtuazyjna rozmowa dobiegła końca, ów profesor schował się za płachtą zagranicznego periodyku naukowego. Traf chciał – a raczej nie traf, lecz stan polskich kolei – że pociąg nagle stanął. Wówczas towarzyszowi podróży wypadło świeżutkie wydanie „Życia na Gorąco”, tygodnika specjalizującego się w barwnym opisywaniu życia gwiazd. Profesor spąsowiał, do końca drogi nie odezwał się ani słowem. Bał się, że wyszedł na jaw jego wstydliwy sekret? Zainteresowanie życiem celebrytów bynajmniej mnie nie zdziwiło ani nie zniesmaczyło. Celebrytami bowiem mniej lub bardziej interesujemy się wszyscy. Śledzenie celebryckich newsów jest egalitarne i powszechne, choć wielu z nas boi się do wstydliwej fascynacji przyznać. W dobrym tonie jest interesowanie się ambitną literaturą, a nie plotkami. Zgodnie z bon motem, że inteligentni ludzie interesują się ideami, a głupi innymi ludźmi. Czy jednak jest coś bardziej ludzkiego niż zainteresowanie innym człowiekiem, nawet jeśli nosi znamiona wścibstwa?

Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie

„Wprawdzie to właśnie publiczność sprawiła, że celebryci stali się celebrytami, (…) ale ta sama publiczność zawdzięcza celebrytom swoje własne istnienie. Gdyby nie czynność wynoszenia celebrytów na świeczniki, ponad-sąsiedzka, ponad-narodowa, ponad-partyjna, ponad-ideologiczna, ponad-klasowa publiczność, pozbawiona alternatywnego scalającego paliwa i ucieleśniona (…) tylko w statystyce sprzedanych płyt, biletów kinowych lub koncertowych albo ilustrowanych tygodników, nie miałaby okazji zaistnieć”, pisał już prawie 15 lat temu Zygmunt Bauman w przedmowie do głośnej książki „Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów”. Autorem wspomnianej książki jest prof. Wiesław Godzic, filmoznawca, medioznawca i socjolog, autor interdyscyplinarnego badania „Celebryci w polskiej przestrzeni medialnej i społecznej”.

W opracowaniu tym, jak ocenia prof. Kazimierz Wolny-Zmorzyński, odbija się jak w lustrze marna kondycja polskiego społeczeństwa, goniącego za sensacją, przywiązującego wagę do tego, co mało wartościowe, biorącego przykład najczęściej z osób niewykształconych i płytkich. Zdaniem badacza masy dobrowolnie i bezmyślnie poddają się manipulacji mediów i ich twórców, bo same są niewykształcone i nie umieją odróżnić rzeczy wartościowych od mało istotnych.

To dosyć ostra opinia o relacjach między celebrytami i ich odbiorcami. Sam prof. Godzic widzi pożytek z istnienia celebrytów. Jego zdaniem opowieść o celebrytach jest doskonałym sposobem opowiadania o współczesnej Polsce, o obecnych nad Wisłą systemach zachowań, rolach społecznych i aspiracjach Polaków. Bo jeśli niemal wszystkie nastolatki chcą być influencerkami, celebrytkami, chcą być znane i bogate, to skądś ta inspiracja musi pochodzić.

Pomimo tej fascynacji nasz oficjalny stosunek do celebrytów bywa niejednoznaczny. – Freud mówił, że coś kochamy i nienawidzimy jednocześnie – wyjaśnia prof. Godzic, badający zjawisko celebrytów od wielu lat. – Chcemy być jak celebryci, chcemy ubierać się tak jak oni i korzystać jak oni z różnych luksusów, ale zazwyczaj nie stać nas na markowe ciuchy, buty ani gadżety. Z drugiej strony jesteśmy zazdrośni, że oni mają produkty oryginalne, a my zaledwie licencjonowane podróbki. W związku z tym cieszymy się z porażek celebrytów, mniej im wybaczamy. Gdy np. taką gwiazdę złapią na jeździe po pijaku, to jesteśmy bezwzględni – podkreśla profesor.

O ambiwalencji naszego stosunku do celebrytów pisał też Zygmunt Bauman: „Te serca biją jak nasze. Te sny do złudzenia nasze marzenia (a czasem koszmary) przypominają. Te wzloty i upadki to nasze małe satysfakcje i przykre potknięcia, tyle że na wielki ekran rzucone, by więcej ludzi, i dokładniej, mogło się im przyjrzeć, a przyglądając się, tłumnie im wagi przysporzyć. Żywoty celebrytów biją tym samym, co nasze, rytmem – tyle że głośniej. Schodzą się i rozchodzą, kłócą się i godzą, popadają w nałogi i z nałogów się leczą, zbierają oklaski i gwizdy. Hołdując celebrytom, składamy hołd sobie. (…) Uznając poczynania celebrytów za godne uwagi, pozyskujemy uznanie dla swoich. A wszak trudno o krzywdę okrutniejszą i boleśniejszą od odmowy uznania”.

Nasze zainteresowanie celebrytami jest jak śmiech z komedii „Rewizor” Mikołaja Gogola. Parafrazując klasyczny cytat, można retorycznie zapytać: z celebrytów się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.

Między Gajosem a Godlewską

Powiedzieć, że celebryci są lustrem społeczeństwa (jako twory popkultury odpowiadają masowej wyobraźni i masowym potrzebom), jest łatwiej, niż jasno określić, kim jest – a kim nie jest – celebryta. Kilka lat temu Kuba Wojewódzki w autobiografii wyraźnie kpił z celebrytyzmu i zaznaczał, że do grona celebrytów nie należy. Samozwańczy król TVN odżegnuje się od łatki celebryty, wyraźnie dając do zrozumienia, że jest kimś lepszym. Woli sytuować się tuż obok Janusza Gajosa czy Dawida Ogrodnika – którzy, owszem, są znani, ale nie powiedzielibyśmy o nich, że to celebryci – niż sióstr Godlewskich.


Oni błysnęli w roku 2021!

Dorota Doda Rabczewska – piosenkarka najlepsze lata ma już za sobą, ale nie daje o sobie zapomnieć. W 2021 r. głośno było o filmie „Dziewczyny z Dubaju”, który współprodukowała, a także o jej… problemach prawnych. Niegdysiejsza supergwiazda brzydko gaśnie.

Julia Wieniawa – aktorka młodego pokolenia znana m.in. z rodzimego horroru „W lesie dziś nie zaśnie nikt”. Stała bywalczyni Pudelka. Jej najbardziej znaną rolą wciąż pozostaje gra w reklamie Apartu.

Magda Gessler – restauratorka i osobowość telewizyjna, właścicielka i współwłaścicielka kilkunastu restauracji, a przede wszystkim kuchenna rewolucjonistka. Pomagała (z większym bądź mniejszym skutkiem) zmieniać oblicze polskiej gastronomii nawet w pandemii, stając w przyłbicy naprzeciw restauratorom.

Małgorzata Rozenek-Majdan – prezenterka, pani od wszystkiego. Przełomem w jej medialnej działalności było prowadzenie programu „Perfekcyjna pani domu” emitowanego przez TVN i TVN Style, w którym celebrytka pomagała uczestniczkom uporać się z nieładem w ich mieszkaniach. Tak się zadomowiła w mieszkaniach Polaków, że wyskakuje im z lodówki.

Viola Kołakowska – jak to mówią w plotkarskiej prasie, pani „mądra inaczej”. Naczelna koronasceptyczka RP, o której w tym pandemicznym czasie musiało być głośno. Niestety.

Karol Wiśniewski – historia Friza, bo pod tym pseudonimem Karol jest bardziej znany, to istne od „od zera do milionera”. Ekipa, którą stworzył, była znana jedynie nastolatkom, ale usłyszeli już o niej także dorośli. Głównie podczas zakupów, ponieważ Ekipa wypuściła własne napoje, lody, gadżety oraz ubrania, które stały się z miejsca pragnieniem wielu dzieciaków.

Michał Matczak – Mata to raper i syn swojego ojca. A tym ojcem jest nie byle kto, bo sam prof. Marcin Matczak, prawnik tytan pracy i nowy wzór rodzicielstwa. Mata błysnął w 2021 r. nową płytą, na której można znaleźć piosenki wyrażające niechęć do starszych babć i Jacka Kurskiego. Mata miał poza tym własny zestaw w McDonald’s.

Zuzanna Irena Jurczak, znana jako Sanah – oczy jej są jak diamenty i do panów niepytane mienią się. Nie powinno więc dziwić, że pół Polski nuciło i wciąż nuci jej piosenki. Teledysk do piosenki Sanah „Ale jazz!”, którą wykonała z Vito Bambino, był najchętniej oglądanym/słuchanym teledyskiem w 2021 r. na polskim YouTubie.

Ania Lewandowska – sportsmenka, bizneswoman i żona Roberta Lewandowskiego. W 2021 r. bardziej niż nowymi bezglutenowymi ciasteczkami zasłynęła konfliktem z Mają Staśko. Aktywistka skrytykowała żonę Roberta za instastory z tańcem w stroju osoby otyłej. Lewandowska uznała krytykę za grubą przesadę i zaproponowała rozwiązanie sprawy w sądzie. Tak to bywa, gdy się ma nadmiar kasy i niedomiar empatii.

Oliwia Bieniuk – córka Anny Przybylskiej. 19-latka coraz śmielej zdobywa łamy Pudelka i Plotka. Sławę wytańczyła sobie w „Tańcu z gwiazdami”, uzupełniając to odważnymi zdjęciami. Etatowo udziela wywiadów na temat mamy i rodziny.

Andrzej Piasek Piaseczny – piosenkarz wyszedł z szafy i przyznał, że jest gejem. Całkiem normalne wyznanie sprawiło, że Piasek nagrabił sobie w telewizji Jacka Kurskiego. Stracił rolę jurora i trenera w programie TVP „Voice of Poland”, ale zyskał ogromną sympatię Polaków.

Barbara Kurdej-Szatan – aktorka szerzej znana z roli blondynki w reklamach Play przemieniła się w buntowniczkę. Ostro skrytykowała działania Straży Granicznej i stała się pierwszą głośną ofiarą cancel culture.

Joanna Opozda – gwiazda rodzimych komedii romantycznych. W 2021 r. zyskała sławę głównie z powodu ciąży. Media plotkarskie rozpisują się o jej stanie błogosławionym i nie powinno to dziwić, bo zachodzenie w ciążę w tym kraju to przejaw sporej odwagi.

Sara Leokadia Sudoł, znana jako Young Leosia – jeśli nie wiesz, kim jest Young Leosia, to jesteś boomerem. Tak można w skrócie opisać fenomen młodej raperki. Faktem jest, że jej 20-minutowy minialbum „Hulanki” już w przedsprzedaży pokrył się platyną (ponad 30 tys. sprzedanych egzemplarzy), zapowiadające go single „Szklanki” (22 mln wyświetleń) i „Jungle Girl” (14 mln w miesiąc) śmiało można zaliczyć do największych przebojów roku 2021.

Szymon Sobel – kolejna hiphopowa gwiazdka. Teledysk do jego piosenki „Fiołkowe pole” był drugim najchętniej oglądanym klipem na YouTubie. Jest postacią tyleż ciekawą, co enigmatyczną, rzadko udziela wywiadów, ale gdy to robi, mówi z sensem. W programie Kuby Wojewódzkiego wyznał, że jest „dziwnym gościem”.


– Celebryta to pojęcie dosyć rozmyte i przez co mniej rozgarniętych używane jako synonim słowa gwiazda czy artysta. Ja stosuję zdrowe rozróżnienie: gwiazdą jest osoba, która jest znana z czegoś: muzyki, filmu, serialu czy sztuki, artysta jest osobą, która sztukę tworzy (może być znany lub nie), a celebryta to osoba, która jest znana z tego, że jest znana. Pokazuje swoje życie, sprzedaje prywatność i ma w sobie coś, co sprawia, że inni są zainteresowani jej życiem – definiuje zjawisko Patryk Chilewicz, niegdyś wydawca plotkarskiego serwisu Pudelek, twórca satyrycznego serwisu Vogule Poland.

O celebrytach w dzisiejszym rozumieniu tego słowa możemy mówić od czasów książki „The Image: A Guide to Pseudo-Events in America” (1962) amerykańskiego historyka Daniela Boorstina. W tej właśnie publikacji po raz pierwszy pojawiła się obowiązująca do dziś definicja celebrity, czyli bycia znanym z tego, że jest się znanym. Wcześniej popularność wynikała z jakichś dokonań. Ktoś mógł był znanym aktorem lub uwielbianym piosenkarzem. Wraz z rozwojem masowej rozrywki i masowych mediów pojawiły się też jednak pseudowydarzenia, dzięki którym rodzą się i błyszczą celebryci.

– Takie wydarzenie jest ważne nie dlatego, że ma jakąś wagę, ale dlatego, że jest opisywane przez media. Nie chodzi o wielką premierę opery czy filmu, ale o wydarzenie samo w sobie, które można sfotografować i opisać. Pojawienie się pseudowydarzeń zmieniło w zasadzie całą logikę działania systemu rozrywkowego – wyjaśnia początki zjawiska dr Helena Chmielewska-Szlajfer, socjolożka związana z Akademią Leona Koźmińskiego.

Dziś pseudowydarzenia są kuźnią celebryckich afer. Celebryta jest ich produktem i żeby utrzymać się przy medialnym życiu, musi być w nim stale obecny. Z powodu nowej partnerki lub partnera, z powodu zaręczyn, ślubu lub rozwodu, bo wyjechało się na wczasy, kupiło dom albo samochód. Ta sława jest nietrwała jak statusy na Facebooku. Trzeba ją ciągle podgrzewać.

Pseudowydarzeniem może być nawet zmiana fryzury, operacja plastyczna czy choroba. Słabości szczególnie są w cenie. Przez nie – a celebryci mówią o nich chętnie w wywiadach – zanika silna do niedawna granica między światem publicznym i prywatnym. Ulegając słabościom, stają się bardzo podobni do wielbiącej ich wspólnoty. Chociaż ze słabościami trzeba uważać. Bo to, co ujdzie cenionemu reżyserowi czy pisarzowi, niekoniecznie będzie wybaczone osobie znanej, ale bez większych dokonań.

– Weźmy taką Kalinę Jędrusik. Poza oczywistym talentem aktorskim i wokalnym była także celebrytką swoich czasów, a o jej romansach huczało pół Polski – podkreśla Patryk Chilewicz. Wyczyny seksualne Jędrusik, tak odważne na tle szarej Polski sprzed dekad, nie przeszkodziły jej stać się legendą. Podobne epatowanie seksualnością Joli Rutowicz – tani erotyzm – pozwoliło jej błysnąć ledwie na moment. Dziś o niedawnej partnerce dzisiejszej gwiazdy TVP Jarosława Jakimowicza mało kto pamięta.

Z badania prof. Godzica wynika, że największy odsetek celebrytów stanowią obecnie aktorzy i aktorki, ale ta sytuacja zaczyna się zmieniać, bo coraz częściej do grona celebrytów trafiają osoby kompletnie niezwiązane ze światem artystycznym. – Znam kilku naukowców, którzy są celebrytami. To samo dotyczy lekarzy czy księży – wymienia autor „Celebrytów w polskiej przestrzeni medialnej i społecznej” i dodaje: – W tym poszerzaniu grona celebrytów widzę jednak szansę. Jest bowiem taki rodzaj celebrytyzmu, który pochwalam. Chodzi np. o lekarzy czy naukowców, którzy umieją stworzyć oryginalny wizerunek i wykorzystują potem swoją popularność do promowania właściwych postaw, przystępnym językiem tłumaczą zawiłe procesy medyczne czy naukowe.

Panteon naszych czasów

Chociaż celebrytów przybywa, wbicie się na jedynkę Pudelka wcale nie jest łatwe. W końcu celebryctwo to ciągła zadyszka, pogoń za pseudowydarzeniami i ciągła autokreacja, bo tylko tak można „pozostać w obiegu”. Z drugiej strony jak już człowiek na tę ściankę się dostanie, to wiele nie musi. Gadać może, co mu ślina na język przyniesie.

– Żyjemy w takich czasach, że niestety każdy może uchodzić za specjalistę od wszystkiego. Brakuje nam prawdziwych autorytetów, co skutkuje tym, że dla wielu głos Edyty Górniak w sprawie szczepień jest głosem istotnym. Ponadto niektóre tematy są nośne, więc publikacja tego rodzaju treści spotyka się z dużym poklaskiem. Czy większość celebrytek popierających wolny wybór w kwestii aborcji i chętnie wstawiających piorun na swój instagramowy profil zrobiła coś więcej? Przelała pieniądze na fundacje pomocowe? Inaczej wsparła emancypację kobiet? Nie, zrobiły to nieliczne, ale większość zebrała dużo lajków za pozorne działania – komentuje charakterystyczny dla celebrytów pusty słowotok Patryk Chilewicz.

Demokratyzacja sławy sprawia, że – wbrew temu, czego chciałby Kuba Wojewódzki – obok siebie lądują Gajos i Godlewskie, Krystian Lupa i Bożena Dykiel. – Dziś wszystko to się miesza i celebrytami mogą być nazywani zarówno aktorzy, którzy spędzili lata, ucząc się i grając w filmach, jak i osoba, która zajmuje się pokazywaniem wspaniałego domu, w którym mieszka, oraz modnych dresów. W celebryckim panteonie sław znajdzie się człowiek, dla którego sława jest niejako efektem ubocznym pracy, oraz ktoś, kto miał dobry pomysł na to, jak zdobyć uwagę – podkreśla dr Chmielewska-Szlajfer.

Czy tego chcą, czy nie, bardzo często „prawdziwi artyści” są zmuszani do celebryckich praktyk. Bo za pseudowydarzeniami idzie sława, za sławą idą kontrakty, za kontraktami kasa. Bez honey nie ma money. „Deprywatyzując swoją prywatność – jak pisała Dorota Masłowska – podając ją do konsumpcji i oceny znajomym i nieznajomym, bliskim i obcym”, celebryci, a także prawdziwi gwiazdorzy, zarabiają na życie.

Śledząc Instagram aktorów teatralnych, piosenkarzy po szkołach i pisarzy, co na Jamesie Joysie zjedli zęby, widzę, że hurtowo dzielą się z masami skrawkami ze swojego życia, od zdjęć USG po filmiki z mycia zębów, od porzuconych majtek po wciągnięcie flagi; widzę ich codzienność, euforię, smutek, wieczór i poranek. Wiem, co jeden pisarz ze Śląska je i czym jeździ, ale nie wiem, jak pisze; znam zapatrywania polityczne wirtuoza gitary, ale nie mam pojęcia, jaki duch twórczy go nawiedza. Jasne, za tymi odsłonami są pieniądze, a przecież oprócz złotej płyty czy Nagrody Nike warto mieć co do gara włożyć. Swoją drogą, już Jerzy Pilch – będący chyba pierwszym pisarzem celebrytą w dziejach polskiej literatury – pytany o wartość Nike odpowiedział całkiem serio, że pieniądze, które idą za laurem, pozwolą mu przeżyć dłuższy czas bez potrzeby pisania.

Postać wirtualna, sława realna

Przyśpieszenie technologiczne i transformacja cyfrowa nie omijają świata celebryckiego. Wręcz przeciwnie – celebryci są w awangardzie zmian przynoszonych przez innowacje cyfrowe. Nową kategorią z pogranicza świata celebrytów i ekspertów są influencerzy. Nie są tak wylewni jak ci pierwsi, a w przeciwieństwie do drugich rzadko mogą się pochwalić tytułem naukowym i akademicką wiedzą.

– Te dwa światy się przenikają i różnica pomiędzy celebrytami a influencerami jest dosyć płynna. Influencerzy, jak sama nazwa wskazuje, wpływają na nasze wybory. Ich celem jest przekonanie odbiorców – głównie w mediach cyfrowych – do konkretnego zachowania, często do nabycia jakiegoś produktu. Dzięki temu również mogą się stać celebrytami. Dziś celebryctwo może być świeceniem blaskiem własnym dzięki pracy albo odbitym, opartym przede wszystkim na atencji mediów – tłumaczy dr Chmielewska-Szlajfer.

Influencerzy nie potrzebują pseudowydarzeń, chyba że chcą się stać celebrytami. Ale podgryzają powoli tort sławy i pieniędzy, przy którym do tej pory siedzieli artyści i celebryci. Coraz częściej to influencerzy – znani z YouTube’a, TikToka czy Instagrama – zdobywają kontrakty reklamowe i stają się ambasadorami marek. W przeciwieństwie do celebrytów najczęściej mają coś do powiedzenia, nierzadko wykazują się ekspercką wiedzą, stanowiąc poważną konkurencję w przestrzeni medialnej dla ekspertów, którzy bywają zbyt hermetyczni dla coraz bardziej rozrywkowych form debat telewizyjnych.

W kolejce po konfitury popularności ustawiają się też celebryci wirtualni. Boty są coraz częściej łakomym kąskiem dla marketingu. Taka Lil Miquela jest piegowatą 19-latką, której kariera muzyczna rozwija się prężnie. Jej piosenki mają miliony wyświetleń, ma własną playlistę na Spotify. Idzie z duchem czasu i zna najnowsze trendy w modzie, jej kreacje bowiem są stylowe i luksusowe. Chętnie zakłada ubrania z metką Prady albo Chanel. Identyfikuje się także z organizacjami pozarządowymi. Lil Miquela zarabia prawie 9 mln funtów brytyjskich rocznie. Problem w tym, że tak naprawdę nie istnieje.

Na razie wirtualni celebryci są formą eksperymentu i mogłoby się wydawać, że dużo wody w Wiśle upłynie, nim zaczniemy z wypiekami na twarzy śledzić losy gwiazdy, za którą stoi sztuczna inteligencja. Próby ograniczenia „działalności” wirtualnych celebrytów w krajach Dalekiego Wschodu pokazują jednak, że coś jest na rzeczy. W końcu – jak pokazują liczne badania – wśród najmłodszego pokolenia, zwanego pokoleniem Alfa, granica pomiędzy tym, co realne, a tym, co wirtualne, zaciera się coraz bardziej. Zdaniem Ady Florentyny Pawlak, antropolożki technologii, pokolenie, które dziś dorasta, nie będzie widziało dużej różnicy między rozmową z człowiekiem a konwersacją ze sztuczną inteligencją.

Dla osób wychowanych na telewizyjnych serialach fizyczne istnienie celebrytów ma ogromne znaczenie. W końcu marzeniem wielu osób wciąż jest spotkanie gwiazdy ulubionego filmu, serialu czy zespołu muzycznego. Ogromną popularnością cieszą się licytacje (np. przy okazji WOŚP) kolacji ze znaną osobą. Dla pokolenia dzisiejszych 30-, 40- i 50-latków wartością jest np. pójście na piwo z Karolakiem. Drink z botem wciąż brzmi dla nich jak pokraczne science fiction.

Tabloid prawdę ci powie

Kończąc ten wywód, muszę wrócić do historii z pociągu. Otóż profesor AGH, wysiadając w pośpiechu z przedziału na stacji Kraków Główny, zostawił „Życie na Gorąco” na siedzeniu. Wziąłem tygodnik do ręki, bo z racji związków zawodowych nie lubię, jak prasa się marnuje. Przekartkowałem wydanie. Z okładki uśmiechała się Małgorzata Rozenek-Majdan (według badań prof. Godzica jedna z najczęściej cytowanych i opisywanych celebrytek w Polsce). W numerze głowiono się nad tym, czy Grażyna Wolszczak odzyska utracone pieniądze, i co poza seksem mogło łączyć Urszulę Sipińską i Stanisława Dygata – ukłon w stronę najstarszych czytelników – oraz przedstawiano „frajdę”, jaką miał sprawić ojcu Piotr Gąsowski. Słowem, tematy, problemy, zagadnienia, które dotyczą milionów Polaków.

Maria Janion pisała, że „świat żywych ufundowany jest na świecie umarłych”. Parafrazując słowa wielkiej badaczki romantyzmu, można powiedzieć, że świat celebrytów jest ufundowany na świecie szaraków. Opowieść o celebrytach jest jak najbardziej opowieścią o nas. O naszych planach, marzeniach i snach, o naszych trudach, znojach i mozołach.

Nie wiem, czy warto czytać „Życie na Gorąco”, ale w opinii dr Heleny Chmielewskiej-Szlajfer lektura tabloidów, a także portali plotkarskich, takich jak Pudelek, Kozaczek bądź Plotek, pozwala badać nastroje społeczne. – Tabloidy w zupełnie otwarty sposób, od samego początku piszą o rozrywce, sprawach kryminalnych, skandalach i seksie. Nie wstydzą się tego i są pod tym względem na swój sposób uczciwe. Jeżeli chcemy na poważnie śledzić życie publiczne, musimy sięgać również po brukowce i zaglądać do portali plotkarskich. Warto też spojrzeć do sekcji komentarzy. Można tam znaleźć vox populi, z lękami, bolączkami i marzeniami – komentuje socjolożka.

Rzecz jasna, nie chodzi o to, żeby porzucić lekturę Prousta na rzecz serwisu Jastrząb Post i wzorem Jacka Kurskiego promować wyłącznie Zenka Martyniuka. Raczej chodzi o dostrzeżenie, że wgląd w świat celebrytów pozwala lepiej zrozumieć wartości ważne dla mas. W końcu od nich – jak pisał Bauman – zależy los celebrytów. Jeśli biedny, spąsowiały inteligent patrzy na Małgorzatę Rozenek-Majdan, Magdę Gessler czy Dodę, ostatecznie robi to z pewnym pożytkiem dla siebie.

Fot. Adam Jankowski/REPORTER

Wydanie: 1/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy