Chybiony raport

Chybiony raport

Najwyższa Izba Kontroli sporządziła 21 stron dokumentu, z którego niewiele wynika KGHM zdążył się pozbierać po dwuipółletnich rządach prezesa Mariana Krzemińskiego z AWS. Ubiegły rok – pierwszy pod nowym zarządem – Polska Miedź zamknęła zyskiem netto 254,5 mln zł, a pierwsze półrocze 2003 r. – 189 mln zł, co porównane ze 190 mln zł straty w roku 2000 broni słuszności działań dzisiejszej ekipy. Na prostą zaczyna wychodzić cała grupa kapitałowa. Nawet Telefonia Dialog, która za czasów AWS stawała się kamieniem u szyi topielca po szeregu pociągnięć organizacyjnych, wypłynęła na powierzchnię. Jawny tajny Na początku maja inspektorzy NIK przedstawili zarządowi przedsiębiorstwa „Wystąpienie pokontrolne”. O tym, że działalność KGHM Izba oceniła bardzo krytycznie, członkowie zarządu dowiedzieli się już wcześniej z prasy. Zanim bowiem poczta dostarczyła do Lubina przesyłkę zawierającą – tajny jeszcze – druk, rzecznik prasowy NIK podzielił się swoimi przemyśleniami z „Rzeczpospolitą”. Jest to złamanie prawa, ustawa o NIK stanowi, że najpierw dokument powinien otrzymać zainteresowany, aby miał prawo do obrony, jeśli się nie zgadza ze zdaniem kontrolujących. Ale przecież od początku było wiadomo, że NIK nie darzy sympatią obecnego Zarządu KGHM! Tuż przed wyborami AWS udało się na stołku prezesa NIK posadzić Mirosława Sekułę. NIK pod obecnym kierownictwem stała się narzędziem walki politycznej. Podobny przypadek jak obecnie KGHM zdarzył się przed rokiem AWRSP. W raporcie pokontrolnym o spółkach z nią związanych napisano, iż „AWRSP prawidłowo sprawowała nadzór nad działalnością spółek”, a kilka miesięcy później w materiałach dla dziennikarzy NIK zarzuciła AWRSP występowanie spółkach mechanizmów korupcjogennych. Teraz dobrano się do KGHM. To jedno z najlepszych polskich przedsiębiorstw, które prezesowi z nadania AWS, Marianowi Krzemińskiemu, udało się prawie doprowadzić do ruiny. Niektórzy sugerują, że nie przypadkiem. Podejrzewają, że – być może – chodziło o to, by Niemcy, którzy mają huty miedzi, a nie mają złóż rudy, mogli wykupić polskie kopalnie miedziowe. Niezbitych dowodów na to nie ma. Istnieją jednak niepodważalne dane świadczące o sytuacji KGHM w czasach rządów AWS. W 1999 r. długi KGHM wynosiły 11,38% wartości firmy. W roku 2000 wzrosły do 28,18%, a w ostatnim roku panowania solidarnościowego zarządu urosły aż do 41,50%! To znaczy, że prawie połowa majątku przedsiębiorstwa należała do banków. Niewiele brakowało do utracenia płynności finansowej. W 2001 r. Polska Miedź zanotowała stratę w wysokości 838,6 mln zł. Teraz niebezpieczeństwo jest już zażegnane, przedsiębiorstwo wyszło na prostą. Odgrzewane Kongo To są fakty poparte dokumentami, których nikt nie może kwestionować. Toteż w swoim wystąpieniu pokontrolnym NIK dyskretnie postanowiła nie odnosić się do nich i taktownie te fakty przemilczała. Natomiast cała para poszła w wybielanie zarządu Mariana Krzemińskiego i szycie łat jego poprzednikom – Stanisławowi Siewierskiemu i następcom, czyli dzisiejszemu prezesowi, prof. Speczikowi. I tak znów wypłynęła sprawa inwestycji w Kongu. Decyzje o niej podjęto za czasów prezesa Siewierskiego. Ta kwestia była obszernie opisywana przez „Rzeczpospolitą”, potem na ten temat wypowiadał się w tejże gazecie rzecznik prasowy NIK, a ostatnio sprawę odgrzał tygodnik „Wprost”. Zapewne z inspiracji NIK. Izba poświęciła sprawie kongijskiej aż 21 stron raportu, naświetlając całą rzecz aferowo. Inwestycja ta rzeczywiście zamiast spodziewanych 15 mln dol. zysku przyniosła stratę. Winę za to jednak w mniejszym stopniu ponosi SLD-owski zarząd prezesa Siewierskiego niż AWS-owski Krzemińskiego. Ale skargi do prokuratury pisał właśnie prezes Krzemiński, twierdząc, że zarząd Siewierskiego świadomie naraził firmę na straty. Kwestie umowy KGHM z firmą pośredniczącą Colmet International Limited badała więc prokuratura w Katowicach aż przez dwa lata. Sprawę winna prowadzić prokuratura legnicka, ale ówczesny minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka, Lech Kaczyński, przekazał ją prokuraturze w Katowicach. Zapewne w nadziei, że lepiej wywiąże się z oczekiwań szefa resortu. Nie wywiązała się. Prokuratorzy przyjęli punkt widzenia rozlicznych ekspertów, iż podpisanie umowy z Colmetem było eksperymentem gospodarczym w ramach dopuszczalnego w biznesie ryzyka. I umorzyli śledztwo… Autorzy doniesień, m.in. NSZZ „Solidarność” – Sekretariat Górnictwa i Energetyki, nie złożyli zażalenia na to postanowienie. Kilka miesięcy po złożeniu donosu do prokuratury prezes Krzemiński

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 35/2003

Kategorie: Kraj